Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lutego 2013

Rok włosomaniactwa, czyli (nie) małe podsumowanie rocznej pielęgnacji włosów.

Równy rok temu zainteresowałam się dbaniem o włosy i poszukując czegoś co mogłoby uratować moje zniszczone rocznym farbowaniem, rocznym prostowaniem, następnie rocznym kręceniem włosów na lokówce... trafiłam na bloga Anwen. To było przeznaczenie, cud? Nazwijcie to jak chcecie, ale Anwen ze swoją wiedzą uratowała moje włosy od całkowitego zniszczenia. Wierzcie mi. Moje włosy wiele przeszły, aż dziwie się, że coś mi na głowie zostało. Rok farbowania henną Venita (miałam na głowie wszystkie odcienie rudego). Przez ten rok farbowania zawijałam je dzień w dzień na lokówkę. Wcześniej dzień w dzień prostowałam. W 2012 roku zaczęłam przygodę z farbami trwałymi. Ale tak naprawdę początkiem marca wkręciłam się na dobre we włosomaniactwo. Poniżej przedstawię Wam krótką fotorelacje. Podejrzewam, że na to czeka każda włosomaniaczka. ;)


Włosy po ponad miesiącu pielęgnacji (początek kwietnia)



Nie wiem kiedy zdjęcie dokładnie było robione, ale podejrzewam, że jest to środek bądź koniec kwietnia, po akcji drożdżowej.



Początek maja (najprawdopodobniej po podcięciu końcówek, włosy są krótkie ;o )


 Sierpień


 Wrzesień (zafarbowane na ciemny brąz)


 Koniec grudnia


I.... Uwaga, uwaga....


Koniec lutego 2013, czyli obecny stan włosów

Myślę, że stan włosów uległ sporej poprawie. Na zdjęciach tego nie widać (przy okazji przepraszam za koszmarną jakość, ale niestety lepszym sprzętem nie dysponuje :c), ale włosy są naprawdę ładne. Długie, sypkie, błyszczące, gładkie... Nic tylko dotykać. Po roku pielęgnacji mogę to powiedzieć. Moje włosy w końcu są ładne.
A co powiedziałaby moje włosy gdyby umiały mówić?

Ulubiony szampon: Barwa Tataro-Chmielowa, do zmywania olei Szampon Babydream
Ulubiona odżywka do mycia: Balsam Aloesowy Mrs. Potter's
Ulubiona odżywka do spłukiwania: Garnier Awokado i Masło Karite, Kallos Crema al Latte w formie odżywki
Ulubiona maska: Alterra Granat i Aloes z dodatkiem nafty kosmetycznej, miodu, aloesu, oliwy z oliwek, oleju rycynowego oraz gliceryny
Ulubiona odżywka bez spłukiwania: Joanna Naturia Pokrzywa z zieloną herbatą
Ulubiony olej: Olej babydream (niebieski) z dodatkiem oleju rycynowego
Ulubiona wcierka: Joanna Rzepa, wcierka z kozieradki, Olejek łopianowy z papryczką chilli Green Pharmacy
Ulubiony zabezpieczacz końcówek: Joanna Rzepa serum regenerująco-wzmacniające na końcówki, Jedwab CHI
Ulubiona płukanka: płukanka z siemienia lnianego
Co kochają moje włosy: duuuuuuużo nawilżenia, miód jako dodatek, siemie lniane i olej rycynowy na piękny połysk, kochają olejowanie.
Czego nie lubią moje włosy: nie przepadają za proteinami, nienawidzą szkodliwego ciepła (suszarka, prostownica etc.)
Co wewnętrznie?: drożdże, skrzyp z pokrzywą, calcium pantothenicum

Małe porównanie. Udało mi się znaleźć odpowiednią bluzkę!

   Chyba widać jaki duży mam przyrost. ;) (pierwsze zdjęcie jest z kwietnia/maja, więc minęło zaledwie 8/9 miesięcy! dla mnie to niesamowite)


Jaram się tym jak się błyszczą na drugim zdjęciu... Magia. A na górze widać sterczące babyhair!


Kiedyś umieściłam zdjęcie włosów tyłem z zaznaczoną długością, do której dążę. Postanowiłam dodać je z okazji rocznego podsumowania. 

 
Po lewej zdjęcie sprzed prawie roku, a po prawej obecne włosy. Jestem coraz bliżej celu! W razie jakiś wątpliwości... Włosy ze zdjęcia po prawej stronie NIE były prostowane. To efekt spania w kucyku. Myślę też, że sprawcą prostych włosków jest olej, który trzymałam dzień wcześniej przed myciem., Normalnie moje włosy układają się w delikatne fale. W rzeczywistości włosy są o wiele gęstsze. Aparat wszystko przekłamuje. Poza tym. Włosy z pierwszego zdjęcia są pocieniowane i podkręcone, toteż sprawiają wrażenie gęstszych. 

SUKCESY
1. Nigdy nie miałam tak długich i zadbanych włosów
2. Całkowicie odstawiłam lokówkę, prawie całkowicie prostownice i suszarkę. 
3. Przekonałam siostrę do włosomaniactwa. Jeśli przeczyta ten post, to serdecznie pozdrawiam! Dbaj dalej o swoje piękne loki. ;)
4. Moje koleżanki z klasy również wciągnęły się we włosomaniactwo, kilka piło nawet drożdże!
5. Często słyszę komplementy na temat moich włosów odnośnie ich długości, połysku... To niesamowite.
6. Pokochałam swoje włosy.

PLANY
1. Zrezygnować z drogeryjnych farb i przerzucić się na prawdziwą hennę Khadi
2. Zapuścić zdrowe włosy.
3. Szerzyć włosomaniactwo najbardziej jak się da.
4. Nieprzerwanie dbać o włosy.
5. Zacząć pić olej lniany.

