czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, Święta i po...

Hej. Dawno mnie tu nie było za co bardzo przepraszam, ale na jakiś czas musiałam zrobić sobie przerwę od blogowania. Jak minęły Wam Święta? Mi bardzo dobrze. Prezenty w tym roku były wyjątkowo udane. Pod choinką znalazłam pełne wydanie Przygód Sherlocka Holmesa, jakiś romans, piżamę, zakolanówki, słodycze, kosmetyki i pieniądze. Większość pieniędzy już wydałam. Głównie na kosmetyki do włosów. Kupiłam też kolejny tusz do rzęs (powoli zaczynam się od nich uzależniać) oraz perfumy Playboy Play It Spicy.
A co słychać u moich włosów? Sporo się u nich działo w ostatnim czasie.




 Nie mam pojęcia czemu jakość jest taka beznadziejna... I przepraszam za piżamowy strój, ale zdjęcia były robione rano. Wracając do włosów. Zrobiłam sobie przedziałek na środku oraz zafarbowałam włosy na ciemną czekoladę. Fale są efektem całonocnego warkocza. Co więcej, w końcu podcięłam końcówki. Włosy straciły na długości około 4 cm. Co słychać w pielęgnacji? Obecnie do pielęgnacji włosów stosuje szampon Barwa Tataro-chmielowa na przemian z Babydream, odżywkę Garnier avokado i masło karite, odżywkę Shauma masło shea i ekstrakt z kokosa, odżywkę Schwarzkopft Gliss Kur oil nutritive, maskę kallos al latte, maskę Alterra Granat i Aloes, odżywkę bez spłukiwania Joanna mięta i wrzos, jedwab CHI na końcówki. Czasami bawię się też z siemieniem lnianym, robię płukanki/maski. I do maski, którą robię raz w tygodniu zazwyczaj dodaję oliwę z oliwek, miód, naftę kosmetyczną i aloes. Ograniczyłam też mycie włosów i staram się je myć co dwa dni. Jak widać nie mam już tak dużo kosmetyków jak wcześniej, bo szkoda mi tylu pieniędzy. Wiem jakie kosmetyki lubią moje włosy i daje im absolutne minimum. Są zadowolone. ;) Czasami mniej znaczy więcej.  Poza tym. Po moim szalonym pomyśle z ombre, moje końcówki są w tragicznym stanie i nie chce ich przeciążyć, przesuszyć itp. Mam zamiar wrócić do picia skrzypu z pokrzywą oraz drożdży, żeby móc obciąć zmasakrowane końcówki nie tracąc przy tym na długości.

czwartek, 13 września 2012

Odzywka idealna?

Wpadam do Was na szybko z moim nowym odkryciem, bo zaraz uciekam do łóżka a czeka mnie jeszcze zadanie z podstaw przedsiębiorczości. Do tematu. Wczoraj podczas mycia włosów odrobinkę zaszalałam i zmieszałam na dłoniach wszystko co stało na półeczce z kosmetykami do włosów. Na mojej ręce wylądowała Isana z olejkiem z babassu, emulsja gloria, 60-sekundowa maseczka Marion z octem z malin oraz maska Alterra Granat i Aloes. Powstałą mieszankę nałożyłam na włosy na około 10 minut i zmyłam. Na następny dzień rozczesałam włosy szczotką. Efekty?
- włosy były niesamowicie gładkie i błyszczące (niczym z reklamy)
- gęste, gęste i jeszcze raz gęste! (powstało malutkie sianko, ale nie wyglądało to źle... wręcz przeciwnie)
- włosy były sypkie
- wyraźnie nawilżone i mięsiste
Wypróbujcie. Jestem ciekawa jak sprawdzi się u Was. Może spróbuję wypróbować mieszankę w wersji maski i potrzymam ją dłużej z workiem i ręcznikiem, ale obawiam się, że może obciążyć włosy. Czasami warto trochę namieszać. ;) Mam zamiar pobawić się jeszcze troszkę w chemika i wymieszać inne kosmetyki.  Tymczasem uciekam. Dobrej nocy i udanego weekendu! 

niedziela, 9 września 2012

Laminowanie wlosow zelatyna - podejscie drugie

Tak jak obiecałam, dzisiaj pojawia się post dotyczący laminowania włosów żelatyną. Tym razem skorzystałam z przepisu umieszczonego na blogu Czarownicującej (tutaj macie owy post). Wybrałam opcje 3, czyli INTENSYWNĄ. Przepis jak zwykle ten sam. 2 łyżki żelatyny na dwie, trzy łyżki przegotowanej wody oraz około pół łyżki maski/odżywki. Można dodać odrobinę oleju, soku z cytryny, miodu... Czego dusza zapragnie. Ja moją maskę żelatynową wzbogaciłam olejem i sokiem z cytryny. 
Od czego zaczęłam? Umyłam włosy tak jak zwykle, osuszyłam ręcznikiem i nałożyłam powstałą papkę. Na wstępie wspomnę, że nakładanie żelatyny było okropnie trudne i nieprzyjemne. Stężała masa nie chciała współpracować i mordowałam się z nią bardzo długo a tak czy siak nie udało mi się pokryć wszystkich włosów. Kiedy w końcu udało mi się uporać z upierdliwą żelatyną, przeszłam do przedostatniego punktu. Suszenie włosów suszarką. Suszyłam i suszyłam aż w końcu włosy zesztywniały i wyschły. Nie wiem czy tak miało być czy nie, ale zamiast włosów miałam jeden, wielki, sztywny kosmyk? Inaczej tego nazwać nie umiem. Potem przyszła kolej na wypłukanie sztywnej, stężałej żelatyny z włosów. Wtedy się zaczęło. Kiedy zamoczyłam włosy od razu sobie uświadomiłam, że nie będzie tak pięknie i łatwo. Żelatyna nie chciała się zmyć. Na początku polewałam włosy letnią wodą i myłam żelem Facelle. Na marne. Włosy nadal były sztywne. Przeraziłam się nie na żarty. Modliłam się w duchu żeby to dziadostwo wypłukało się z moich biednych włosów. Zaczęłam polewać włosy najcieplejszą wodą jaką mogłam i dopiero to zaczęło przynosić efekty. Po około 20 minutach włosy były wolne od żelatyny, ale ich stan pozostawiał wiele do życzenia. Potraktowane niemal wrzątkiem nie prezentowały się najlepiej. Odratowałam je maską L'biotica Biovax. 
Efekty? Cóż. Połowa włosów w ogóle nie została pokryta żelatyną, a te, które były nie różniły się bardzo od tych pokrytych. Zdecydowanie aprobuje metodę pierwszą i to tej metodzie będę wierna.

sobota, 8 września 2012

Jesiennie?

Tak właśnie wygląda pogoda w górach. Czuję już nadchodzącą jesień. Zbliża się coraz większymi krokami. Czy to dobrze? Nie mam pojęcia. Nie lubię jesiennej pogody. Deszczu, błota... Ale nie znoszę też siedzieć w szkole, kiedy za oknem błękitne niebo, słońce i upał. Człowiekowi nigdy nie da się dogodzić. 
Korzystając z "wolnego czasu" nadrabiam seriale, bo potem nie będzie na to czasu. Właściwie powinnam w tej chwili czytać "Quo Vadis", ale jakoś brak mi motywacji i leżę w łóżku z laptopem podjadając Nussbeissera. Kot co chwile mnie atakuje i włazi na klawiaturę zasłaniając ekran. Pocieszne stworzenie. Ta mała paskuda skończyła dwa dni temu trzy miesiące.
Poza tym u mnie nic nowego, jakoś leci. Jutro wyczekujcie posta o nowym sposobie laminowania włosów. Uciekam pod kołdrę, bo chyba coś mnie zbiera. Trzymajcie się!

,, Siadaj koło mnie
To dla Ciebie jest ławka
Posłuchaj jak pięknie o miłości gada
Ten który miłości nigdy nie zaznał. ''


PS Jak widać zmieniłam wygląd bloga. Bardzo mi się podoba, mam nadzieję, że Wam również. ;)

czwartek, 6 września 2012

Wrzesniowo

Cześć dziewczyny. Mam nadzieję, że pierwszy tydzień szkoły mija Wam przyjemnie i bez stresu. Studenci mają jeszcze miesiąc laby, ale przeleci Wam szybciej niż myślicie. Ja zaczęłam naukę w nowej szkole. Jest to technikum hotelarskie o profilu hotelarskim. Jak wiecie w zeszłym roku miałam małą przygodę z liceum ogólnokształcącym z rozszerzoną matematyką, językiem polskim i angielskim. Muszę przyznać, że ciesze się, że liceum okazało się pomyłką w moim przypadku. Jak na razie w nowej szkole bardzo mi się podoba i mam dużą mobilizacje do nauki. W końcu zawód musi być. ;) Obecnie mamy luzy, ale podejrzewam, że to zmieni się wraz z przyszłym tygodniem. Wszystkim życzę udanego i owocnego roku szkolnego. Oby szybko zleciał. Czekamy na wakacje!
Teraz pora przejść do najbardziej interesującej nas kwestii. WŁOSY!  Żyją sobie całkiem dobrze, rosną, farba nadal się trzyma. Dbam o nie bardzo. A raczej staram się, bo szkoła się zaczęła i często przychodzę wyczerpana i nie mam na nic siły. Ale włosy nadal są jednym z priorytetów. Powoli staje się też ceromaniaczką, ale to proces dopiero co kiełkujący. Ostatnio laminowałam włosy inną metodą i zrobię o tym osobny post. Myślę, że być może w weekend. No i obiecana recenzja farby. Ale dopiero jak wyrobie sobie klarowną i obiektywną opinie na jej temat. Ostatnio mam problemy ze skalpem i próbuje go ratować od każdej strony, ale marnie mi wychodzi. Jest jakby wysuszony i głowa niemiłosiernie mnie swędzi. To nie łupież. Nie nakładam oleju na skalp, więc to na pewno nie jest powód. Myślicie, że porządny peeling pomoże? Spróbuję. 
Na dzisiaj to tyle. Zaraz idę ogarniać prezentacje samej siebie. Jutro mam już pierwsze zaliczenie z języka polskiego. Boję się, boję. Trzymajcie kciuki. No i miłego ostatniego dnia w szkole. Trzymajcie się!

sobota, 1 września 2012

Prawie idealne

Dzisiaj miałam cały dzień wolny, więc poświęciłam sporo czasu na pielęgnacje włosów. Udało mi się wydobyć najprawdziwsze loki! Co prawda pewnie rozprostowałyby się po jakiejś godzinie, ale sam fakt ich obecności skutecznie poprawił mi humor. Dam dwa zdjęcia, wybaczcie jakość:



Jak widać znowu zmieniłam kolor włosów co wyszło mi na lepsze. Farbowałam farbą Joanna. W swoim czasie będzie recenzja tej rewelacyjnej farby.

