Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lutego 2013

Rok włosomaniactwa, czyli (nie) małe podsumowanie rocznej pielęgnacji włosów.

Równy rok temu zainteresowałam się dbaniem o włosy i poszukując czegoś co mogłoby uratować moje zniszczone rocznym farbowaniem, rocznym prostowaniem, następnie rocznym kręceniem włosów na lokówce... trafiłam na bloga Anwen. To było przeznaczenie, cud? Nazwijcie to jak chcecie, ale Anwen ze swoją wiedzą uratowała moje włosy od całkowitego zniszczenia. Wierzcie mi. Moje włosy wiele przeszły, aż dziwie się, że coś mi na głowie zostało. Rok farbowania henną Venita (miałam na głowie wszystkie odcienie rudego). Przez ten rok farbowania zawijałam je dzień w dzień na lokówkę. Wcześniej dzień w dzień prostowałam. W 2012 roku zaczęłam przygodę z farbami trwałymi. Ale tak naprawdę początkiem marca wkręciłam się na dobre we włosomaniactwo. Poniżej przedstawię Wam krótką fotorelacje. Podejrzewam, że na to czeka każda włosomaniaczka. ;)


Włosy po ponad miesiącu pielęgnacji (początek kwietnia)



Nie wiem kiedy zdjęcie dokładnie było robione, ale podejrzewam, że jest to środek bądź koniec kwietnia, po akcji drożdżowej.



Początek maja (najprawdopodobniej po podcięciu końcówek, włosy są krótkie ;o )


 Sierpień


 Wrzesień (zafarbowane na ciemny brąz)


 Koniec grudnia


I.... Uwaga, uwaga....


Koniec lutego 2013, czyli obecny stan włosów

Myślę, że stan włosów uległ sporej poprawie. Na zdjęciach tego nie widać (przy okazji przepraszam za koszmarną jakość, ale niestety lepszym sprzętem nie dysponuje :c), ale włosy są naprawdę ładne. Długie, sypkie, błyszczące, gładkie... Nic tylko dotykać. Po roku pielęgnacji mogę to powiedzieć. Moje włosy w końcu są ładne.
A co powiedziałaby moje włosy gdyby umiały mówić?

Ulubiony szampon: Barwa Tataro-Chmielowa, do zmywania olei Szampon Babydream
Ulubiona odżywka do mycia: Balsam Aloesowy Mrs. Potter's
Ulubiona odżywka do spłukiwania: Garnier Awokado i Masło Karite, Kallos Crema al Latte w formie odżywki
Ulubiona maska: Alterra Granat i Aloes z dodatkiem nafty kosmetycznej, miodu, aloesu, oliwy z oliwek, oleju rycynowego oraz gliceryny
Ulubiona odżywka bez spłukiwania: Joanna Naturia Pokrzywa z zieloną herbatą
Ulubiony olej: Olej babydream (niebieski) z dodatkiem oleju rycynowego
Ulubiona wcierka: Joanna Rzepa, wcierka z kozieradki, Olejek łopianowy z papryczką chilli Green Pharmacy
Ulubiony zabezpieczacz końcówek: Joanna Rzepa serum regenerująco-wzmacniające na końcówki, Jedwab CHI
Ulubiona płukanka: płukanka z siemienia lnianego
Co kochają moje włosy: duuuuuuużo nawilżenia, miód jako dodatek, siemie lniane i olej rycynowy na piękny połysk, kochają olejowanie.
Czego nie lubią moje włosy: nie przepadają za proteinami, nienawidzą szkodliwego ciepła (suszarka, prostownica etc.)
Co wewnętrznie?: drożdże, skrzyp z pokrzywą, calcium pantothenicum

Małe porównanie. Udało mi się znaleźć odpowiednią bluzkę!

   Chyba widać jaki duży mam przyrost. ;) (pierwsze zdjęcie jest z kwietnia/maja, więc minęło zaledwie 8/9 miesięcy! dla mnie to niesamowite)


Jaram się tym jak się błyszczą na drugim zdjęciu... Magia. A na górze widać sterczące babyhair!


Kiedyś umieściłam zdjęcie włosów tyłem z zaznaczoną długością, do której dążę. Postanowiłam dodać je z okazji rocznego podsumowania. 