Czy włosomaniactwo popłaca? Same musicie ocenić. Ja uważam, że jak najbardziej tak. Nie żałuję żadnej złotówki, którą wydałam na pielęgnacje włosów. Co jest najważniejsze na początku? Przede wszystkim cierpliwość i systematyczność... Pamiętam jak po miesiącu intensywnej pielęgnacji nie było praktycznie żadnych efektów... Najważniejsze to się nie zniechęcać. Początki zawsze są najtrudniejsze, ale naprawdę warto być cierpliwym i powoli dążyć do swojego celu. 

Po niecałym roku intensywnego dbania o włosy mogę powiedzieć z ręką na sercu, że... KOCHAM SWOJE WŁOSY!

A Wam dziewczyny życzę abyście również mogły to powiedzieć. 
Pozdrawiam!

czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, Święta i po...

Hej. Dawno mnie tu nie było za co bardzo przepraszam, ale na jakiś czas musiałam zrobić sobie przerwę od blogowania. Jak minęły Wam Święta? Mi bardzo dobrze. Prezenty w tym roku były wyjątkowo udane. Pod choinką znalazłam pełne wydanie Przygód Sherlocka Holmesa, jakiś romans, piżamę, zakolanówki, słodycze, kosmetyki i pieniądze. Większość pieniędzy już wydałam. Głównie na kosmetyki do włosów. Kupiłam też kolejny tusz do rzęs (powoli zaczynam się od nich uzależniać) oraz perfumy Playboy Play It Spicy.
A co słychać u moich włosów? Sporo się u nich działo w ostatnim czasie.




 Nie mam pojęcia czemu jakość jest taka beznadziejna... I przepraszam za piżamowy strój, ale zdjęcia były robione rano. Wracając do włosów. Zrobiłam sobie przedziałek na środku oraz zafarbowałam włosy na ciemną czekoladę. Fale są efektem całonocnego warkocza. Co więcej, w końcu podcięłam końcówki. Włosy straciły na długości około 4 cm. Co słychać w pielęgnacji? Obecnie do pielęgnacji włosów stosuje szampon Barwa Tataro-chmielowa na przemian z Babydream, odżywkę Garnier avokado i masło karite, odżywkę Shauma masło shea i ekstrakt z kokosa, odżywkę Schwarzkopft Gliss Kur oil nutritive, maskę kallos al latte, maskę Alterra Granat i Aloes, odżywkę bez spłukiwania Joanna mięta i wrzos, jedwab CHI na końcówki. Czasami bawię się też z siemieniem lnianym, robię płukanki/maski. I do maski, którą robię raz w tygodniu zazwyczaj dodaję oliwę z oliwek, miód, naftę kosmetyczną i aloes. Ograniczyłam też mycie włosów i staram się je myć co dwa dni. Jak widać nie mam już tak dużo kosmetyków jak wcześniej, bo szkoda mi tylu pieniędzy. Wiem jakie kosmetyki lubią moje włosy i daje im absolutne minimum. Są zadowolone. ;) Czasami mniej znaczy więcej.  Poza tym. Po moim szalonym pomyśle z ombre, moje końcówki są w tragicznym stanie i nie chce ich przeciążyć, przesuszyć itp. Mam zamiar wrócić do picia skrzypu z pokrzywą oraz drożdży, żeby móc obciąć zmasakrowane końcówki nie tracąc przy tym na długości.

czwartek, 13 września 2012

Odzywka idealna?

Wpadam do Was na szybko z moim nowym odkryciem, bo zaraz uciekam do łóżka a czeka mnie jeszcze zadanie z podstaw przedsiębiorczości. Do tematu. Wczoraj podczas mycia włosów odrobinkę zaszalałam i zmieszałam na dłoniach wszystko co stało na półeczce z kosmetykami do włosów. Na mojej ręce wylądowała Isana z olejkiem z babassu, emulsja gloria, 60-sekundowa maseczka Marion z octem z malin oraz maska Alterra Granat i Aloes. Powstałą mieszankę nałożyłam na włosy na około 10 minut i zmyłam. Na następny dzień rozczesałam włosy szczotką. Efekty?
- włosy były niesamowicie gładkie i błyszczące (niczym z reklamy)
- gęste, gęste i jeszcze raz gęste! (powstało malutkie sianko, ale nie wyglądało to źle... wręcz przeciwnie)
- włosy były sypkie
- wyraźnie nawilżone i mięsiste
Wypróbujcie. Jestem ciekawa jak sprawdzi się u Was. Może spróbuję wypróbować mieszankę w wersji maski i potrzymam ją dłużej z workiem i ręcznikiem, ale obawiam się, że może obciążyć włosy. Czasami warto trochę namieszać. ;) Mam zamiar pobawić się jeszcze troszkę w chemika i wymieszać inne kosmetyki.  Tymczasem uciekam. Dobrej nocy i udanego weekendu! 

niedziela, 9 września 2012

Laminowanie wlosow zelatyna - podejscie drugie

Tak jak obiecałam, dzisiaj pojawia się post dotyczący laminowania włosów żelatyną. Tym razem skorzystałam z przepisu umieszczonego na blogu Czarownicującej (tutaj macie owy post). Wybrałam opcje 3, czyli INTENSYWNĄ. Przepis jak zwykle ten sam. 2 łyżki żelatyny na dwie, trzy łyżki przegotowanej wody oraz około pół łyżki maski/odżywki. Można dodać odrobinę oleju, soku z cytryny, miodu... Czego dusza zapragnie. Ja moją maskę żelatynową wzbogaciłam olejem i sokiem z cytryny. 
Od czego zaczęłam? Umyłam włosy tak jak zwykle, osuszyłam ręcznikiem i nałożyłam powstałą papkę. Na wstępie wspomnę, że nakładanie żelatyny było okropnie trudne i nieprzyjemne. Stężała masa nie chciała współpracować i mordowałam się z nią bardzo długo a tak czy siak nie udało mi się pokryć wszystkich włosów. Kiedy w końcu udało mi się uporać z upierdliwą żelatyną, przeszłam do przedostatniego punktu. Suszenie włosów suszarką. Suszyłam i suszyłam aż w końcu włosy zesztywniały i wyschły. Nie wiem czy tak miało być czy nie, ale zamiast włosów miałam jeden, wielki, sztywny kosmyk? Inaczej tego nazwać nie umiem. Potem przyszła kolej na wypłukanie sztywnej, stężałej żelatyny z włosów. Wtedy się zaczęło. Kiedy zamoczyłam włosy od razu sobie uświadomiłam, że nie będzie tak pięknie i łatwo. Żelatyna nie chciała się zmyć. Na początku polewałam włosy letnią wodą i myłam żelem Facelle. Na marne. Włosy nadal były sztywne. Przeraziłam się nie na żarty. Modliłam się w duchu żeby to dziadostwo wypłukało się z moich biednych włosów. Zaczęłam polewać włosy najcieplejszą wodą jaką mogłam i dopiero to zaczęło przynosić efekty. Po około 20 minutach włosy były wolne od żelatyny, ale ich stan pozostawiał wiele do życzenia. Potraktowane niemal wrzątkiem nie prezentowały się najlepiej. Odratowałam je maską L'biotica Biovax. 
Efekty? Cóż. Połowa włosów w ogóle nie została pokryta żelatyną, a te, które były nie różniły się bardzo od tych pokrytych. Zdecydowanie aprobuje metodę pierwszą i to tej metodzie będę wierna.