Jak wydobyłam loki? Umyłam włosy metodą OMO. Pierwsze O to była odżywka Isana witaminowa. Następnie umyłam włosy płynem do higieny intymnej Facelle. Drugie O to odżywka Garnier Avokado i masło karite wymieszana z emulsją "Gloria". Następnie na lekko osuszone włosy koszulką nałożyłam odżywkę bez spłukiwania Joanna Naturia Zielona Herbata i Pokrzywa. Kiedy włoski prawie całkowicie wyschły związałam je w ślimaczka na czubku głowy i paradowałam tak po domu kilka godzin. Efekt końcowy całkowicie mnie zachwycił. Włosy są niesamowicie gładkie, błyszczące i układają się w przepiękne loki. Uwierzcie mi. Zdjęcia nie potrafią całkowicie tego pokazać. Przede wszystkim jakość zdjęć nie odzwierciedla w pełni rzeczywistego wyglądu włosów. Jaram się i ciągle przeglądam w lustrze. :D

środa, 29 sierpnia 2012

"Nie pozwol mi odejsc tej nocy..."

Pije kakao i powoli oswajam sie z mysla, ze juz niedlugo szkola. Nowa szkola. Z jednej strony ciesze sie, bo poznam mase nowych, mam nadzieje fajnych ludzi. Z drugiej nie, bo przeraza mnie ogrom nauki. Tym razem praktycznie w ogole nie odczulam tego, ze mam wakacje. Przelecialo niesamowicie szybko. Bylo kilka wyjatkowych chwil, ale to nie to samo co rok wczesniej... Przede mna ostatni "turbo melanz" - zegnamy wakacje w naszym stylu. Z jednej strony to tez dobrze, bo od ciaglego zlego samopoczucia po tych wakacyjnych imprezach mozna oszalec.
I boje sie piatku. Ostatniego piatku, ktory bedzie taki, jaki powinien byc kazdy dzien. Boje sie, ze wiecej takich wspanialych piatkow nie bedzie. Zeby bylo tak dobrze jak jest teraz. Albo jeszcze lepiej. Znajac mnie  i moje szczescie pewnie bedzie tak samo zle jak bylo. Jesli nie gorzej. Tylko tym razem bede sie trzymac terazniejszosci - tylko to moze mi przyniesc normalnosc. Zasuwac caly czas do przodu nie ogladajac sie za siebie. No i dobija mnie to, ze dzisiaj bede musiala spac na znienawidzonym lewym boku, bo mam swiezo przedziurawione prawe ucho. Jak sie zagoi to pokaze efekt. 

I ogolnie przepraszam za taki nedzny wpis. Po prostu jakos ciezko jest i gdzies musze powypisywac swoje smuty. Zycie nastolatka wbrew pozorom nie jest takie latwe. 
Mam nadzieje, ze uda mi sie ogarnac i znowu wrocic do normalnych, wlosowych wpisow. Licze, ze beda one czestsze niz dwa, trzy razy w miesiacu. I przepraszam za brak polskich znakow, ale klawiatura tez mnie dzisiaj nie lubi i nie chce wspolpracowac. Jak sie naprawi to poprawie. 

Lykke Li - Tonight

Mam nadzieje, ze u Was o wiele lepiej niz u mnie i, ze wakacje mieliscie udane. Zycze wspanialych ostatnich dni lenistwa. Trzymajcie sie.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Laminowanie wlosow zelatyna - moje odczucia

Tak jak obiecałam dzisiaj pojawi się raport na temat laminowania włosów żelatyną - przeczuwam, że będzie to prawdziwy hit wśród włosomaniaczek. 
Laminowanie włosów - Znany jest ten zabieg jako zabieg do natychmiastowego poprawienia wyglądu włosów. Szczególnie tych niesfornych, koloryzowanych etc.  

O co chodzi?
Chodzi o wypełnienie uszkodzonej struktury włosa naturalną keratyną, zamknięcia łuski na całej długości oraz likwidacja rozdwajających się końcówek. Efektem w gratisie mamy nawilżenie i odżywienie. Wygląd włosów jak z reklamy gwarantowany, lśniące i jedwabiście miękkie źródło:  http://missfashionistka.pinger.pl/


Domowy i tani sposób na uzyskanie zadowalającego efektu:

  • łyżka żelatyny w proszku
  • dwie lub trzy łyżki gorącej wody
  • 3/4 odżywki lub maski do włosów
Żelatynę należy dobrze rozpuścić i odczekać chwilę, aż odrobinkę ostygnie. Do powstałego "kleju" dodajemy maskę bądź odżywkę. W razie gdyby żelatyna się "ścięła" tworząc niemożliwy do nałożenia klej, proponuje podgrzać mieszankę w mikrofalówce.

Na mokre, osuszone ręcznikiem włosy nakładamy papkę. Następnie nakładamy worek i ręcznik. Spłukujemy obficie wodą po 45 minutach.

Efekty na moich włosach
- przede wszystkim niesamowicie błyszczą
- są sypkie
- niesamowicie wygładzone i miękkie
- sprawiają wrażenie gęstszych
- włosy wyglądają na bardzo zdrowe i zadbane
- na mojej głowie zrobiło się małe siano, ale jest to bardzo pożądany przeze mnie efekt

Ja jestem zachwycona. Moje włosy chyba nigdy nie wyglądały tak pięknie. Dodam zdjęcia przed i po laminowaniu. 

Przed. Wybaczcie łazienkowy wystrój i zdjęcie w piżamie. ;p

Po:
bez lampy 

z lampą

Zauważyłam, że mam już całkiem długie włosy. Oby tak dalej. Zapuszczamy do pępka!
Tyle na dziś. Pozdrawiam.

środa, 8 sierpnia 2012

This is love, this is love, this is love...

Przed chwilą u Anwen w "Moja włosowa historia" padły dwa słowa. Laminowanie włosów. ŻELATYNĄ. Oczywiście już jutro mam zamiar sama przeprowadzić taki zabieg i podzielić się z Wami swoimi odczuciami. Odrobinę przeraża mnie opcja nakładania na włosy żelatyny, ale żyję się raz i mam nadzieję, że nie będę żałować. Liczę, że mam w domu żelatynę. :D
Jak Wam mijają wakacje? Mi bardzo szybko. Dzisiaj zaliczyłam siłownie, bo pewien ktoś namówił mnie na godzinny trening. Świetna zabawa, ale i okropny wysiłek. Przez cały ten czas pedałowałam na rowerku, bo było to, wbrew pozorom, najprostsze ćwiczenie. Coś czuję, że jutro nie będę w stanie wstać z łóżka.
Znowu zaczęłam łykać calcium panthotenium, bo po potraktowaniu włosów chemiczną farbą, wypadają jak szalone... I chyba znowu wrócę do picia skrzypu z pokrzywą. Niestety pewnie znowu mnie wysypie niemiłosiernie, ale przynajmniej coś zostanie na głowie. Rozważam też picie drożdży, ale nie wiem czy się przekonam. Postaram się w każdym bądź razie. A! Ostatnio chodzi mi po głowie napój z siemienia lnianego. Pożytek zarówno dla włosów, cery, paznokci jak i figury. Ta dzisiejsza siłownia zmotywowała mnie do ćwiczeń. Mam zamiar poszperać na strychu i znaleźć... skakankę! Przede wszystkim zależy mi na tym żeby moje uda w końcu jakoś się prezentowały, więc wskoczę też na rowerek w domu. Mam cel! Prócz tego znowu mam fazę na ombre... Daj Boże żeby nic mnie nie podkusiło do tego zabiegu, bo nic nie zostanie z tych moich biednych włosów.
Jeśli się uda to jutro pojawi się raport o laminowaniu. O ile mam tą wstrętną żelatynę w domu. Tymczasem trzymajcie się, dobranoc!

Dzisiaj słuchamy...     Will.I.Am ft. Eva Simons - This is love


niedziela, 5 sierpnia 2012

Domowe cudo

Post na szybko, bo zaraz muszę uciekać sprzątać w pokoju. Wczoraj pisałam Wam, że trzymam na głowie domową maskę, która okazała się sukcesem i strzałem w dziesiątkę.