 
Po lewej zdjęcie sprzed prawie roku, a po prawej obecne włosy. Jestem coraz bliżej celu! W razie jakiś wątpliwości... Włosy ze zdjęcia po prawej stronie NIE były prostowane. To efekt spania w kucyku. Myślę też, że sprawcą prostych włosków jest olej, który trzymałam dzień wcześniej przed myciem., Normalnie moje włosy układają się w delikatne fale. W rzeczywistości włosy są o wiele gęstsze. Aparat wszystko przekłamuje. Poza tym. Włosy z pierwszego zdjęcia są pocieniowane i podkręcone, toteż sprawiają wrażenie gęstszych. 

SUKCESY
1. Nigdy nie miałam tak długich i zadbanych włosów
2. Całkowicie odstawiłam lokówkę, prawie całkowicie prostownice i suszarkę. 
3. Przekonałam siostrę do włosomaniactwa. Jeśli przeczyta ten post, to serdecznie pozdrawiam! Dbaj dalej o swoje piękne loki. ;)
4. Moje koleżanki z klasy również wciągnęły się we włosomaniactwo, kilka piło nawet drożdże!
5. Często słyszę komplementy na temat moich włosów odnośnie ich długości, połysku... To niesamowite.
6. Pokochałam swoje włosy.

PLANY
1. Zrezygnować z drogeryjnych farb i przerzucić się na prawdziwą hennę Khadi
2. Zapuścić zdrowe włosy.
3. Szerzyć włosomaniactwo najbardziej jak się da.
4. Nieprzerwanie dbać o włosy.
5. Zacząć pić olej lniany.

Czy włosomaniactwo popłaca? Same musicie ocenić. Ja uważam, że jak najbardziej tak. Nie żałuję żadnej złotówki, którą wydałam na pielęgnacje włosów. Co jest najważniejsze na początku? Przede wszystkim cierpliwość i systematyczność... Pamiętam jak po miesiącu intensywnej pielęgnacji nie było praktycznie żadnych efektów... Najważniejsze to się nie zniechęcać. Początki zawsze są najtrudniejsze, ale naprawdę warto być cierpliwym i powoli dążyć do swojego celu. 

Po niecałym roku intensywnego dbania o włosy mogę powiedzieć z ręką na sercu, że... KOCHAM SWOJE WŁOSY!

A Wam dziewczyny życzę abyście również mogły to powiedzieć. 
Pozdrawiam!

czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, Święta i po...

Hej. Dawno mnie tu nie było za co bardzo przepraszam, ale na jakiś czas musiałam zrobić sobie przerwę od blogowania. Jak minęły Wam Święta? Mi bardzo dobrze. Prezenty w tym roku były wyjątkowo udane. Pod choinką znalazłam pełne wydanie Przygód Sherlocka Holmesa, jakiś romans, piżamę, zakolanówki, słodycze, kosmetyki i pieniądze. Większość pieniędzy już wydałam. Głównie na kosmetyki do włosów. Kupiłam też kolejny tusz do rzęs (powoli zaczynam się od nich uzależniać) oraz perfumy Playboy Play It Spicy.
A co słychać u moich włosów? Sporo się u nich działo w ostatnim czasie.




 Nie mam pojęcia czemu jakość jest taka beznadziejna... I przepraszam za piżamowy strój, ale zdjęcia były robione rano. Wracając do włosów. Zrobiłam sobie przedziałek na środku oraz zafarbowałam włosy na ciemną czekoladę. Fale są efektem całonocnego warkocza. Co więcej, w końcu podcięłam końcówki. Włosy straciły na długości około 4 cm. Co słychać w pielęgnacji? Obecnie do pielęgnacji włosów stosuje szampon Barwa Tataro-chmielowa na przemian z Babydream, odżywkę Garnier avokado i masło karite, odżywkę Shauma masło shea i ekstrakt z kokosa, odżywkę Schwarzkopft Gliss Kur oil nutritive, maskę kallos al latte, maskę Alterra Granat i Aloes, odżywkę bez spłukiwania Joanna mięta i wrzos, jedwab CHI na końcówki. Czasami bawię się też z siemieniem lnianym, robię płukanki/maski. I do maski, którą robię raz w tygodniu zazwyczaj dodaję oliwę z oliwek, miód, naftę kosmetyczną i aloes. Ograniczyłam też mycie włosów i staram się je myć co dwa dni. Jak widać nie mam już tak dużo kosmetyków jak wcześniej, bo szkoda mi tylu pieniędzy. Wiem jakie kosmetyki lubią moje włosy i daje im absolutne minimum. Są zadowolone. ;) Czasami mniej znaczy więcej.  Poza tym. Po moim szalonym pomyśle z ombre, moje końcówki są w tragicznym stanie i nie chce ich przeciążyć, przesuszyć itp. Mam zamiar wrócić do picia skrzypu z pokrzywą oraz drożdży, żeby móc obciąć zmasakrowane końcówki nie tracąc przy tym na długości.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Domowe cudo