sobota, 1 września 2012

Prawie idealne

Dzisiaj miałam cały dzień wolny, więc poświęciłam sporo czasu na pielęgnacje włosów. Udało mi się wydobyć najprawdziwsze loki! Co prawda pewnie rozprostowałyby się po jakiejś godzinie, ale sam fakt ich obecności skutecznie poprawił mi humor. Dam dwa zdjęcia, wybaczcie jakość:



Jak widać znowu zmieniłam kolor włosów co wyszło mi na lepsze. Farbowałam farbą Joanna. W swoim czasie będzie recenzja tej rewelacyjnej farby.

Jak wydobyłam loki? Umyłam włosy metodą OMO. Pierwsze O to była odżywka Isana witaminowa. Następnie umyłam włosy płynem do higieny intymnej Facelle. Drugie O to odżywka Garnier Avokado i masło karite wymieszana z emulsją "Gloria". Następnie na lekko osuszone włosy koszulką nałożyłam odżywkę bez spłukiwania Joanna Naturia Zielona Herbata i Pokrzywa. Kiedy włoski prawie całkowicie wyschły związałam je w ślimaczka na czubku głowy i paradowałam tak po domu kilka godzin. Efekt końcowy całkowicie mnie zachwycił. Włosy są niesamowicie gładkie, błyszczące i układają się w przepiękne loki. Uwierzcie mi. Zdjęcia nie potrafią całkowicie tego pokazać. Przede wszystkim jakość zdjęć nie odzwierciedla w pełni rzeczywistego wyglądu włosów. Jaram się i ciągle przeglądam w lustrze. :D

czwartek, 9 sierpnia 2012

Laminowanie wlosow zelatyna - moje odczucia

Tak jak obiecałam dzisiaj pojawi się raport na temat laminowania włosów żelatyną - przeczuwam, że będzie to prawdziwy hit wśród włosomaniaczek. 
Laminowanie włosów - Znany jest ten zabieg jako zabieg do natychmiastowego poprawienia wyglądu włosów. Szczególnie tych niesfornych, koloryzowanych etc.  

O co chodzi?
Chodzi o wypełnienie uszkodzonej struktury włosa naturalną keratyną, zamknięcia łuski na całej długości oraz likwidacja rozdwajających się końcówek. Efektem w gratisie mamy nawilżenie i odżywienie. Wygląd włosów jak z reklamy gwarantowany, lśniące i jedwabiście miękkie źródło:  http://missfashionistka.pinger.pl/


Domowy i tani sposób na uzyskanie zadowalającego efektu:

  • łyżka żelatyny w proszku
  • dwie lub trzy łyżki gorącej wody
  • 3/4 odżywki lub maski do włosów
Żelatynę należy dobrze rozpuścić i odczekać chwilę, aż odrobinkę ostygnie. Do powstałego "kleju" dodajemy maskę bądź odżywkę. W razie gdyby żelatyna się "ścięła" tworząc niemożliwy do nałożenia klej, proponuje podgrzać mieszankę w mikrofalówce.

Na mokre, osuszone ręcznikiem włosy nakładamy papkę. Następnie nakładamy worek i ręcznik. Spłukujemy obficie wodą po 45 minutach.

Efekty na moich włosach
- przede wszystkim niesamowicie błyszczą
- są sypkie
- niesamowicie wygładzone i miękkie
- sprawiają wrażenie gęstszych
- włosy wyglądają na bardzo zdrowe i zadbane
- na mojej głowie zrobiło się małe siano, ale jest to bardzo pożądany przeze mnie efekt

Ja jestem zachwycona. Moje włosy chyba nigdy nie wyglądały tak pięknie. Dodam zdjęcia przed i po laminowaniu. 

Przed. Wybaczcie łazienkowy wystrój i zdjęcie w piżamie. ;p

Po:
bez lampy 

z lampą

Zauważyłam, że mam już całkiem długie włosy. Oby tak dalej. Zapuszczamy do pępka!
Tyle na dziś. Pozdrawiam.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Domowe cudo

Post na szybko, bo zaraz muszę uciekać sprzątać w pokoju. Wczoraj pisałam Wam, że trzymam na głowie domową maskę, która okazała się sukcesem i strzałem w dziesiątkę.