Przepis:
  • 2 łyżeczki maski Kallos al Latte
  • kilka kropli nafty kosmetycznej
  • kilka kropli soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki oliwy z oliwek, koniecznie z pierwszego tłoczenia (ja lałam na oko)
Tak powstałą papkę nałożyłam na ponad dwie godziny. Bardzo ciężko było ją zmyć, więc użyłam metody, której używam do zmywania olei (na maskę nakładamy szampon, myjemy włosy, spłukujemy i ponownie myjemy szamponem). Po wyschnięciu włosy były niesamowicie gęste i błyszczące. Do tej pory miałam duży problem z gęstością, bo przez farbowanie włosów farbami sporo włosków mi wypadło. Obawiałam się, że włosy będą śmierdzieć naftą, ale wyczuwam tylko cudowny zapach Kallosa. Polecam Wam gorąco tą maskę.
Składniki można dodawać wedle uznania. U Anweny w przepisie jest jeszcze żółtko, skrobia ziemniaczana, olejek rycynowy i miód. Żółtko zawsze wysusza mi włosy ze względu na dużą zawartość protein, więc nigdy nie dodaje go do masek. Miód powinien być w płynnej postaci a mój "stężał", więc następnym razem popróbuję z miodem. Skrobi i rycyny nie mam, więc na najbliższych zakupach postaram się zaopatrzyć w te cuda.

PS Pewnie się nie chwaliłam, ale od jakiegoś tygodnia jestem dumną brunetką. ;)

sobota, 4 sierpnia 2012

"Ludzie, pomozcie ludziom."

Domowe SPA, i pielęgnacja włosów wraca do łask. Siedzę z domową maseczką na głowie i boję się co z tego wyjdzie. Wcześniej wykąpałam dłonie i paznokcie w ciepłej oliwie z oliwek i zaraz pomaluje je odżywką. Wakacje są, trzeba jakoś ambitnie wykorzystać wolny czas. Za chwilę puszczę sobie "To tylko seks" i miło spędzę wieczór. Oby. Pewnej osobie z powodzeniem udało się zepsuć mi humor już po raz drugi w ciągu dwóch dni. Nie to nie i tyle. Nie ma się co rozdrabniać i pieprzyć w wiadomych tematach.

Na koniec przedstawię Wam moją nową miłość.







Luna. Najcudowniejszy i najsłodszy kociak na świecie. <3





Tak mija czas

Aż trudno uwierzyć, że minął już miesiąc wakacji. Mam wrażenie, że zmarnowałam lipiec i nie wypoczęłam ani trochę. Nie zrealizowałam też swoich planów pielęgnacyjnych i fatalnie się z tym czuję. Dodatkowo jakoś straciłam swój zapał włosomaniaczki, co widać, bo od powrotu z wakacji nic tu nie opublikowałam. Coraz częściej zastanawiam się nad powrotem do pierwotnej wersji bloga, czyli moim "pseudo pamiętnikiem". To dobre rozwiązanie, bo czasami mam ochotę się po prostu nad sobą poużalać niż pisać o włosach, co nie znaczy, że takie posty nie będą się pojawiać. Myślę raczej nad przeplataniem pamiętnika z poradami o włosach. Co o tym sądzicie?

sobota, 16 czerwca 2012

Powrot?

Żyję, dbam o włosy... Powoli wychodzę na prostą i kończę porządkować swoje życie. Niestety mam szlaban i najprawdopodobiej będzie trwał on do końca roku szkolnego, dlatego też nic nie pojawia się na blogu. Mam nadzieję, że po powrocie z wakacji (15 lipiec) wezme się w garść, mama trochę mi odpuści i zawale Was ogromną ilością postów dotyczących włosów. Na razie nie zanosi się na polepszenie sytuacji, bo w związku ze zmianą szkoły w moim domu jest dosyć napięta atmosfera.
Po powrocie wrzuce aktualizacje włosów, której notabene ogromnie się boję, bo trasa Mazury-Kołobrzeg-Wrocław zapowiada dużo słońca, słonej wody morskiej... Przesuszone włosy gwarantowane, a dwutygodniowa nieobecność w domu i brak ukochanych kosmetyków nie wróży dobrze. Mam zamiar przemycić tyle masek i odżywek ile tylko się uda. Wyjeżdżan 29 czerwca tuż po zakończeniu roku. Może do tego czasu uda mi się coś jeszcze naskrobać, a jeśli nie to do napisania w lipcu. Udanych wakacji i pięknych włosów po letnich wariacjach! ;)

środa, 16 maja 2012

Obsesja zakupowa


Na początku przepraszam za brak obiecanego postu na temat "domowe SPA dla włosów". Jakoś nie mogę się zebrać w sobie do jego napisania, więc pojawi się z drobnym opóźnieniem. Mam nadzieję, że wybaczycie.
Obiecałam sobie skończyć z zakupami włosowymi... To zło, że w moim mieście każda niepozorna drogeria przyciąga mój wzrok i kiedy do niej wejdę nie umiem wyjść z pustymi rękami. Zazwyczaj kiedy wracam ze szkoły nie mam czasu żeby szlajać się po mieście, więc nie ma ryzyka wydania pieniędzy na "zbędne" kosmetyki. Dzisiaj szkoła spłatała mi figla i skończyłam godzinę wcześniej. Zamiast grzecznie wrócić do domu z uzupełnionym portfelem, poszłam z przyjaciółką na kawę i "małe zakupy". Tak się prezentują:


Pozwólcie, że się wytłumaczę ze swoich zakupów.

1. Odżywka Isana z olejem z babassu - kupiłam bo:
- poprzednia mi się kończy
-mam tak mało odżywek
- była po promocji w Rossmannie za 6 zł (normalnie kupuję ją za ponad 7)
2. Joanna Naturia Odżywka b/s z pokrzywy i zielonej herbaty - kupiłam bo:
- nie mam żadnej odżywki b/s
- wychwalana przez włosomaniaczki
- nie była znowu taka droga, 4 zł
3. Jantar mgiełka do włosów - kupiłam bo:
- jestem głupia i źle przeczytałam skład
- ma podobno filtry UV
- również w promocyjnej cenie 6 zł
4. Siemię lnianie - akurat jest mi potrzebne do płukanki, więc zakup całkowicie przemyślany i zaplanowany, dziwne. ;)
5. Calcium panthotenium - również przemyślany i zaplanowany zakup. Każda włosomaniaczka go zna, przedstawiać go nie muszę. Wydaję mi się, że odrobinę przepłaciłam. Prawie 8 zł. :/
6. Opaska do włosów - kupiłam bo:
- od dawna potrzebowałam takiej opaski, która wykonana jest z materiału i nie niszczy zbyt bardzo włosów
- ma ładny kolor :D
- kosztowała w Glitterze 5 zł! 
7. Wałki do włosów - kupiłam bo
- stare są stare i muszą być nowe
- stare są cienkie do loczków, jak u owieczki, a tymi można wyczarować bajeczne loki 

PS Przepraszam za zagracone biurko.

 To nie koniec!


Słodkie kolczyki kosztowały mnie 3 złote. Jestem straszną bałaganiarą i gubię wszystkie swoje kolczyki. Ostatnio przepadły mi perełki i kiedy zobaczyłam te "duplikaty" w drogerii od razu kupiłam. Jestem dumna, że w końcu zainwestowałam w coś innego niż pielęgnacja/ozdoba włosów. Szok!

Na koniec dodam zdjęcie neonowej mini-spódniczki, którą upolowałam w Pull&Bear. Muszę przyznać, że neony średnio do mnie przemawiały, ale kiedy ją zobaczyłam i przymierzyłam... zakochałam się od pierwszego ubrania i po prostu musiała znaleźć się w mojej szafie. 


Cóż za kontrast! Mój aparat zmienia trochę kolory. W rzeczywistości nie jest taka... oczojebna. I bajecznie układa się na ciele. Polecam!
Pull&Bear - 30 zł

Przy okazji. Od dzisiaj ZNOWU piję skrzyp i pokrzywę. Mam zamiar zażywać również Calcium panthotenium oraz wcierać w skalp Jantar. Chce jak najszybciej zapuścić włosy. 
Btw. Czy któraś z Was zażywała Calcium panthotenium? Jeśli tak to jakie macie po nim odczucia? Włosy faktycznie szybciej rosną?

Mam nadzieję, że takie posty zakupowe Was nie męczą. Wiem. Straszna ze mnie chwalipięta, ale skoro to blog oparty na pielęgnacji włosów to od czasu do czasu będę wrzucać swoje "łupy". A jak Wam minęła środa? Do weekendu coraz bliżej! Życzę udanego i pogodnego czwartku. Pozdrawiam!

niedziela, 13 maja 2012

Slow kilka o... porowatosci wlosow



Skoro mój blog opiera się w dużej mierze na pielęgnacji włosów postanowiłam "wsiąknąć" głębiej w temat. Otóż. Zaczynając swoją przygodę z włosomaniactwem powinniśmy na samym początku określić porowatość włosów. Co to jest porowatość?
Każdy włos zbudowany jest z łusek, które są przylegające bądź rozchylone. To właśnie od tego czynnika zależy porowatość. 
Definiujemy trzy stopnie porowatości:
  • NISKA
  • NORMALNA
  • WYSOKA
Dlaczego tak ważne jest określenie porowatości włosów? Każdy stopień wymaga indywidualnej i odpowiedniej pielęgnacji. 