Post na szybko, bo zaraz muszę uciekać sprzątać w pokoju. Wczoraj pisałam Wam, że trzymam na głowie domową maskę, która okazała się sukcesem i strzałem w dziesiątkę.

Przepis:
  • 2 łyżeczki maski Kallos al Latte
  • kilka kropli nafty kosmetycznej
  • kilka kropli soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki oliwy z oliwek, koniecznie z pierwszego tłoczenia (ja lałam na oko)
Tak powstałą papkę nałożyłam na ponad dwie godziny. Bardzo ciężko było ją zmyć, więc użyłam metody, której używam do zmywania olei (na maskę nakładamy szampon, myjemy włosy, spłukujemy i ponownie myjemy szamponem). Po wyschnięciu włosy były niesamowicie gęste i błyszczące. Do tej pory miałam duży problem z gęstością, bo przez farbowanie włosów farbami sporo włosków mi wypadło. Obawiałam się, że włosy będą śmierdzieć naftą, ale wyczuwam tylko cudowny zapach Kallosa. Polecam Wam gorąco tą maskę.
Składniki można dodawać wedle uznania. U Anweny w przepisie jest jeszcze żółtko, skrobia ziemniaczana, olejek rycynowy i miód. Żółtko zawsze wysusza mi włosy ze względu na dużą zawartość protein, więc nigdy nie dodaje go do masek. Miód powinien być w płynnej postaci a mój "stężał", więc następnym razem popróbuję z miodem. Skrobi i rycyny nie mam, więc na najbliższych zakupach postaram się zaopatrzyć w te cuda.

PS Pewnie się nie chwaliłam, ale od jakiegoś tygodnia jestem dumną brunetką. ;)

środa, 16 maja 2012

Obsesja zakupowa


Na początku przepraszam za brak obiecanego postu na temat "domowe SPA dla włosów". Jakoś nie mogę się zebrać w sobie do jego napisania, więc pojawi się z drobnym opóźnieniem. Mam nadzieję, że wybaczycie.
Obiecałam sobie skończyć z zakupami włosowymi... To zło, że w moim mieście każda niepozorna drogeria przyciąga mój wzrok i kiedy do niej wejdę nie umiem wyjść z pustymi rękami. Zazwyczaj kiedy wracam ze szkoły nie mam czasu żeby szlajać się po mieście, więc nie ma ryzyka wydania pieniędzy na "zbędne" kosmetyki. Dzisiaj szkoła spłatała mi figla i skończyłam godzinę wcześniej. Zamiast grzecznie wrócić do domu z uzupełnionym portfelem, poszłam z przyjaciółką na kawę i "małe zakupy". Tak się prezentują:


Pozwólcie, że się wytłumaczę ze swoich zakupów.

1. Odżywka Isana z olejem z babassu - kupiłam bo:
- poprzednia mi się kończy
-mam tak mało odżywek
- była po promocji w Rossmannie za 6 zł (normalnie kupuję ją za ponad 7)
2. Joanna Naturia Odżywka b/s z pokrzywy i zielonej herbaty - kupiłam bo:
- nie mam żadnej odżywki b/s
- wychwalana przez włosomaniaczki
- nie była znowu taka droga, 4 zł
3. Jantar mgiełka do włosów - kupiłam bo:
- jestem głupia i źle przeczytałam skład
- ma podobno filtry UV
- również w promocyjnej cenie 6 zł
4. Siemię lnianie - akurat jest mi potrzebne do płukanki, więc zakup całkowicie przemyślany i zaplanowany, dziwne. ;)
5. Calcium panthotenium - również przemyślany i zaplanowany zakup. Każda włosomaniaczka go zna, przedstawiać go nie muszę. Wydaję mi się, że odrobinę przepłaciłam. Prawie 8 zł. :/
6. Opaska do włosów - kupiłam bo:
- od dawna potrzebowałam takiej opaski, która wykonana jest z materiału i nie niszczy zbyt bardzo włosów
- ma ładny kolor :D
- kosztowała w Glitterze 5 zł! 
7. Wałki do włosów - kupiłam bo
- stare są stare i muszą być nowe
- stare są cienkie do loczków, jak u owieczki, a tymi można wyczarować bajeczne loki 

PS Przepraszam za zagracone biurko.