Przepis:
  • 2 łyżeczki maski Kallos al Latte
  • kilka kropli nafty kosmetycznej
  • kilka kropli soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki oliwy z oliwek, koniecznie z pierwszego tłoczenia (ja lałam na oko)
Tak powstałą papkę nałożyłam na ponad dwie godziny. Bardzo ciężko było ją zmyć, więc użyłam metody, której używam do zmywania olei (na maskę nakładamy szampon, myjemy włosy, spłukujemy i ponownie myjemy szamponem). Po wyschnięciu włosy były niesamowicie gęste i błyszczące. Do tej pory miałam duży problem z gęstością, bo przez farbowanie włosów farbami sporo włosków mi wypadło. Obawiałam się, że włosy będą śmierdzieć naftą, ale wyczuwam tylko cudowny zapach Kallosa. Polecam Wam gorąco tą maskę.
Składniki można dodawać wedle uznania. U Anweny w przepisie jest jeszcze żółtko, skrobia ziemniaczana, olejek rycynowy i miód. Żółtko zawsze wysusza mi włosy ze względu na dużą zawartość protein, więc nigdy nie dodaje go do masek. Miód powinien być w płynnej postaci a mój "stężał", więc następnym razem popróbuję z miodem. Skrobi i rycyny nie mam, więc na najbliższych zakupach postaram się zaopatrzyć w te cuda.

PS Pewnie się nie chwaliłam, ale od jakiegoś tygodnia jestem dumną brunetką. ;)

środa, 16 maja 2012

Obsesja zakupowa


Na początku przepraszam za brak obiecanego postu na temat "domowe SPA dla włosów". Jakoś nie mogę się zebrać w sobie do jego napisania, więc pojawi się z drobnym opóźnieniem. Mam nadzieję, że wybaczycie.
Obiecałam sobie skończyć z zakupami włosowymi... To zło, że w moim mieście każda niepozorna drogeria przyciąga mój wzrok i kiedy do niej wejdę nie umiem wyjść z pustymi rękami. Zazwyczaj kiedy wracam ze szkoły nie mam czasu żeby szlajać się po mieście, więc nie ma ryzyka wydania pieniędzy na "zbędne" kosmetyki. Dzisiaj szkoła spłatała mi figla i skończyłam godzinę wcześniej. Zamiast grzecznie wrócić do domu z uzupełnionym portfelem, poszłam z przyjaciółką na kawę i "małe zakupy". Tak się prezentują:


Pozwólcie, że się wytłumaczę ze swoich zakupów.

1. Odżywka Isana z olejem z babassu - kupiłam bo:
- poprzednia mi się kończy
-mam tak mało odżywek
- była po promocji w Rossmannie za 6 zł (normalnie kupuję ją za ponad 7)
2. Joanna Naturia Odżywka b/s z pokrzywy i zielonej herbaty - kupiłam bo:
- nie mam żadnej odżywki b/s
- wychwalana przez włosomaniaczki
- nie była znowu taka droga, 4 zł
3. Jantar mgiełka do włosów - kupiłam bo:
- jestem głupia i źle przeczytałam skład
- ma podobno filtry UV
- również w promocyjnej cenie 6 zł
4. Siemię lnianie - akurat jest mi potrzebne do płukanki, więc zakup całkowicie przemyślany i zaplanowany, dziwne. ;)
5. Calcium panthotenium - również przemyślany i zaplanowany zakup. Każda włosomaniaczka go zna, przedstawiać go nie muszę. Wydaję mi się, że odrobinę przepłaciłam. Prawie 8 zł. :/
6. Opaska do włosów - kupiłam bo:
- od dawna potrzebowałam takiej opaski, która wykonana jest z materiału i nie niszczy zbyt bardzo włosów
- ma ładny kolor :D
- kosztowała w Glitterze 5 zł! 
7. Wałki do włosów - kupiłam bo
- stare są stare i muszą być nowe
- stare są cienkie do loczków, jak u owieczki, a tymi można wyczarować bajeczne loki 

PS Przepraszam za zagracone biurko.

 To nie koniec!


Słodkie kolczyki kosztowały mnie 3 złote. Jestem straszną bałaganiarą i gubię wszystkie swoje kolczyki. Ostatnio przepadły mi perełki i kiedy zobaczyłam te "duplikaty" w drogerii od razu kupiłam. Jestem dumna, że w końcu zainwestowałam w coś innego niż pielęgnacja/ozdoba włosów. Szok!

Na koniec dodam zdjęcie neonowej mini-spódniczki, którą upolowałam w Pull&Bear. Muszę przyznać, że neony średnio do mnie przemawiały, ale kiedy ją zobaczyłam i przymierzyłam... zakochałam się od pierwszego ubrania i po prostu musiała znaleźć się w mojej szafie. 


Cóż za kontrast! Mój aparat zmienia trochę kolory. W rzeczywistości nie jest taka... oczojebna. I bajecznie układa się na ciele. Polecam!
Pull&Bear - 30 zł

Przy okazji. Od dzisiaj ZNOWU piję skrzyp i pokrzywę. Mam zamiar zażywać również Calcium panthotenium oraz wcierać w skalp Jantar. Chce jak najszybciej zapuścić włosy. 
Btw. Czy któraś z Was zażywała Calcium panthotenium? Jeśli tak to jakie macie po nim odczucia? Włosy faktycznie szybciej rosną?

Mam nadzieję, że takie posty zakupowe Was nie męczą. Wiem. Straszna ze mnie chwalipięta, ale skoro to blog oparty na pielęgnacji włosów to od czasu do czasu będę wrzucać swoje "łupy". A jak Wam minęła środa? Do weekendu coraz bliżej! Życzę udanego i pogodnego czwartku. Pozdrawiam!

niedziela, 13 maja 2012

Slow kilka o... porowatosci wlosow



Skoro mój blog opiera się w dużej mierze na pielęgnacji włosów postanowiłam "wsiąknąć" głębiej w temat. Otóż. Zaczynając swoją przygodę z włosomaniactwem powinniśmy na samym początku określić porowatość włosów. Co to jest porowatość?
Każdy włos zbudowany jest z łusek, które są przylegające bądź rozchylone. To właśnie od tego czynnika zależy porowatość. 
Definiujemy trzy stopnie porowatości:
  • NISKA
  • NORMALNA
  • WYSOKA
Dlaczego tak ważne jest określenie porowatości włosów? Każdy stopień wymaga indywidualnej i odpowiedniej pielęgnacji. 