Czynniki cechujące stopień porowatości:
  • Porowatość niska - są to włosy zdrowe z natury. Łuska przylega szczelnie i bardzo trudno zmusić ją do rozchylenia. Co za tym idzie? Włosy bardzo trudno zmoczyć i schną niemiłosiernie długo. Są odporne na farbowanie, stylizacje. Bardzo ciężko jest je pielęgnować, ponieważ szczelnie zamknięta łuska nie chce wpuścić nic do środka. 
  • Porowatość normalna - łuski są delikatnie rozchylone i porowatość włosów waha się między niską i wysoką. Włosy moczy się normalnie, schną długo, ale nie dłuży się to w nieskończoność.
  • Porowatość wysoka - większość dziewczyn ma taką właśnie porowatość. Łuski są bardzo rozchylone i przyjmują do siebie wszystko, włącznie ze szkodliwymi produktami. Łatwo je zmoczyć i schną bardzo szybko. Są podatne na zabiegi fryzjerskie, ale również bardzo delikatne. 
Włosy o porowatości wysokiej można doprowadzić do niskiej odpowiednią pielęgnacją i odwrotnie. Jeżeli zaniedbamy włosy to odwdzięczą się nam rozchylonymi na maksa łuskami.
Aby rozchylić łuski należy zmoczyć włosy w letniej bądź ciepłej wodzie. Posiadaczki włosów z niską porowatością powinny szczególnie uważać na to żeby nie obkleić ich silikonami i nie obciążyć ciężkimi odżywkami. Włosy o niskiej porowatości są zdrowe i umieją same o siebie zadbać co nie znaczy, że trzeba całkowicie zrezygnować z ich pielęgnacji. Wszystko trzeba robić z umiarem i głową. ;)
Po rozchyleniu łusek trzeba pamiętać, aby z powrotem je domknąć. Zadba o to spłukiwanie włosów chłodną wodą i/lub "kwaśne" płukanki. Np. woda + kilka kropel cytryny.

Włosy o wysokiej porowatości trudno jest "obkleić", bo chłoną w siebie wszystko co się da. W tym przypadku nie należy rozchylać łusek. Trzeba uważać na wysoką temperaturę, alkohol w kosmetykach. Ten typ porowatości wymaga troskliwej opieki i zaawansowanej pielęgnacji. Nawilżamy, dbamy i oczywiście staramy się na koniec domykać łuskę tak jak w przypadku niskiej porowatości. Normalna porowatość rządzi się tymi samymi prawami co wysoka, więc pisać o niej osobno nie będę.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej odsyłam Was do Czarwonicującej ---> czyli TU
Wszystko dokładnie i pięknie u siebie opisała. Ja napisałam wszystkie ogólne informacje.

MOJA POROWATOŚĆ
Skoro rozpisałam się na temat porowatości podzielę się z Wami moimi obserwacjami jeśli chodzi o moje włosy. Ustawie swoje włosy między porowatością normalną, a wysoką. Dlaczego? Łatwo się moczą, ale schną długo. Są podatne na farbowanie, ale trudno je ułożyć. 

I na koniec słowa klucze dzięki, którym łatwiej jest wszystko zrozumieć.
POROWATOŚĆ WYSOKA - WŁOSY PODATNE
POROWATOŚĆ NISKA - WŁOSY OPORNE

Mam nadzieję, że udało mi się pomóc i post jest przydatny. Liczę, że miałyście udany weekend mimo niezbyt ładnej pogody. Życzę udanego poniedziałku. Przy okazji... Jaka jest wasza porowatość? ;)

PS Jutro słów kilka o domowym spa dla włosów.




wtorek, 8 maja 2012

TAG: Wiem co jem!





Otagowała mnie Lagoena z bloga hair-and-food. Dziękuję ślicznie. ;*


Zasady:
1. Napisz, kto Cię otagował i przedstaw zasady
2. Zamieść banner i odpowiedz na pytania
3. Otaguj kolejne 5 osób :)
Pytania:
1. Czy uważasz, że odżywiasz się zdrowo?
2. Czy zwracasz uwagę na skład produktów spożywczych? Jeśli tak, to jakich składników unikasz?
3. Jesz dużo owoców i warzyw?
4. Czy kiedykolwiek się odchudzałaś? Na jakiej diecie? Zamierzasz się odchudzać w przyszłości? 
5. Czy czujesz się dobrze w swoim ciele?
6. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
7. Czy lubisz gotować? 
8. Co chciałabyś wyeliminować z diety, a co do niej wprowadzić i dlaczego?
9. Czego nie możesz przełknąć a co mogłabyś jeść cały czas?
10.Ile posiłków jesz dziennie?
11.Wypijasz odpowiednią ilość wody? ( min. 8 szklanek dziennie) ?
Na dokładkę możecie polecić jakiś zdrowy prosty przepis, przekąskę czy coś w tym stylu :)


1. Czy uważasz, że odżywiasz się zdrowo?
 Przyznam szczerze, że różnie to u mnie bywa. Jednego dnia jem jogurty, ciemny chleb, owoce... A następnego jestem w stanie zjeść dwie tabliczki czekolady i na dokładkę paczkę chipsów.
2. Czy zwracasz uwagę na skład produktów spożywczych? Jeśli tak, to jakich składników unikasz?
Nie wszystkich. Największą obsesje mam na punkcie składów napoi kolorowych. Zwłaszcza soków. Wybieram te najbardziej naturalne, z jak najmniejszą ilością cukrów.
3. Jesz dużo owoców i warzyw?
Niestety jem za mało. Wynika to z tego, że na wiele owoców jestem uczulona i mam mały wybór... Największą ilość warzyw i owoców spożywam zdecydowanie w lecie.
4. Czy kiedykolwiek się odchudzałaś? Na jakiej diecie? Zamierzasz się odchudzać w przyszłości? 
Wszystkie moje diety umierały po jednym dniu, więc można powiedzieć, że nigdy się nie odchudzałam. Mam za słabą wole i nie umiem odmówić sobie smakołyków z których musiałabym zrezygnować. W najbliższym czasie nie mam zamiaru przejść na żadną dietę.
5. Czy czujesz się dobrze w swoim ciele?
Zdecydowanie nie. Gdybym miała w udach kilka centymetrów mniej, płaski brzuszek, brak boczków i mniejszy tyłek pewnie byłabym zadowolona
6. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
 Pierogi ruskie oraz lasagne mojej mamy.
7. Czy lubisz gotować? 
Uwielbiam gotować z moją siostrą. Mamy nietypowe podejście do kuchni i lubimy urozmaicać potrawy, poprawiać przepisy.
8. Co chciałabyś wyeliminować z diety, a co do niej wprowadzić i dlaczego?
Gdybym tylko mogła to pozbyłabym się niepotrzebnych cukrów i chemii, którą praktycznie wszystko jest naszpikowane. Do swojej diety wprowadziłabym wszystkie potrzebne składniki, które każdy człowiek powinien spożywać w odpowiednich ilościach.
9. Czego nie możesz przełknąć a co mogłabyś jeść cały czas?
Nie znoszę ryb i bardzo nad tym ubolewam, bo są bardzo zdrowe i mają wielkie znaczenie dla organizmu. Jedyne ryby, które jestem w stanie zjeść to tuńczyk i łosoś. Hmmm. Cały czas mogłabym jeść potrawy z włoskiej kuchni.
10.Ile posiłków jesz dziennie?
Czasami śniadanie, drugie śniadanie w szkole, obiad, przekąska, kolacja, przekąska... Zdecydowanie za dużo.
11.Wypijasz odpowiednią ilość wody? ( min. 8 szklanek dziennie) ?
 Nie mam bladego pojęcia. Piję raczej dużo płynów, ale trudno mi stwierdzić czy mieści się to w przedziale 8 szklanek. 

Przekąska... Jogurt z muesli tropikalnym bądź jakiś owoc. ;)

TAG przekazuję wszystkim chętnym czytelniczkom. Jestem ciekawa Waszych odpowiedzi. 
Pozdrawiam!


piątek, 4 maja 2012

Zaskoczenie wlosowe!

Hej, dziewczyny! Tytuł posta może nie mówi Wam zbyt wiele, ale zaraz przejdę do sedna. Dzisiaj rano kiedy umyłam i wysuszyłam włosy (byłam zmuszona, nigdy tego nie robię) zdziwiłam się, że są takie długie. Pod wpływem suszenia moja czuprynka całkowicie się wyprostowała, a zazwyczaj nosze na głowie delikatne fale. Zarzuciłam włosy na plecy i nie mogłam się nadziwić ich długością. Tknęło mnie i postanowiłam zmierzyć ile brakuje mi do wymarzonej długości. Wyszło nie mniej nie więcej tylko 18 centymetrów! Myślałam, że skoczę pod sufit z radości. Co więcej... Porządkując foldery ze zdjęciami natknęłam się na zdjęcia z wakacji. Jestem osobą sentymentalną, więc czym prędzej wszystko obejrzałam. Dziewczyny... Nawet nie potraficie sobie wyobrazić mojego szoku, kiedy uświadomiłam sobie jak bardzo urosły moje włosy od tego czasu! Zaraz wrzucę Wam zdjęcia dla porównania. Wiele z Was pewnie powie, że nie mam czym się jarać, bo przyrost jest mały, ale nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jak wolno rosną moje włosy. Ślimaczym tempem zbieram nowe centymetry, więc dla mnie wynik  jest imponujący. 


Prawie idealnie proste włoski (zakrywają już pasek biustonosza i jaram się jak dziecko :D)


Po lewej zdjęcie z 21 sierpnia, po prawej z 4 maja

Stwierdziłam, że zasłonie twarz żeby Was nie przestraszyć. :P Prawda, że sporo urosły? Aż nie mogę uwierzyć. Zwłaszcza, że dopiero w marcu zaczęłam o nie dbać... A w listopadzie 2011 roku ścięłam około 4 centymetrów włosów, więc tym bardziej się cieszę.  I przy okazji zaprezentowałam Wam pierwszy outfit. Napiszę o nim słówko na samym końcu postu.

Koniec o włosach. Jak Wam minął piątek? U Was też burza i deszcz? U mnie beznadziejna pogoda i poprawiam sobie humor winogronami. Mam nadzieję, że wszystkim maturzystom dobrze poszło na podstawie polskiego i trzymam kciuki żeby na innych przedmiotach poszło gładko. Mnie matura czeka dopiero za dwa lata, ale czas ma w zwyczaju szybko przemijać, więc dwa lata to nic. 
Życzę Wam pogodnego i mile spędzonego weekendu. 
Pozdrawiam!