 To nie koniec!


Słodkie kolczyki kosztowały mnie 3 złote. Jestem straszną bałaganiarą i gubię wszystkie swoje kolczyki. Ostatnio przepadły mi perełki i kiedy zobaczyłam te "duplikaty" w drogerii od razu kupiłam. Jestem dumna, że w końcu zainwestowałam w coś innego niż pielęgnacja/ozdoba włosów. Szok!

Na koniec dodam zdjęcie neonowej mini-spódniczki, którą upolowałam w Pull&Bear. Muszę przyznać, że neony średnio do mnie przemawiały, ale kiedy ją zobaczyłam i przymierzyłam... zakochałam się od pierwszego ubrania i po prostu musiała znaleźć się w mojej szafie. 


Cóż za kontrast! Mój aparat zmienia trochę kolory. W rzeczywistości nie jest taka... oczojebna. I bajecznie układa się na ciele. Polecam!
Pull&Bear - 30 zł

Przy okazji. Od dzisiaj ZNOWU piję skrzyp i pokrzywę. Mam zamiar zażywać również Calcium panthotenium oraz wcierać w skalp Jantar. Chce jak najszybciej zapuścić włosy. 
Btw. Czy któraś z Was zażywała Calcium panthotenium? Jeśli tak to jakie macie po nim odczucia? Włosy faktycznie szybciej rosną?

Mam nadzieję, że takie posty zakupowe Was nie męczą. Wiem. Straszna ze mnie chwalipięta, ale skoro to blog oparty na pielęgnacji włosów to od czasu do czasu będę wrzucać swoje "łupy". A jak Wam minęła środa? Do weekendu coraz bliżej! Życzę udanego i pogodnego czwartku. Pozdrawiam!

niedziela, 29 kwietnia 2012

Ostatnie zakupy kwietniowe

Jak sam tytuł wskazuje dzisiaj zrobiłam ostatnie zakupy włosowe w kwietniu. Całe szczęście, że już jutro miesiąc się kończy, bo gdybym jeszcze coś kupiła to miałabym wielkie wyrzuty sumienia, że wydaje na włoski tyle pieniędzy. Na maj nie mam w planach większych zakupów, więc pochwale się tym co dzisiaj kupiłam w Bielskim Rossmannie.

1. Maska do włosów Alterra Granat i Aloes - pierwszy produkt tej firmy, który będę miała przyjemność stosować. Maska wychwalana przez sporą część włosomaniaczek. 150 ml/~10 zł
2. Oczyszczająca pianka do twarzy Rival - jako, że jestem alergikiem i do cery używam kosmetyków, które przepisał mi dermatolog, zawartość pojemnika wyleje i wleje do niego szampon, bo pojemnik służy do spieniania. 25 ml/~5zł
3. Szampon Babydream - mój ukochany szampon, który kupiłam ponieważ poprzedni powoli się kończy. Słabo się pieni, więc z pomocą przyjdzie w/w pojemniczek. 250 ml/~4 zł

przepraszam za jakość niczym z kalkulatora 

Postanowiłam napisać cenę za ilość mililitrów, bo może Was to zainteresować. Muszę zacząć planować wydatki i kupować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, tylko wtedy, kiedy zużyję wszystko co zalega w moich szafkach. Kwiecień zleciał mi bardzo szybko i już we wtorek aktualizacja włosowa, tym razem ze zdjęciami.