Czynniki cechujące stopień porowatości:
  • Porowatość niska - są to włosy zdrowe z natury. Łuska przylega szczelnie i bardzo trudno zmusić ją do rozchylenia. Co za tym idzie? Włosy bardzo trudno zmoczyć i schną niemiłosiernie długo. Są odporne na farbowanie, stylizacje. Bardzo ciężko jest je pielęgnować, ponieważ szczelnie zamknięta łuska nie chce wpuścić nic do środka. 
  • Porowatość normalna - łuski są delikatnie rozchylone i porowatość włosów waha się między niską i wysoką. Włosy moczy się normalnie, schną długo, ale nie dłuży się to w nieskończoność.
  • Porowatość wysoka - większość dziewczyn ma taką właśnie porowatość. Łuski są bardzo rozchylone i przyjmują do siebie wszystko, włącznie ze szkodliwymi produktami. Łatwo je zmoczyć i schną bardzo szybko. Są podatne na zabiegi fryzjerskie, ale również bardzo delikatne. 
Włosy o porowatości wysokiej można doprowadzić do niskiej odpowiednią pielęgnacją i odwrotnie. Jeżeli zaniedbamy włosy to odwdzięczą się nam rozchylonymi na maksa łuskami.
Aby rozchylić łuski należy zmoczyć włosy w letniej bądź ciepłej wodzie. Posiadaczki włosów z niską porowatością powinny szczególnie uważać na to żeby nie obkleić ich silikonami i nie obciążyć ciężkimi odżywkami. Włosy o niskiej porowatości są zdrowe i umieją same o siebie zadbać co nie znaczy, że trzeba całkowicie zrezygnować z ich pielęgnacji. Wszystko trzeba robić z umiarem i głową. ;)
Po rozchyleniu łusek trzeba pamiętać, aby z powrotem je domknąć. Zadba o to spłukiwanie włosów chłodną wodą i/lub "kwaśne" płukanki. Np. woda + kilka kropel cytryny.

Włosy o wysokiej porowatości trudno jest "obkleić", bo chłoną w siebie wszystko co się da. W tym przypadku nie należy rozchylać łusek. Trzeba uważać na wysoką temperaturę, alkohol w kosmetykach. Ten typ porowatości wymaga troskliwej opieki i zaawansowanej pielęgnacji. Nawilżamy, dbamy i oczywiście staramy się na koniec domykać łuskę tak jak w przypadku niskiej porowatości. Normalna porowatość rządzi się tymi samymi prawami co wysoka, więc pisać o niej osobno nie będę.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej odsyłam Was do Czarwonicującej ---> czyli TU
Wszystko dokładnie i pięknie u siebie opisała. Ja napisałam wszystkie ogólne informacje.

MOJA POROWATOŚĆ
Skoro rozpisałam się na temat porowatości podzielę się z Wami moimi obserwacjami jeśli chodzi o moje włosy. Ustawie swoje włosy między porowatością normalną, a wysoką. Dlaczego? Łatwo się moczą, ale schną długo. Są podatne na farbowanie, ale trudno je ułożyć. 

I na koniec słowa klucze dzięki, którym łatwiej jest wszystko zrozumieć.
POROWATOŚĆ WYSOKA - WŁOSY PODATNE
POROWATOŚĆ NISKA - WŁOSY OPORNE

Mam nadzieję, że udało mi się pomóc i post jest przydatny. Liczę, że miałyście udany weekend mimo niezbyt ładnej pogody. Życzę udanego poniedziałku. Przy okazji... Jaka jest wasza porowatość? ;)

PS Jutro słów kilka o domowym spa dla włosów.




niedziela, 29 kwietnia 2012

Ostatnie zakupy kwietniowe

Jak sam tytuł wskazuje dzisiaj zrobiłam ostatnie zakupy włosowe w kwietniu. Całe szczęście, że już jutro miesiąc się kończy, bo gdybym jeszcze coś kupiła to miałabym wielkie wyrzuty sumienia, że wydaje na włoski tyle pieniędzy. Na maj nie mam w planach większych zakupów, więc pochwale się tym co dzisiaj kupiłam w Bielskim Rossmannie.

1. Maska do włosów Alterra Granat i Aloes - pierwszy produkt tej firmy, który będę miała przyjemność stosować. Maska wychwalana przez sporą część włosomaniaczek. 150 ml/~10 zł
2. Oczyszczająca pianka do twarzy Rival - jako, że jestem alergikiem i do cery używam kosmetyków, które przepisał mi dermatolog, zawartość pojemnika wyleje i wleje do niego szampon, bo pojemnik służy do spieniania. 25 ml/~5zł
3. Szampon Babydream - mój ukochany szampon, który kupiłam ponieważ poprzedni powoli się kończy. Słabo się pieni, więc z pomocą przyjdzie w/w pojemniczek. 250 ml/~4 zł

przepraszam za jakość niczym z kalkulatora 

Postanowiłam napisać cenę za ilość mililitrów, bo może Was to zainteresować. Muszę zacząć planować wydatki i kupować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, tylko wtedy, kiedy zużyję wszystko co zalega w moich szafkach. Kwiecień zleciał mi bardzo szybko i już we wtorek aktualizacja włosowa, tym razem ze zdjęciami.

Jak Wam mija weekend majowy? Pogoda jest wspaniała i dzisiaj udało mi się posiedzieć w słońcu na balkonie dwadzieścia minut. Potem uciekłam robić pizze. W piątek słońce trochę mnie spiekło, więc teraz jestem ostrożniejsza. Tyle ode mnie na dziś. Życzę Wam słonecznego i udanego weekendu majowego. We wtorek wpadnę z aktualizacją.
Pozdrawiam!