Strój dnia:
kurtka - Stradivarius
sweter w paski - Gap (second hand)

czwartek, 3 maja 2012

Foto aktualizacja - kwiecien 2012

Moje włosy powoli wracają do formy, ale nadal są przesuszone i matowe. Nie mam pojęcia dlaczego. Aczkolwiek jest dobrze, więc dodam zdjęcia, które notabene są kiepskiej jakości. Od razu przepraszam, ale jestem w posiadaniu starej cyfrówki i niestety muszę się nacieszyć takimi zdjęciami jakie robi.


Zdjęcia robione bez lampy w świetle dziennym... w łazience. Wybaczcie pomieszczenie, ale w łazience znajduje się najwyżej położone okno w moim domu, więc idealnie można robić zdjęcia z użyciem parapetu. ;)
Ciągle Wam piszę, że chce zapuścić piękne włosy, ale nawet się nie pochwaliłam do jakiej długości zmierzam. Wpadłam na pomysł żeby zrobić zdjęcie i po prostu zaznaczyć. Efekt:

 
 Jak się domyślacie mam zamiar zapuścić włosy do czerwonej linii. Szalona jestem :D
Myślę, że za dwa lata będę mogła pochwalić się bujną i długą czupryną. Sporo mi brakuje, ale dla chcącego nic trudnego.
Dziewczyny, jak Wam mija majówka? U Was też pogoda pozostawia wiele do życzenia? Mimo burzy dzisiaj znowu zrobiliśmy grilla w ogródku i pochłonęłam ogromną ilość grzanek czosnkowych za którymi szaleje. Potem deszcz pokropił, ale było zaskakująco ciepło. Szkoda, że za parę dni koniec długiego weekendu i trzeba wrócić do normalnych, codziennych zajęć. 
Trzymajcie się! ;)

środa, 2 maja 2012

Kwietniowa pielegnacja wlosow

Przepraszam, za jednodniowe opóźnienie z aktualizacją, ale cały wczorajszy dzień spędziłam poza domem. Na słońcu oczywiście, co miało okropny wpływ na moje włosy. Pomimo tego, że popsikałam czuprynę jantarem i odziałam głowę w chustkę coś złego się z moimi włoskami porobiło. Podejrzewam, że swój udział ma w tym całonocne trzymanie oleju na włosach... Myjąc je wczoraj byłam bliska łez, kiedy wypadały niemal garściami. Dzisiaj rano były suche, matowe... Nigdy nie miałam włosów w tym stanie i nie wiem co się stało, że wyglądają jak wyglądają. Teraz siedzę z maską na głowie i modlę się żeby po spłukaniu i wyschnięciu wróciły do dawnej formy. Anyway. Kosmetyki używane przeze mnie w kwietniu:


 Kolekcja powiększyła się odrobinkę. Kosmetyki ustawiłam tematycznie. Pierwsze od lewej są maski. Kallos al Latte, Alterra Granat i Aloes, Gloria. Następnie krem Nivea wcierany w końcówki przed każdym myciem. Dalej dwa szampony: Babydream, Barwa Tataro-chmielowa; pięć odżywek: Isana witaminowa, Isana z olejkiem babassu, Schwarzkopft Gliss Kur, Mrs Potter's; olej babydream fur mama. Po prawej dwie wcierki: Jantar oraz Joanna Rzepa. W buteleczce po mgiełce pokrzywowej znajduje się domowa mgiełka z aloesem, jantarem oraz olejem. Na środku leży jedwab na końcówki z Marion.

Nie będę się rozpisywać za bardzo na temat użycia kosmetyków, bo każdy wie co do czego służy. Ulubieńcem miesiąca jest znowu maseczka Gloria, która potrafi zdziałać cuda. Zaś najgorszym kosmetykiem jest odżywka bez spłukiwania z Mrs Potter's, którą pomyliłam z balsamem aloesowym. Zawiodłam się również na odżywce Isana z olejkiem z babassu, której użyłam wczoraj do reanimacji włosów i nie sprostała zadaniu. 

Sukcesy:
- nakładanie oleju PRAWIE przed każdym myciem
- robienie peelingu raz  w tygodniu
- nakładanie maski od jednego do dwóch razy w tygodniu
- stosowanie wcierek
- stosowanie płukanki z siemienia lnianego
- zrobienie i nałożenie na włosy domowej maski

Niepowodzenia:
- kuracja drożdżowa (po dwóch tygodniach picia, mój żołądek się zbuntował)
- kuracja skrzypokrzywą (po prostu o niej zapomniałam)

Na maj nie mam planów jeśli chodzi o kupno kosmetyków. Postanowiłam na razie nic nie kupować i stosować wszystko to co mam. Odnośnie samej pielęgnacji... Postaram się olejować włosy na dwie, trzy godziny; robić różnego rodzaju płukanki; chronić włosy przed słońcem i przede wszystkim PODCIĄĆ końcówki. 
Wiem, że miały być zdjęcia włosów, ale niestety prezentują się tak fatalnie, że aż wstyd je pokazywać. Jeśli jutro odzyskają dawną formę, obiecuję, że cyknę kilka zdjęć i od razu dodam. 

A jak Wam mija weekend majowy? Ja wczoraj troszkę się poopalałam nad jeziorem. Rzecz jasna mnie spiekło... Potem wraz z rodzinką zrobiliśmy grilla i było całkiem przyjemnie. Dzisiaj poświęciłam dzień na typowe obowiązki domowe. Posprzątałam, ugotowałam sobie coś do jedzenia a potem posiedziałam na ogrodzie. Mam nadzieję, że Wam pogoda sprzyja i leniuchujecie na całego.

Trzymajcie się cieplutko!
 

niedziela, 29 kwietnia 2012

Ostatnie zakupy kwietniowe

Jak sam tytuł wskazuje dzisiaj zrobiłam ostatnie zakupy włosowe w kwietniu. Całe szczęście, że już jutro miesiąc się kończy, bo gdybym jeszcze coś kupiła to miałabym wielkie wyrzuty sumienia, że wydaje na włoski tyle pieniędzy. Na maj nie mam w planach większych zakupów, więc pochwale się tym co dzisiaj kupiłam w Bielskim Rossmannie.

1. Maska do włosów Alterra Granat i Aloes - pierwszy produkt tej firmy, który będę miała przyjemność stosować. Maska wychwalana przez sporą część włosomaniaczek. 150 ml/~10 zł
2. Oczyszczająca pianka do twarzy Rival - jako, że jestem alergikiem i do cery używam kosmetyków, które przepisał mi dermatolog, zawartość pojemnika wyleje i wleje do niego szampon, bo pojemnik służy do spieniania. 25 ml/~5zł
3. Szampon Babydream - mój ukochany szampon, który kupiłam ponieważ poprzedni powoli się kończy. Słabo się pieni, więc z pomocą przyjdzie w/w pojemniczek. 250 ml/~4 zł

przepraszam za jakość niczym z kalkulatora 

Postanowiłam napisać cenę za ilość mililitrów, bo może Was to zainteresować. Muszę zacząć planować wydatki i kupować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, tylko wtedy, kiedy zużyję wszystko co zalega w moich szafkach. Kwiecień zleciał mi bardzo szybko i już we wtorek aktualizacja włosowa, tym razem ze zdjęciami.

Jak Wam mija weekend majowy? Pogoda jest wspaniała i dzisiaj udało mi się posiedzieć w słońcu na balkonie dwadzieścia minut. Potem uciekłam robić pizze. W piątek słońce trochę mnie spiekło, więc teraz jestem ostrożniejsza. Tyle ode mnie na dziś. Życzę Wam słonecznego i udanego weekendu majowego. We wtorek wpadnę z aktualizacją.
Pozdrawiam!


czwartek, 26 kwietnia 2012

TAG





Otagowała mnie Lagoena z bloga hair-and-food ;)

Po przeczytaniu odpowiedzi na blogu osoby która Cię otagowała(który musisz zobaczyć) odpowiadasz na ten TAG
A więc do dzieła!!!

Zasady:
1. Każda oznaczona osoba musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger" i odpowiedzieć na nie na swoim blogu
2. Następnie wybierasz 11 nowych osób do tagu i połącz je w swoim poście( tak jak na blogu (EyeGraffiti)
3. Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu i napisz je w swoim TAGowym poście
4. Wymień w swoim poście osoby które otagowałaś !!!
5. Nie oznaczaj ponownie osób, które już są oznakowane.