Jak Wam mija weekend majowy? Pogoda jest wspaniała i dzisiaj udało mi się posiedzieć w słońcu na balkonie dwadzieścia minut. Potem uciekłam robić pizze. W piątek słońce trochę mnie spiekło, więc teraz jestem ostrożniejsza. Tyle ode mnie na dziś. Życzę Wam słonecznego i udanego weekendu majowego. We wtorek wpadnę z aktualizacją.
Pozdrawiam!


sobota, 14 kwietnia 2012

Café olé

Dzisiaj po raz pierwszy dodam recenzje lakieru do paznokci. Nie jestem znawcą jeśli chodzi o malowanie paznokci, ale postaram się jak najlepiej umiem. 
Przedstawiam Wam swój pierwszy lakier z firmy Essence. Muszę przyznać, że włożyłam go do koszyka pod wpływem impulsu. Spodobał mi się na półce i stwierdziłam, że muszę go dołączyć do swojej małej kolekcji. Lakier kupiony został w Naturze i pisałam Wam o nim dwa posty temu. Kolor to Café Olé numer 07.


Tak prezentuje się na moich okropnych paznokciach. Typowy nude, ale firma Essence ma ich trochę do zaoferowania. Ten wpadł mi w oko, bo jest w ciepłym kolorze kawy z mlekiem. Od razu przepraszam za moje niezbyt "twarzowe" paznokcie, ale jestem na etapie ich zapuszczania a koniecznie chciałam skrobnąć Wam słówko o tym lakierze, bo jest wprost rewelacyjny. 
Do całkowitego pokrycia wystarczą dwie warstwy. Na moje oko lakier schnie całkiem szybko. Nie pozostawia zacieków, naprawdę ładnie i jednolicie kryje. Co do trwałości ...też nie mam mu nic do zarzucenia. Po trzech dnia od pomalowania zrobiły się minimalne odpryski. Lakier kosztował 5.50 zł. W buteleczce mieści się 5 ml. Szczerze polecam. Nie spodziewałam się dostać tak rewelacyjnego lakieru w tak niskiej cenie. Zdecydowanie najlepszy lakier jaki miałam. Oczywiście z grupy tych tańszych.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Szampony

Każdy z nas używa szamponów. Jest to podstawowy kosmetyk w każdej łazience. Kiedyś wychodziłam z założenia, że do pielęgnacji włosów wystarczy szampon i odżywka. Wszystko się zmieniło kiedy natrafiłam na bloga Anweny, który, swoją drogą, zmienił moje podejście do pielęgnacji włosów. Niegdyś kupowałam szampony najbardziej znane i reklamowane. Uważałam bowiem, że najlepszy szampon to taki, który jest drogi i znany. Kierowałam się jego opakowaniem i tym co obiecał producent. Nic bardziej mylnego. Obecnie kupując szampon patrzę na jego skład (INCI) oraz na cenę. Nie zerkam na "przeznaczenie" szamponu, bo szampon ma przede wszystkim włosy umyć i oczyścić z silikonów itp. Od efektów specjalnych mam odżywki, maski itd.
Jaki szampon jest najlepszy? Taki, który w swoim składzie nie ma SLS (Sodium Lauryl Sulfate) oraz jego łagodniejszego brata SLES (Sodium Laureth Sulfate) A co to są SLS i SLES?

"SLS i SLES  to tanie detergenty syntetyczne, stosowane od dawna w przemyśle do odtłuszczania i mycia urządzeń oraz pomieszczeń. Możemy je znaleźć w praktycznie każdym szamponie, żelu myjącym, czy płynie do kąpieli.  Są to prawdopodobnie najbardziej niebezpieczne ze składników stosowanych w pielęgnacji skóry i produktach do pielęgnacji włosów. To związki chemiczne powodujące lepsze pienienie się produktu, do którego są dodawane. Powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu, podrażniają skórę, wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych (w tym prosaków). Szczególnie szkodliwie działają na skórę dzieci, niemowląt oraz na skórę w okolicach narządów płciowych.

Badania na University Medical College of Georgia, wskazały, że SLS po wniknięciu do organizmu, kumuluje się w tkankach. Badanie pokazało również, że SLS dostając sie do oczu małych dzieci może powodować ich uszkodzenie, a u osób dorosłych rozwój zaćmy.