niedziela, 22 kwietnia 2012

Sposob na rozdwojone konce

Nie ma lekarstwa na rozdwojone końcówki. Ostatnio w telewizji często pojawia się pewna reklama, która jest dobrą okazją do śmiechu dla wszystkich włosomaniaczek. Na pewno każda z Was miała okazję zobaczyć sfotoszopowane włosy Marty Żmudy-Trzebiatowskiej oraz jej serum, które "scala rozdwojone końce". Rozdwojone końcówki należy ściąć. Co więcej... Powinno się ściąć włosy centymetr nad rozdwojeniem dobrze wyostrzonymi nożyczkami, które zetną włoski, a nie je zmiażdżą, jak zwykłe nożyczki.
Co zrobić żeby końcówki rozdwajały się wolniej? Przede wszystkim zrezygnować z prostownicy, lokówki i suszarki, które przyśpieszają cały proces rozdwajania włosa. Dodatkowo odpowiednio zabezpieczyć końce przed zgubnym wpływem niszczących czynników. Jak zabezpieczyć końce? Przed każdym myciem wetrzeć w nie odrobinę kremu Nivea.  Po myciu włosów nałożyć na wilgotne końcówki minimalną ilość oleju (polecam kokosowy, chociaż sama używam babydream fur mama), a następnie krople jedwabiu (w moim przypadku jest to jedwab firmy Marion). Oczywiście trzeba podcinać włosy raz na trzy, cztery miesiące.
Co jeszcze możemy zrobić dla naszych włosów żeby ich nie niszczyć? Otóż wiązać je w kucyk, splatać w warkocz, upinać w szykowny koczek na głowie. Dlaczego? Obecnie mamy wiosnę, a to oznacza, że nosimy kurtki, szale, chusty... Rozpuszczone włosy "pocierają się" o szorstkie odzienie i niszczą się. Obecnie modne są "niedbałe" koki, które wyglądają wprost fenomenalnie, więc dziewczyny... wiążcie swoje włoski! ;)


wtorek, 10 kwietnia 2012

Szampony

Każdy z nas używa szamponów. Jest to podstawowy kosmetyk w każdej łazience. Kiedyś wychodziłam z założenia, że do pielęgnacji włosów wystarczy szampon i odżywka. Wszystko się zmieniło kiedy natrafiłam na bloga Anweny, który, swoją drogą, zmienił moje podejście do pielęgnacji włosów. Niegdyś kupowałam szampony najbardziej znane i reklamowane. Uważałam bowiem, że najlepszy szampon to taki, który jest drogi i znany. Kierowałam się jego opakowaniem i tym co obiecał producent. Nic bardziej mylnego. Obecnie kupując szampon patrzę na jego skład (INCI) oraz na cenę. Nie zerkam na "przeznaczenie" szamponu, bo szampon ma przede wszystkim włosy umyć i oczyścić z silikonów itp. Od efektów specjalnych mam odżywki, maski itd.
Jaki szampon jest najlepszy? Taki, który w swoim składzie nie ma SLS (Sodium Lauryl Sulfate) oraz jego łagodniejszego brata SLES (Sodium Laureth Sulfate) A co to są SLS i SLES?

"SLS i SLES  to tanie detergenty syntetyczne, stosowane od dawna w przemyśle do odtłuszczania i mycia urządzeń oraz pomieszczeń. Możemy je znaleźć w praktycznie każdym szamponie, żelu myjącym, czy płynie do kąpieli.  Są to prawdopodobnie najbardziej niebezpieczne ze składników stosowanych w pielęgnacji skóry i produktach do pielęgnacji włosów. To związki chemiczne powodujące lepsze pienienie się produktu, do którego są dodawane. Powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu, podrażniają skórę, wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych (w tym prosaków). Szczególnie szkodliwie działają na skórę dzieci, niemowląt oraz na skórę w okolicach narządów płciowych.

Badania na University Medical College of Georgia, wskazały, że SLS po wniknięciu do organizmu, kumuluje się w tkankach. Badanie pokazało również, że SLS dostając sie do oczu małych dzieci może powodować ich uszkodzenie, a u osób dorosłych rozwój zaćmy.

SLS jest szkodliwy dla skóry i włosów. Czyści przez niszczenie warstwy lipidowej  skóry i przez to działa wysuszająco, co przy cerze trądzikowej może powodować nadmierne tłuszczenie sie skóry, która ”broni się” wydzielając łój. Otrzymuje się w ten sposób skutek odwrotny do zamierzonego.
" - źródło: e-naturalna.pl

Kupując szampon w pierwszej kolejności przeczytajmy jego skład, a następnie udajmy się do kasy. Praktycznie wszystkie drogeryjne szampony mają w swoim składzie SLS i SLES. Najbezpieczniejsze są szampony dla dzieci i niemowląt (słynny Babydream z Rossmanna za trzy złote). Babydream jest idealny do codziennego mycia włosów, aczkolwiek może sobie nie poradzić ze zmyciem silikonów itp. Raz w tygodniu można użyć prostego szamponu ze SLES, który skutecznie oczyści włosy (np. szampony firmy Farmona, Barwa, Joanna).
Ja używam szamponu Babydream rozcieńczonego z wodą pół na pół. Do buteleczki dodaje również kilkanaście kropli aloesu, którego mam w domu od groma. Dwa razy w tygodniu mocniej oczyszczam włosy szamponem tataro-chmielowym firmy Barwa.

Zakupy

Wiosna rozpoczęła się na dobre, słońce przyjemnie grzeje, więc trzeba korzystać i wydać pieniądze. Na włosy, rzecz jasna. Postanowiłam sobie nie kupować więcej kosmetyków, póki nie zużyje wszystkich, które mam do tej pory, ale wiem, że to mi się nie uda. Niestety. Nigdy nie udało mi się dotrzymać postanowienia, więc sądzę, że tym razem będzie tak samo. Postaram się jednak do wakacji nie kupować rzeczy zbędnych.
Oto mój dzisiejszy łup:


Oczywiście uzupełniłam zapas skrzypokrzywy w pobliskim sklepie zielarskim gdzie kosztuje grosze. Jantar to największa niespodzianka i zarazem najprzyjemniejszy zakup dzisiejszego dnia. Natrafiłam na niego w niepozornej drogerii i od razu wzięłam dwa. O odżywce aloesowej Mrs. Potter's naczytałam się samych superlatyw i jestem ciekawa czy faktycznie jest warta uwagi. Dwa lakiery Essence w kolorach, które od dawna za mną chodziły, ale jakoś nie miałam po drodze do Natury. Pierwszy jest typowym nude w odcieniu kawy z mlekiem a drugi to modna miętka, w której się wprost zakochałam. Następnie szampon tataro-chmielowy z listy must have kwietnia. Szampon, którego mam zamiar używać raz w tygodniu do całkowitego oczyszczenia włosów. Ostatnie są słodkie gumeczki upolowane w Rossmanie bez metalowych wstawek, więc nie niszczą włosów.