1. Kim chciałaś zostać w przyszłości, kiedy byłaś dzieckiem? 
W moim przypadku zmieniało się to z dnia na dzień. Nigdy nie chciałam mieć nic wspólnego z medycyną - to pewne. Będąc dzieckiem marzyłam o karierze piosenkarki, aktorki... Kiedy byłam starsza wiązałam swoją przyszłość z tańcem.
 2. Za którym kosmetykiem byś tęskniła, gdyby przestali go produkować?
Oczywiście nie da się wymienić jednego. Jest kilka, z którymi nie chce się rozstać za żadne skarby. Jantar, mleczny Kallos, Carmex do ust oraz tusz multi action z Essence.  
 3. Co najbardziej lubisz jeść?
Hmm. Najbardziej lubię dania kuchni włoskiej. Aczkolwiek najbliższe memu sercu są ruskie pierogi ze śmietaną.
 4. Czym zajmujesz się na codzień?
Na co dzień zajmuję się szkołą, nauką... często lenistwem.
5. Którą porę roku lubisz najbardziej?
Zdecydowanie lato. Nie mam wtedy alergii, jest ciepło... I przede wszystkim są wakacje.
6. Jaki jest twój naturalny kolor włosów?
Hmm. Mój naturalny kolor włosów to nieciekawy brąz podchodzący po mysie kolory, jak go często określam.
7. Wolisz nosić długie czy krótkie paznokcie?
Różnie. Zdecydowanie wole długie paznokcie, ale krótsze są wygodniejsze i długość moich paznokci jest między długimi i krótkimi.
8. Twoje ostatnie kosmetyczne odkrycie.
Rewelacyjne lakiery z Essence, w których się zadurzyłam.
9. O jakim kosmetyku marzysz?
Są to perfumy Marca Jacobsa Oh, Lola!
10. Jesteś zadowolona ze stanu swoich włosów? Dlaczego?
Dopiero zaczynam swoją pielęgnacje włosów i trwa ona od miesiąca, więc trudno mi powiedzieć czy jestem z nich zadowolona. Na pewno są w lepszej formie niż w marcu, ale nie jest to jeszcze szczyt marzeń. Myślę, że za pół roku, rok będę mogła być z nich zadowolona. ;)
11. Prysznic czy wanna? :D
Prysznic. Jest oszczędny, szybki... I można długo stać pod strumieniem gorącej wody.



Moje pytania:
1. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk do włosów? Dlaczego?
2. Jakie kolory lakierów do paznokci preferujesz? 
3. Wolisz długie czy krótkie włosy? Dlaczego?
4. Co według Ciebie jest atutem kobiety?
5. Jaki kosmetyk kupiłabyś gdybyś mogła wydać dowolną liczbę pieniędzy?
6. Jakiego kosmetyku nigdy byś nie kupiła?
7. Jakie są Twoje wymarzone perfumy?
8. Co najbardziej sobie cenisz w swoim wyglądzie?
9. Jakie filmy lubisz oglądać?
10. Twoja modowa inspiracja.
11. Wakacje nad morzem czy w górach?

TAGUJĘ:



Wiosna!

Jak Wam minął słoneczny czwartek? U Was też było tak gorąco? Pogoda sprzyjała dziś opalaniu, ale ja zaszyłam się w domu z książką i tak spędziłam większość popołudnia. Przy okazji zauważyłam też, że jabłonie w moim ogrodzie wypuściły kilka kwiatów. Gdyby nie fakt, że jestem największym alergikiem w historii, skakałabym wokół nich ze starą cyfrówką. Czy któraś z Was też cierpi na alergie? Ja męczę się od początku kwietnia z katarem, dusznościami i zaczerwienionymi oczami, które niewyobrażalnie swędzą. Jakoś trzeba przecierpieć wiosnę, która jest najmniej lubianą przeze mnie porą roku ze względu na ilość uczulających mnie alergenów. 
Niebawem rozpocznie się weekend majowy. Macie plany, jak spędzicie ten wolny czas? Ja zapewne odeśpię szkołę, nadrobię seriale i zrobię wszystko żeby nie zaglądać do podręczników szkolnych. Teraz siedzę na facebooku, który jest znakomitym pochłaniaczem czasu i skutecznie odrywa mnie od nauki. Zajadam też jeden z moich ulubionych "deserów" domowych.


Jeden pokrojony banan, jogurt jagodowy, tropikalne muesli i łyżeczka wiórków kokosowych.

Dzisiaj nie o włosach a o jedzeniu, mam nadzieję, że wybaczycie, a zdjęcie apetycznej kolacji Wam to wynagrodzi. Miłego weekendu, dziewczyny! ;)

niedziela, 22 kwietnia 2012

Sposob na rozdwojone konce

Nie ma lekarstwa na rozdwojone końcówki. Ostatnio w telewizji często pojawia się pewna reklama, która jest dobrą okazją do śmiechu dla wszystkich włosomaniaczek. Na pewno każda z Was miała okazję zobaczyć sfotoszopowane włosy Marty Żmudy-Trzebiatowskiej oraz jej serum, które "scala rozdwojone końce". Rozdwojone końcówki należy ściąć. Co więcej... Powinno się ściąć włosy centymetr nad rozdwojeniem dobrze wyostrzonymi nożyczkami, które zetną włoski, a nie je zmiażdżą, jak zwykłe nożyczki.
Co zrobić żeby końcówki rozdwajały się wolniej? Przede wszystkim zrezygnować z prostownicy, lokówki i suszarki, które przyśpieszają cały proces rozdwajania włosa. Dodatkowo odpowiednio zabezpieczyć końce przed zgubnym wpływem niszczących czynników. Jak zabezpieczyć końce? Przed każdym myciem wetrzeć w nie odrobinę kremu Nivea.  Po myciu włosów nałożyć na wilgotne końcówki minimalną ilość oleju (polecam kokosowy, chociaż sama używam babydream fur mama), a następnie krople jedwabiu (w moim przypadku jest to jedwab firmy Marion). Oczywiście trzeba podcinać włosy raz na trzy, cztery miesiące.
Co jeszcze możemy zrobić dla naszych włosów żeby ich nie niszczyć? Otóż wiązać je w kucyk, splatać w warkocz, upinać w szykowny koczek na głowie. Dlaczego? Obecnie mamy wiosnę, a to oznacza, że nosimy kurtki, szale, chusty... Rozpuszczone włosy "pocierają się" o szorstkie odzienie i niszczą się. Obecnie modne są "niedbałe" koki, które wyglądają wprost fenomenalnie, więc dziewczyny... wiążcie swoje włoski! ;)


sobota, 14 kwietnia 2012

Café olé

Dzisiaj po raz pierwszy dodam recenzje lakieru do paznokci. Nie jestem znawcą jeśli chodzi o malowanie paznokci, ale postaram się jak najlepiej umiem. 
Przedstawiam Wam swój pierwszy lakier z firmy Essence. Muszę przyznać, że włożyłam go do koszyka pod wpływem impulsu. Spodobał mi się na półce i stwierdziłam, że muszę go dołączyć do swojej małej kolekcji. Lakier kupiony został w Naturze i pisałam Wam o nim dwa posty temu. Kolor to Café Olé numer 07.


Tak prezentuje się na moich okropnych paznokciach. Typowy nude, ale firma Essence ma ich trochę do zaoferowania. Ten wpadł mi w oko, bo jest w ciepłym kolorze kawy z mlekiem. Od razu przepraszam za moje niezbyt "twarzowe" paznokcie, ale jestem na etapie ich zapuszczania a koniecznie chciałam skrobnąć Wam słówko o tym lakierze, bo jest wprost rewelacyjny. 
Do całkowitego pokrycia wystarczą dwie warstwy. Na moje oko lakier schnie całkiem szybko. Nie pozostawia zacieków, naprawdę ładnie i jednolicie kryje. Co do trwałości ...też nie mam mu nic do zarzucenia. Po trzech dnia od pomalowania zrobiły się minimalne odpryski. Lakier kosztował 5.50 zł. W buteleczce mieści się 5 ml. Szczerze polecam. Nie spodziewałam się dostać tak rewelacyjnego lakieru w tak niskiej cenie. Zdecydowanie najlepszy lakier jaki miałam. Oczywiście z grupy tych tańszych.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Szampony

Każdy z nas używa szamponów. Jest to podstawowy kosmetyk w każdej łazience. Kiedyś wychodziłam z założenia, że do pielęgnacji włosów wystarczy szampon i odżywka. Wszystko się zmieniło kiedy natrafiłam na bloga Anweny, który, swoją drogą, zmienił moje podejście do pielęgnacji włosów. Niegdyś kupowałam szampony najbardziej znane i reklamowane. Uważałam bowiem, że najlepszy szampon to taki, który jest drogi i znany. Kierowałam się jego opakowaniem i tym co obiecał producent. Nic bardziej mylnego. Obecnie kupując szampon patrzę na jego skład (INCI) oraz na cenę. Nie zerkam na "przeznaczenie" szamponu, bo szampon ma przede wszystkim włosy umyć i oczyścić z silikonów itp. Od efektów specjalnych mam odżywki, maski itd.
Jaki szampon jest najlepszy? Taki, który w swoim składzie nie ma SLS (Sodium Lauryl Sulfate) oraz jego łagodniejszego brata SLES (Sodium Laureth Sulfate) A co to są SLS i SLES?

"SLS i SLES  to tanie detergenty syntetyczne, stosowane od dawna w przemyśle do odtłuszczania i mycia urządzeń oraz pomieszczeń. Możemy je znaleźć w praktycznie każdym szamponie, żelu myjącym, czy płynie do kąpieli.  Są to prawdopodobnie najbardziej niebezpieczne ze składników stosowanych w pielęgnacji skóry i produktach do pielęgnacji włosów. To związki chemiczne powodujące lepsze pienienie się produktu, do którego są dodawane. Powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu, podrażniają skórę, wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych (w tym prosaków). Szczególnie szkodliwie działają na skórę dzieci, niemowląt oraz na skórę w okolicach narządów płciowych.

Badania na University Medical College of Georgia, wskazały, że SLS po wniknięciu do organizmu, kumuluje się w tkankach. Badanie pokazało również, że SLS dostając sie do oczu małych dzieci może powodować ich uszkodzenie, a u osób dorosłych rozwój zaćmy.