SLS jest szkodliwy dla skóry i włosów. Czyści przez niszczenie warstwy lipidowej  skóry i przez to działa wysuszająco, co przy cerze trądzikowej może powodować nadmierne tłuszczenie sie skóry, która ”broni się” wydzielając łój. Otrzymuje się w ten sposób skutek odwrotny do zamierzonego.
" - źródło: e-naturalna.pl

Kupując szampon w pierwszej kolejności przeczytajmy jego skład, a następnie udajmy się do kasy. Praktycznie wszystkie drogeryjne szampony mają w swoim składzie SLS i SLES. Najbezpieczniejsze są szampony dla dzieci i niemowląt (słynny Babydream z Rossmanna za trzy złote). Babydream jest idealny do codziennego mycia włosów, aczkolwiek może sobie nie poradzić ze zmyciem silikonów itp. Raz w tygodniu można użyć prostego szamponu ze SLES, który skutecznie oczyści włosy (np. szampony firmy Farmona, Barwa, Joanna).
Ja używam szamponu Babydream rozcieńczonego z wodą pół na pół. Do buteleczki dodaje również kilkanaście kropli aloesu, którego mam w domu od groma. Dwa razy w tygodniu mocniej oczyszczam włosy szamponem tataro-chmielowym firmy Barwa.

Zakupy

Wiosna rozpoczęła się na dobre, słońce przyjemnie grzeje, więc trzeba korzystać i wydać pieniądze. Na włosy, rzecz jasna. Postanowiłam sobie nie kupować więcej kosmetyków, póki nie zużyje wszystkich, które mam do tej pory, ale wiem, że to mi się nie uda. Niestety. Nigdy nie udało mi się dotrzymać postanowienia, więc sądzę, że tym razem będzie tak samo. Postaram się jednak do wakacji nie kupować rzeczy zbędnych.
Oto mój dzisiejszy łup:


Oczywiście uzupełniłam zapas skrzypokrzywy w pobliskim sklepie zielarskim gdzie kosztuje grosze. Jantar to największa niespodzianka i zarazem najprzyjemniejszy zakup dzisiejszego dnia. Natrafiłam na niego w niepozornej drogerii i od razu wzięłam dwa. O odżywce aloesowej Mrs. Potter's naczytałam się samych superlatyw i jestem ciekawa czy faktycznie jest warta uwagi. Dwa lakiery Essence w kolorach, które od dawna za mną chodziły, ale jakoś nie miałam po drodze do Natury. Pierwszy jest typowym nude w odcieniu kawy z mlekiem a drugi to modna miętka, w której się wprost zakochałam. Następnie szampon tataro-chmielowy z listy must have kwietnia. Szampon, którego mam zamiar używać raz w tygodniu do całkowitego oczyszczenia włosów. Ostatnie są słodkie gumeczki upolowane w Rossmanie bez metalowych wstawek, więc nie niszczą włosów.


W następnym poście napisze słów kilka o szamponach. Życzę Wam miłego popołudnia. Oby jutro w szkole Wam dobrze poszło. ;)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Marcowa pielegnacja wlosow

Marzec był miesiącem przełomowym jeśli chodzi o pielęgnacje włosów. To właśnie w marcu rozpoczęłam swoją przygodę z włosomaniactwem i wciągnęło mnie to na dobre. Fakt faktem swoją kuracje rozpoczęłam niespełna dwa tygodnie temu, ale zauważyłam już raczkujące dopiero efekty. Przede wszystkim spędziłam wiele godzin na "buszowaniu" po wielu stronach poświęconych włosom i moja wiedza na ten temat jest całkiem niezła. Mam zamiar, w miarę możliwości, dzielić się ową wiedzą. Anyłej. Oto kosmetyki, których używałam w marcu:



Troszkę się tego uzbierało i wszystkie produkty kupiłam właśnie w marcu, wydając na nie małą fortunę. 
Metoda OMO, czyli coś co stało się nieodłącznym punktem dnia. Przed samą metodą wcierałam w końcówki włosów krem nivea, który widać na zdjęciu. Następnie odżywka witaminowa Isana, szampon Babrydream (polecam!), a na koniec odżywka z olejkiem babassu Isana. Włosy zawijałam w specjalny ręczniczek z mikrofibry, a na końcówki wcierałam jedwab, który również jest na fotografii. Czasami zdarzało mi się użyć mgiełki odświeżającej marki Avon. Baaaardzo sporadycznie wcierałam we włosy nabłyszczacz do włosów ciemnych, również z Avonu. Robiłam to tylko wtedy kiedy włosy narażone były na czynniki niszczące, takie jak słońce, wiatr itp. Raz w tygodniu nakładałam na włosy odżywkę Garnier, a na nią olej Babrydream fur mama. Kilka razy po myciu użyłam mlecznego Kallosa. W skalp wcierałam wodę pokrzywową, która niestety mi się skończyła. Raz użyłam maski henna (tuż przed rozpoczęciem intensywnej pielęgnacji), którą oddaje siostrze, bo u mnie się nie sprawdziła. Moim ulubieńcem jest maseczka Gloria, kupiona pod wpływem chwilowej zachcianki. Teraz małe zestawienie moich drobnych sukcesów.