W następnym poście napisze słów kilka o szamponach. Życzę Wam miłego popołudnia. Oby jutro w szkole Wam dobrze poszło. ;)

niedziela, 8 kwietnia 2012

Jak czesac wlosy?

Najczęściej niszczymy nasze włosy poprzez mechaniczne czynniki. Suszenie, prostowanie czy też używanie lokówki może prowadzić do nieodwracalnego popalenia włosów. Okazuje się, że nawet niewinne czesanie włosów może je poważnie uszkodzić. Stosując odpowiednie kosmetyki, powinniśmy pamiętać o tym jak czesać włosy żeby nie uszkodzić ich struktury. Najczęstszym błędem jaki popełniamy jest czesanie mokrych włosów. Niby nic takiego, ale mokre włosy są bardziej podatne na szkodliwy wpływ czesania. Jedynie w przypadku osób z kręconymi włosami jest dopuszczone czesanie mokrych bądź wilgotnych włosów. Mając loki powinniśmy jednak przeczesać je palcami bądź grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami. Kręconowłose na pewno wiedzą, że suchych skrętów się nie czesze. ;)
Częste czesanie włosów nie jest wskazane. Ja staram się czesać włosy tylko i wyłącznie wtedy kiedy tego potrzebują. Robię to rano, w szkole, po wyjściu ze szkoły, przed myciem i tuż przed snem. 

Czego używać do czesania włosów?
  1. Grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami - owy grzebień delikatnie przeczesze włosy, nie poszarpie, nie popląta. Najlepiej gdyby był drewniany, bo ma równą strukturę i nie elektryzuje włosów, ale plastikowy też jest dobry. Dostępna w praktycznie każdej drogerii.
  2. Szczotka drewniana - najlepiej gdyby zakończona była kuleczkami. Podobnie jak drewniany grzebień nie elektryzuje włosów. Dostępna w niektórych drogeriach.
  3. Szczotka z naturalnym włosiem - świetnie rozczesuje nawet najgorsze kołtuny. Sama owej szczotki nie używałam, bo ma dosyć wysoką cenę, ale zamierzam ją kupić w sowim czasie. Z dostępnością jest gorzej, ale można ją wyniuchać w lepszych drogeriach.
  4. Szczotka Tangle Teezer - jest na liście must have każdej włosomaniaczki. Najlepsza w swoim fachu. Rozczesuje, rozplątuje i nie niszczy włosów.Nadaje się również do masażu skalpu, co też ma dobry wpływ na nasze włosy. Cena szczotki zwala z nóg i obecnie tylko o niej marze, ale wiem, że na pewno ją kupie. Dostępna tylko i wyłącznie za granicą. Można ją zamówić na allegro.
Ja obecnie używam wyłącznie plastikowego grzebienia z szerokim rozstawieniem i u mnie sprawdza się rewelacyjnie. Mam nadzieję, że cały post jest przydatny. Korzystając z okazji pragnę złożyć wszystkim Wesołych Świąt Wielkanocnych spędzonych w gronie rodzinnym, bez zbędnych kłótni i nieporozumień, ale z szerokim uśmiechem na twarzy. Smacznych babek, mazurków i wszystkich innych wypieków. Pozdrawiam Was ciepło. ;)

EDIT:
Skład mgiełki z Avonu



niedziela, 1 kwietnia 2012

Marcowa pielegnacja wlosow

Marzec był miesiącem przełomowym jeśli chodzi o pielęgnacje włosów. To właśnie w marcu rozpoczęłam swoją przygodę z włosomaniactwem i wciągnęło mnie to na dobre. Fakt faktem swoją kuracje rozpoczęłam niespełna dwa tygodnie temu, ale zauważyłam już raczkujące dopiero efekty. Przede wszystkim spędziłam wiele godzin na "buszowaniu" po wielu stronach poświęconych włosom i moja wiedza na ten temat jest całkiem niezła. Mam zamiar, w miarę możliwości, dzielić się ową wiedzą. Anyłej. Oto kosmetyki, których używałam w marcu:



Troszkę się tego uzbierało i wszystkie produkty kupiłam właśnie w marcu, wydając na nie małą fortunę. 
Metoda OMO, czyli coś co stało się nieodłącznym punktem dnia. Przed samą metodą wcierałam w końcówki włosów krem nivea, który widać na zdjęciu. Następnie odżywka witaminowa Isana, szampon Babrydream (polecam!), a na koniec odżywka z olejkiem babassu Isana. Włosy zawijałam w specjalny ręczniczek z mikrofibry, a na końcówki wcierałam jedwab, który również jest na fotografii. Czasami zdarzało mi się użyć mgiełki odświeżającej marki Avon. Baaaardzo sporadycznie wcierałam we włosy nabłyszczacz do włosów ciemnych, również z Avonu. Robiłam to tylko wtedy kiedy włosy narażone były na czynniki niszczące, takie jak słońce, wiatr itp. Raz w tygodniu nakładałam na włosy odżywkę Garnier, a na nią olej Babrydream fur mama. Kilka razy po myciu użyłam mlecznego Kallosa. W skalp wcierałam wodę pokrzywową, która niestety mi się skończyła. Raz użyłam maski henna (tuż przed rozpoczęciem intensywnej pielęgnacji), którą oddaje siostrze, bo u mnie się nie sprawdziła. Moim ulubieńcem jest maseczka Gloria, kupiona pod wpływem chwilowej zachcianki. Teraz małe zestawienie moich drobnych sukcesów.