SLS jest szkodliwy dla skóry i włosów. Czyści przez niszczenie warstwy lipidowej  skóry i przez to działa wysuszająco, co przy cerze trądzikowej może powodować nadmierne tłuszczenie sie skóry, która ”broni się” wydzielając łój. Otrzymuje się w ten sposób skutek odwrotny do zamierzonego.
" - źródło: e-naturalna.pl

Kupując szampon w pierwszej kolejności przeczytajmy jego skład, a następnie udajmy się do kasy. Praktycznie wszystkie drogeryjne szampony mają w swoim składzie SLS i SLES. Najbezpieczniejsze są szampony dla dzieci i niemowląt (słynny Babydream z Rossmanna za trzy złote). Babydream jest idealny do codziennego mycia włosów, aczkolwiek może sobie nie poradzić ze zmyciem silikonów itp. Raz w tygodniu można użyć prostego szamponu ze SLES, który skutecznie oczyści włosy (np. szampony firmy Farmona, Barwa, Joanna).
Ja używam szamponu Babydream rozcieńczonego z wodą pół na pół. Do buteleczki dodaje również kilkanaście kropli aloesu, którego mam w domu od groma. Dwa razy w tygodniu mocniej oczyszczam włosy szamponem tataro-chmielowym firmy Barwa.

Zakupy

Wiosna rozpoczęła się na dobre, słońce przyjemnie grzeje, więc trzeba korzystać i wydać pieniądze. Na włosy, rzecz jasna. Postanowiłam sobie nie kupować więcej kosmetyków, póki nie zużyje wszystkich, które mam do tej pory, ale wiem, że to mi się nie uda. Niestety. Nigdy nie udało mi się dotrzymać postanowienia, więc sądzę, że tym razem będzie tak samo. Postaram się jednak do wakacji nie kupować rzeczy zbędnych.
Oto mój dzisiejszy łup:


Oczywiście uzupełniłam zapas skrzypokrzywy w pobliskim sklepie zielarskim gdzie kosztuje grosze. Jantar to największa niespodzianka i zarazem najprzyjemniejszy zakup dzisiejszego dnia. Natrafiłam na niego w niepozornej drogerii i od razu wzięłam dwa. O odżywce aloesowej Mrs. Potter's naczytałam się samych superlatyw i jestem ciekawa czy faktycznie jest warta uwagi. Dwa lakiery Essence w kolorach, które od dawna za mną chodziły, ale jakoś nie miałam po drodze do Natury. Pierwszy jest typowym nude w odcieniu kawy z mlekiem a drugi to modna miętka, w której się wprost zakochałam. Następnie szampon tataro-chmielowy z listy must have kwietnia. Szampon, którego mam zamiar używać raz w tygodniu do całkowitego oczyszczenia włosów. Ostatnie są słodkie gumeczki upolowane w Rossmanie bez metalowych wstawek, więc nie niszczą włosów.


W następnym poście napisze słów kilka o szamponach. Życzę Wam miłego popołudnia. Oby jutro w szkole Wam dobrze poszło. ;)

niedziela, 8 kwietnia 2012

Jak czesac wlosy?

Najczęściej niszczymy nasze włosy poprzez mechaniczne czynniki. Suszenie, prostowanie czy też używanie lokówki może prowadzić do nieodwracalnego popalenia włosów. Okazuje się, że nawet niewinne czesanie włosów może je poważnie uszkodzić. Stosując odpowiednie kosmetyki, powinniśmy pamiętać o tym jak czesać włosy żeby nie uszkodzić ich struktury. Najczęstszym błędem jaki popełniamy jest czesanie mokrych włosów. Niby nic takiego, ale mokre włosy są bardziej podatne na szkodliwy wpływ czesania. Jedynie w przypadku osób z kręconymi włosami jest dopuszczone czesanie mokrych bądź wilgotnych włosów. Mając loki powinniśmy jednak przeczesać je palcami bądź grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami. Kręconowłose na pewno wiedzą, że suchych skrętów się nie czesze. ;)
Częste czesanie włosów nie jest wskazane. Ja staram się czesać włosy tylko i wyłącznie wtedy kiedy tego potrzebują. Robię to rano, w szkole, po wyjściu ze szkoły, przed myciem i tuż przed snem. 

Czego używać do czesania włosów?
  1. Grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami - owy grzebień delikatnie przeczesze włosy, nie poszarpie, nie popląta. Najlepiej gdyby był drewniany, bo ma równą strukturę i nie elektryzuje włosów, ale plastikowy też jest dobry. Dostępna w praktycznie każdej drogerii.
  2. Szczotka drewniana - najlepiej gdyby zakończona była kuleczkami. Podobnie jak drewniany grzebień nie elektryzuje włosów. Dostępna w niektórych drogeriach.
  3. Szczotka z naturalnym włosiem - świetnie rozczesuje nawet najgorsze kołtuny. Sama owej szczotki nie używałam, bo ma dosyć wysoką cenę, ale zamierzam ją kupić w sowim czasie. Z dostępnością jest gorzej, ale można ją wyniuchać w lepszych drogeriach.
  4. Szczotka Tangle Teezer - jest na liście must have każdej włosomaniaczki. Najlepsza w swoim fachu. Rozczesuje, rozplątuje i nie niszczy włosów.Nadaje się również do masażu skalpu, co też ma dobry wpływ na nasze włosy. Cena szczotki zwala z nóg i obecnie tylko o niej marze, ale wiem, że na pewno ją kupie. Dostępna tylko i wyłącznie za granicą. Można ją zamówić na allegro.
Ja obecnie używam wyłącznie plastikowego grzebienia z szerokim rozstawieniem i u mnie sprawdza się rewelacyjnie. Mam nadzieję, że cały post jest przydatny. Korzystając z okazji pragnę złożyć wszystkim Wesołych Świąt Wielkanocnych spędzonych w gronie rodzinnym, bez zbędnych kłótni i nieporozumień, ale z szerokim uśmiechem na twarzy. Smacznych babek, mazurków i wszystkich innych wypieków. Pozdrawiam Was ciepło. ;)

EDIT:
Skład mgiełki z Avonu



niedziela, 1 kwietnia 2012

Marcowa pielegnacja wlosow

Marzec był miesiącem przełomowym jeśli chodzi o pielęgnacje włosów. To właśnie w marcu rozpoczęłam swoją przygodę z włosomaniactwem i wciągnęło mnie to na dobre. Fakt faktem swoją kuracje rozpoczęłam niespełna dwa tygodnie temu, ale zauważyłam już raczkujące dopiero efekty. Przede wszystkim spędziłam wiele godzin na "buszowaniu" po wielu stronach poświęconych włosom i moja wiedza na ten temat jest całkiem niezła. Mam zamiar, w miarę możliwości, dzielić się ową wiedzą. Anyłej. Oto kosmetyki, których używałam w marcu:



Troszkę się tego uzbierało i wszystkie produkty kupiłam właśnie w marcu, wydając na nie małą fortunę. 
Metoda OMO, czyli coś co stało się nieodłącznym punktem dnia. Przed samą metodą wcierałam w końcówki włosów krem nivea, który widać na zdjęciu. Następnie odżywka witaminowa Isana, szampon Babrydream (polecam!), a na koniec odżywka z olejkiem babassu Isana. Włosy zawijałam w specjalny ręczniczek z mikrofibry, a na końcówki wcierałam jedwab, który również jest na fotografii. Czasami zdarzało mi się użyć mgiełki odświeżającej marki Avon. Baaaardzo sporadycznie wcierałam we włosy nabłyszczacz do włosów ciemnych, również z Avonu. Robiłam to tylko wtedy kiedy włosy narażone były na czynniki niszczące, takie jak słońce, wiatr itp. Raz w tygodniu nakładałam na włosy odżywkę Garnier, a na nią olej Babrydream fur mama. Kilka razy po myciu użyłam mlecznego Kallosa. W skalp wcierałam wodę pokrzywową, która niestety mi się skończyła. Raz użyłam maski henna (tuż przed rozpoczęciem intensywnej pielęgnacji), którą oddaje siostrze, bo u mnie się nie sprawdziła. Moim ulubieńcem jest maseczka Gloria, kupiona pod wpływem chwilowej zachcianki. Teraz małe zestawienie moich drobnych sukcesów.

W ciągu dwóch tygodni udało mi się:
- dwa razy nałożyć olej na włosy
- trzy razy zrobić peeling cukrowy
- trzy razy nałożyć na włosy maseczkę (raz był to mleczny kallos, a dwa razy gloria - mój faworyt w tym fachu)
- przejść na metodę OMO
- zmienić sposób czesania i układania włosów
- zainwestować w specjalny ręczniczek do włosów
- rozpocząć kuracje drożdżową (za mną dwa dni picia mikstury drożdżowej)

Jak widać mam za sobą spory sukces, ale, jak pisałam wyżej, jestem na poziomie raczkowania jeśli chodzi o pielęgnacje włosów. Na kwiecień mam następujący plan:
- skończyć kuracje drożdżową
- kupić wcierkę Jantar
- kupić olej kokosowy
- kupić olej Alttery
- olejować włosy przed każdym myciem z kilkugodzinnym wyprzedzeniem
- kupić szampon tataro-chmielowy firmy Barwa
- rozpocząć kuracje skrzypokrzywa
- wcierać w skalp naftę kosmetyczną przynajmniej raz na tydzień lub dwa
- zastosować mnóstwo płukanek i domowych olei do włosów
Plus oczywiście wszystko to co robiłam w marcu. ;)

Mam jeszcze dwa punkty, które zamieszczę w osobnej kategorii, gdyż cena owych produktów nie pozwala mi na ich zakup w kwietniu:
- kupno szczotki do włosów Tangle Teezer
- kupno olejku do włosów Khadi