W ciągu dwóch tygodni udało mi się:
- dwa razy nałożyć olej na włosy
- trzy razy zrobić peeling cukrowy
- trzy razy nałożyć na włosy maseczkę (raz był to mleczny kallos, a dwa razy gloria - mój faworyt w tym fachu)
- przejść na metodę OMO
- zmienić sposób czesania i układania włosów
- zainwestować w specjalny ręczniczek do włosów
- rozpocząć kuracje drożdżową (za mną dwa dni picia mikstury drożdżowej)

Jak widać mam za sobą spory sukces, ale, jak pisałam wyżej, jestem na poziomie raczkowania jeśli chodzi o pielęgnacje włosów. Na kwiecień mam następujący plan:
- skończyć kuracje drożdżową
- kupić wcierkę Jantar
- kupić olej kokosowy
- kupić olej Alttery
- olejować włosy przed każdym myciem z kilkugodzinnym wyprzedzeniem
- kupić szampon tataro-chmielowy firmy Barwa
- rozpocząć kuracje skrzypokrzywa
- wcierać w skalp naftę kosmetyczną przynajmniej raz na tydzień lub dwa
- zastosować mnóstwo płukanek i domowych olei do włosów
Plus oczywiście wszystko to co robiłam w marcu. ;)

Mam jeszcze dwa punkty, które zamieszczę w osobnej kategorii, gdyż cena owych produktów nie pozwala mi na ich zakup w kwietniu:
- kupno szczotki do włosów Tangle Teezer
- kupno olejku do włosów Khadi

Mam nadzieję, że kwiecień będzie równie owocny jeśli chodzi o pielęgnacje włosów. Liczę, że ich stan się poprawi i będę miała się czym pochwalić. Obecnie moje kosmyki nie nadają się do prezentowania na blogu. 
Pozdrawiam! ;)

sobota, 24 marca 2012

Paranoje we dwoje

Mamy piękny, wiosenny i, co najważniejsze, ciepły dzień. Ostatnio zrobiłam porządek w szafie i schowałam do tyłu wszystkie zimowe ciuchy, robiąc miejsce dla wiosennej garderoby. Odświeżyłam też swoją kosmetyczkę, kupując nowe specyfiki do włosów oczywiście. W swoim czasie skrobnę kilka recenzji. Największą gratką tygodnia było dla mnie kupienie maski do włosów Kallos Crema Al Latte, na którą polowałam od miesięcy. Znalazłam ją w niepozornej drogerii i umierałam ze szczęścia ściskając litrowy słoik w rękach. Spodziewajcie się recenzji owej maski.

Dzisiaj dzień spędzam muzycznie i szalenie w rytmie Grabaża, ponieważ za parę godzin usłyszę go na żywo. Uwielbiam, kocham i wprost szaleje za Strachami. Uciekam się szykować. Może zdążę wystawić twarz do słoneczka. Trzymajcie się.


Zostawię Was z Grabażem.

Peeling cukrowy

Ostatnimi czasy moje włosomaniactwo sięga zenitu. Włosy stały się moim priorytetem jeśli chodzi o zakupy i ilość czasu spędzonego w łazience. Ostatnio wędrując po blogach natrafiłam na dziwny specyfik do włosów. Peeling cukrowy. W ten sam dzień wypróbowałam owy kosmetyk i jestem zachwycona. Robię go raz w tygodniu, dzięki czemu włosy są porządnie oczyszczone a skalp (skóra głowy) pozbawiona martwego naskórka.