W ciągu dwóch tygodni udało mi się:
- dwa razy nałożyć olej na włosy
- trzy razy zrobić peeling cukrowy
- trzy razy nałożyć na włosy maseczkę (raz był to mleczny kallos, a dwa razy gloria - mój faworyt w tym fachu)
- przejść na metodę OMO
- zmienić sposób czesania i układania włosów
- zainwestować w specjalny ręczniczek do włosów
- rozpocząć kuracje drożdżową (za mną dwa dni picia mikstury drożdżowej)

Jak widać mam za sobą spory sukces, ale, jak pisałam wyżej, jestem na poziomie raczkowania jeśli chodzi o pielęgnacje włosów. Na kwiecień mam następujący plan:
- skończyć kuracje drożdżową
- kupić wcierkę Jantar
- kupić olej kokosowy
- kupić olej Alttery
- olejować włosy przed każdym myciem z kilkugodzinnym wyprzedzeniem
- kupić szampon tataro-chmielowy firmy Barwa
- rozpocząć kuracje skrzypokrzywa
- wcierać w skalp naftę kosmetyczną przynajmniej raz na tydzień lub dwa
- zastosować mnóstwo płukanek i domowych olei do włosów
Plus oczywiście wszystko to co robiłam w marcu. ;)

Mam jeszcze dwa punkty, które zamieszczę w osobnej kategorii, gdyż cena owych produktów nie pozwala mi na ich zakup w kwietniu:
- kupno szczotki do włosów Tangle Teezer
- kupno olejku do włosów Khadi

Mam nadzieję, że kwiecień będzie równie owocny jeśli chodzi o pielęgnacje włosów. Liczę, że ich stan się poprawi i będę miała się czym pochwalić. Obecnie moje kosmyki nie nadają się do prezentowania na blogu. 
Pozdrawiam! ;)

sobota, 24 marca 2012

Peeling cukrowy

Ostatnimi czasy moje włosomaniactwo sięga zenitu. Włosy stały się moim priorytetem jeśli chodzi o zakupy i ilość czasu spędzonego w łazience. Ostatnio wędrując po blogach natrafiłam na dziwny specyfik do włosów. Peeling cukrowy. W ten sam dzień wypróbowałam owy kosmetyk i jestem zachwycona. Robię go raz w tygodniu, dzięki czemu włosy są porządnie oczyszczone a skalp (skóra głowy) pozbawiona martwego naskórka.

Skład peelingu:
- 2 łyżki szamponu
- 4 łyżki cukru (ja używam zwykłego)

Sposób użycia:
Cukier należy wymieszać łyżką z szamponem w jakieś miseczce. Powstałą papkę wcieramy w skórę głowy. Wcześniej należy zmoczyć włosy letnią wodą. Przez pięć minut masujemy głowę peelingiem a powstałą pianę wcieramy w całą długość włosów lekko przesuwając po nich palcami. Peeling należy zmyć letnią wodą.
Po peelingu zawsze używam maseczki. Włosy "otwierają się", dzięki czemu świetnie przyjmują zbawienne działanie maski. Najlepiej zawinąć włosy workiem oraz ręcznikiem i spędzić około czterdziestu minut z turbanem na głowie. Gwarantuje Wam gładkie, lśniące, gęste włosy.

niedziela, 18 marca 2012

Metoda OMO

Jako, że jestem początkującą włosomaniaczką, postanowiłam podzielić się z Wami swoimi sposobami na piękne, zdrowe włosy. Do niedawna wychodziłam z założenia, że włosy zadowolą się najlepiej reklamowanym szamponem z wysokiej półki. Nic bardziej mylnego. Otóż okazuje się, że traktując włosy "modnymi" szamponami możemy im bardziej zaszkodzić nic pomóc. Większość reklamowanych szamponów w swoim składzie ma szkodliwe substancje. Fakt faktem producenci wypisują litanie dobrodziejstw owego szamponu, ale nie należy się tym kierować kupując dany produkt. Ale o tym w innym poście.

Dzisiaj postanowiłam napisać Wam o niedawno odkrytej metodzie OMO. Co to jest OMO? Jest to sposób mycia włosów, który wygląda w następujący sposób:

  1. Pierwsze O to nic innego, jak odżywka. Możecie zabrać odżywkę, której nie lubicie lub po prostu jej nie używacie. Włosy należy zmoczyć letnią wodą i po prostu umyć wyżej wymienioną odżywką. W ten sposób ochronicie włosy przed szamponem, który, notabene, wysusza włosy. Następnie spłukujecie ją letnią wodą. Ja zazwyczaj zostawiam na włosach małą warstwę odżywki.
  2. M to po prostu mycie. Bierzecie szampon, najlepiej ten dla dzieci, bo ma najmniej szkodliwych składników, i rozcieńczacie go na pół z wodą - jest to bardzo ważne, bo rozcieńczony szampon lepiej się pieni i mniej niszczy włosy - wmasowujecie go w skórę głowy i czekacie aż powstanie piana. Nie należy szorować włosów! Włosy myjemy delikatnie powstałą pianą. Najlepiej po prostu przejechać namydlonymi palcami po kosmykach. To wystarcza żeby dobrze umyć włosy. Szampon spłukujemy letnią wodą.
  3. Trzecie O to odżywka, którą zostawimy na włosach na daną ilość czasu. Ja najczęściej na włosy wysmarowane odżywką nakładam worek oraz ręcznik z mikrofibry i idę się wykąpać. Para i ciepło sprawi, że włosy "otworzą się" i lepiej przyjmą dobroczynny wpływ odżywki. Po dwudziestu minutach letnią wodą spłukuję odżywkę i owijam głowę koszulką wykonaną z bawełny, bo nie niszczy włosów, tak jak zwykłe ręczniki. 
Mokrych włosów nie należy czesać! Są wtedy osłabione i bardziej podatne na mechaniczne zniszczenia. Nie polecam też suszenia. Lepiej żeby włosy wyschły naturalnie. Na wilgotne końcówki włosów polecam nałożyć produkt z silikonem np. jedwab. Dzięki temu końcówki są pod ochroną i mniej się niszczą. 

Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że ten wpis okazał się przydatny. Pozdrawiam!