Mam nadzieję, że kwiecień będzie równie owocny jeśli chodzi o pielęgnacje włosów. Liczę, że ich stan się poprawi i będę miała się czym pochwalić. Obecnie moje kosmyki nie nadają się do prezentowania na blogu. 
Pozdrawiam! ;)

sobota, 31 marca 2012

Marcowe przemyslenia

Paskudna pogoda u mnie w górach. Siąpi deszczem połączonym ze śniegiem, temperatura niewiele ponad zero. Chciałabym już upalne dnie i noce, długi odpoczynek od szkoły i przede wszystkim niezliczoną ilość godzin na pielęgnacje włosów. Tak, tak. Nadal jestem włosomaniaczką, co jest zadziwiające biorąc pod uwagę mój słomiany zapał. Od połowy marca wcielam w życie swoje marzenie o długich, pięknych włosach. Brawa dla mnie za wytrwałość i zdeterminowanie w dążeniu do celu.
Mam za sobą pierwszy dzień kuracji drożdżowej i jestem załamana, bo kompletnie nie mam ochoty na dalsze kontynuowanie picia "magicznej mikstury". Każdy łyk tego okropieństwa zajadam nutellą, ale i tak czuję ten okropny posmak drożdży, który wywołuje u mnie odruch wymiotny. Wezmę się jednak w garść i wytrzymam chociaż przez miesiąc. Zauważyłam już poprawę wyglądu włosów po niecałych dwóch tygodniach intensywnej pielęgnacji, ale o tym w jutrzejszym poście. 
Poza sprawami włosów, u mnie całkiem w porządku. Szkoła męczy, ludzie zachwycają, a pogoda dobija. A u Was jaka pogoda? Bardziej sprzyja opalaniu niż na śląsku? Mam nadzieję, że przynajmniej u Was słonko przyjemnie grzeje chociaż z tego co na szybko oglądnęłam w wiadomościach, wszędzie tak samo beznadziejnie. Są też plusy marcowej, kapryśnej pogody. Chociaż śmiało możemy mówić o kwietniowym zawirowaniu głowy. Święta tuż tuż i już nie mogę się doczekać kilkudniowego odpoczynku od szkoły. Możecie być pewni, że w pełni wykorzystam dany czas i odpowiednio zadbam o włosy, rzecz jasna. :D
Tyle ode mnie na dziś.
Trzymajcie się ciepło!

sobota, 24 marca 2012

Paranoje we dwoje

Mamy piękny, wiosenny i, co najważniejsze, ciepły dzień. Ostatnio zrobiłam porządek w szafie i schowałam do tyłu wszystkie zimowe ciuchy, robiąc miejsce dla wiosennej garderoby. Odświeżyłam też swoją kosmetyczkę, kupując nowe specyfiki do włosów oczywiście. W swoim czasie skrobnę kilka recenzji. Największą gratką tygodnia było dla mnie kupienie maski do włosów Kallos Crema Al Latte, na którą polowałam od miesięcy. Znalazłam ją w niepozornej drogerii i umierałam ze szczęścia ściskając litrowy słoik w rękach. Spodziewajcie się recenzji owej maski.

Dzisiaj dzień spędzam muzycznie i szalenie w rytmie Grabaża, ponieważ za parę godzin usłyszę go na żywo. Uwielbiam, kocham i wprost szaleje za Strachami. Uciekam się szykować. Może zdążę wystawić twarz do słoneczka. Trzymajcie się.


Zostawię Was z Grabażem.

Peeling cukrowy

Ostatnimi czasy moje włosomaniactwo sięga zenitu. Włosy stały się moim priorytetem jeśli chodzi o zakupy i ilość czasu spędzonego w łazience. Ostatnio wędrując po blogach natrafiłam na dziwny specyfik do włosów. Peeling cukrowy. W ten sam dzień wypróbowałam owy kosmetyk i jestem zachwycona. Robię go raz w tygodniu, dzięki czemu włosy są porządnie oczyszczone a skalp (skóra głowy) pozbawiona martwego naskórka.

Skład peelingu:
- 2 łyżki szamponu
- 4 łyżki cukru (ja używam zwykłego)

Sposób użycia:
Cukier należy wymieszać łyżką z szamponem w jakieś miseczce. Powstałą papkę wcieramy w skórę głowy. Wcześniej należy zmoczyć włosy letnią wodą. Przez pięć minut masujemy głowę peelingiem a powstałą pianę wcieramy w całą długość włosów lekko przesuwając po nich palcami. Peeling należy zmyć letnią wodą.
Po peelingu zawsze używam maseczki. Włosy "otwierają się", dzięki czemu świetnie przyjmują zbawienne działanie maski. Najlepiej zawinąć włosy workiem oraz ręcznikiem i spędzić około czterdziestu minut z turbanem na głowie. Gwarantuje Wam gładkie, lśniące, gęste włosy.

niedziela, 18 marca 2012

Metoda OMO

Jako, że jestem początkującą włosomaniaczką, postanowiłam podzielić się z Wami swoimi sposobami na piękne, zdrowe włosy. Do niedawna wychodziłam z założenia, że włosy zadowolą się najlepiej reklamowanym szamponem z wysokiej półki. Nic bardziej mylnego. Otóż okazuje się, że traktując włosy "modnymi" szamponami możemy im bardziej zaszkodzić nic pomóc. Większość reklamowanych szamponów w swoim składzie ma szkodliwe substancje. Fakt faktem producenci wypisują litanie dobrodziejstw owego szamponu, ale nie należy się tym kierować kupując dany produkt. Ale o tym w innym poście.

Dzisiaj postanowiłam napisać Wam o niedawno odkrytej metodzie OMO. Co to jest OMO? Jest to sposób mycia włosów, który wygląda w następujący sposób:

  1. Pierwsze O to nic innego, jak odżywka. Możecie zabrać odżywkę, której nie lubicie lub po prostu jej nie używacie. Włosy należy zmoczyć letnią wodą i po prostu umyć wyżej wymienioną odżywką. W ten sposób ochronicie włosy przed szamponem, który, notabene, wysusza włosy. Następnie spłukujecie ją letnią wodą. Ja zazwyczaj zostawiam na włosach małą warstwę odżywki.
  2. M to po prostu mycie. Bierzecie szampon, najlepiej ten dla dzieci, bo ma najmniej szkodliwych składników, i rozcieńczacie go na pół z wodą - jest to bardzo ważne, bo rozcieńczony szampon lepiej się pieni i mniej niszczy włosy - wmasowujecie go w skórę głowy i czekacie aż powstanie piana. Nie należy szorować włosów! Włosy myjemy delikatnie powstałą pianą. Najlepiej po prostu przejechać namydlonymi palcami po kosmykach. To wystarcza żeby dobrze umyć włosy. Szampon spłukujemy letnią wodą.
  3. Trzecie O to odżywka, którą zostawimy na włosach na daną ilość czasu. Ja najczęściej na włosy wysmarowane odżywką nakładam worek oraz ręcznik z mikrofibry i idę się wykąpać. Para i ciepło sprawi, że włosy "otworzą się" i lepiej przyjmą dobroczynny wpływ odżywki. Po dwudziestu minutach letnią wodą spłukuję odżywkę i owijam głowę koszulką wykonaną z bawełny, bo nie niszczy włosów, tak jak zwykłe ręczniki. 
Mokrych włosów nie należy czesać! Są wtedy osłabione i bardziej podatne na mechaniczne zniszczenia. Nie polecam też suszenia. Lepiej żeby włosy wyschły naturalnie. Na wilgotne końcówki włosów polecam nałożyć produkt z silikonem np. jedwab. Dzięki temu końcówki są pod ochroną i mniej się niszczą. 

Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że ten wpis okazał się przydatny. Pozdrawiam!

Sierociniec



Dzisiaj miałam przyjemność wraz z tatą obejrzeć "Sierociniec". Dwa lata wcześniej oglądałam "Labirynt Fauna" i byłam zachwycona, więc postanowiłam zaufać reżyserowi Labiryntu i sięgnąć po jego kolejny film.
Nie żałuję. Na początku byłam przekonana, że zmarnuję dwie godziny na kiczowaty horror z serii tych, które straszą dziećmi. Z niewiadomych mi powodów ludzie właśnie najbardziej obawiają się dzieci w horrorach. Coś w tym jest. Wracając do filmu. Laura, główna bohaterka filmu, będąc dzieckiem wychowała się w sierocińcu. Będąc dorosłą kobietą wyszła za mąż za Carlosa i wraz z adoptowanym synem Simonem postanowili zamieszkać w niegdysiejszym sierocińcu i stworzyć w nim dom opieki dla dzieci specjalnej troski. Kilka dni przed oficjalnym otwarciem Simon zwierza się matce, że ma niewidzialnych przyjaciół, z którymi się bawi. Laura, przekonana, że syn wszystko wymyślił, lekceważy całą sytuacje. Wszystko się zmienia w dzień otwarcia ośrodka kiedy Simon znika w dziwnych okolicznościach... Laura rozpoczyna niebezpieczną zabawę z "wymyślonymi" przyjaciółmi syna, odkrywając szokujące fakty z przeszłości. Za wszelką cenę chce odzyskać syna, ale nie wie, że jest już za późno.
Hiszpański horror z nutką dramatu to idealny wybór na wiosenny wieczór. Fakt faktem są momenty pełne grozy i napięcia, ale występuje też smutek i wzruszenie. Cały film zrobił na mnie pozytywne wrażenie i nie skończył się typowym happy endem. Muzyka odrobinę mnie zawiodła, bo pamiętam swoje zauroczenie ścieżką dźwiękową z "Labiryntu Fauna", który, notabene, również gorąco polecam. Coraz częściej przekonuję się do hiszpańskich filmów, a zwłaszcza tych, które łączą w sobie nutkę grozy i dramatyzmu. 
Ocena filmu : 8/10

Tyle na dziś jeśli chodzi o recenzje. Jestem ciekawa czy odpowiada Wam to, że czasem zamieszczam recenzje filmów i książek. U Was też wszystko budzi się do życia? U mnie, w górach piękne słońce i 18 stopni ciepła. Aż żyć się chce. Pozdrawiam!