Skład peelingu:
- 2 łyżki szamponu
- 4 łyżki cukru (ja używam zwykłego)

Sposób użycia:
Cukier należy wymieszać łyżką z szamponem w jakieś miseczce. Powstałą papkę wcieramy w skórę głowy. Wcześniej należy zmoczyć włosy letnią wodą. Przez pięć minut masujemy głowę peelingiem a powstałą pianę wcieramy w całą długość włosów lekko przesuwając po nich palcami. Peeling należy zmyć letnią wodą.
Po peelingu zawsze używam maseczki. Włosy "otwierają się", dzięki czemu świetnie przyjmują zbawienne działanie maski. Najlepiej zawinąć włosy workiem oraz ręcznikiem i spędzić około czterdziestu minut z turbanem na głowie. Gwarantuje Wam gładkie, lśniące, gęste włosy.

środa, 22 lutego 2012

Dobra jakosc w niskiej cenie

Jak sam tytuł wskazuje, dzisiaj zajmę się dobrymi kosmetykami w zaskakująco niskich cenach. Jestem zwolenniczką promocji i nieprzepłacania, więc mam przedmioty z niższej półki, co nie znaczy, że są gorszej jakości. Wręcz przeciwnie. Dzisiaj odwiedziłam dwie ulubione drogerie i kupiłam swoje wszystkie must have.
Zdjęcie jest co prawda fatalnej jakości, bo robione w sztucznym świetle, ale nie jest najgorzej.




1. Złoty lakier do paznokci z brokatem
 Jest to lakier nieznanej firmy, kupiony w sklepie wszystko po 2.50 złotych za... 2.50 złotych :D
Obecnie brokatowe lakiery są na topie, więc sama postanowiłam wzbogacić swoją kolekcję jednym z nich. Jestem bardzo zadowolona. Fakt faktem potrzeba trzech warstw, aby uzyskać zamierzony efekt, ale przy tak niskiej cenie nie spodziewałam się takiej rewelacji. 
2. Puder kompaktowy firmy SYNERGEN stworzonej przez Rossmann
Na wstępie powiem, że kocham i uwielbiam pudry kompaktowe. Dla mnie wprost idealne rozwiązanie. Puder kosztował mnie bodajże ok. 6 złotych (po 20% rabacie na marki młodzieżowe) i jestem z niego zadowolona. Używam go namiętnie od ponad roku i nie mam zamiaru go zdradzać. Mam najjaśniejszy odcień, czyli 01 vanillia. Mam raczej jasną karnację, więc owy puder idealnie wtapia się w moją cerę. Co więcej jego jakość powala. Jest stworzony specjalnie z myślą o cerze trądzikowej, nie zatyka porów, nie uszkadza cery. Nie ma efektu "zrolowanej tapety". Tak jak pisałam, stapia się z naturalnym odcieniem i jest tak dyskretny, że nikt nie jest w stanie dostrzec naszego "natapetowania". Idealny do codziennego, lekkiego makijażu.
3. Brązujący kompaktowy puder matujący firmy ESSENCE
Rewelacja! Uwielbiam bronzery i nie jestem w stanie się z nimi rozstać, a ten ukradł moje serce już po pierwszym użyciu. Stosowałam wiele pudrów brązujących (najczęściej były to kulkowe produkty Avonu), ale efekt soczystej marchewki na moich policzkach mnie nie zadowalał. Z tego pudru nie mam zamiaru nigdy rezygnować. Jest w pięknym odcieniu kawy z mlekiem i ślicznie wygląda na kościach policzkowych. Ja mam akurat odcień 02 i dla mnie jest idealny. Kosztował ok. 13 złotych i uważam, że jest wart o wiele, wiele więcej. Gorąco polecam wszystkim, którzy są uzależnieni od konturowania twarzy. Ja pasjonuję się tym od paru miesięcy i nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez zaakcentowania policzków.
4. Pomadka CARMEX
O Carmexie już pisałam i nie będę się powtarzać. Zainteresowanych zapraszam TU, gdzie wystawiłam małą recenzje. Jest to mój największy must have! Cena to około 9 złotych.
5. Tusz do rzęs marki ESSENCE
Litania pozytywów pod adresem tego tuszu również była, więc nie będę się powtarzać. TUTAJ znajdziecie recenzje. Cena tuszu to około 10 złotych. Wystrzegajcie się zielonego odpowiednika. Fatalny.
6. Paletka cieni do brwi marki ESSENCE
Kolejna rewelacja w mojej kosmetyczce. Kocham tą paletkę i nigdy, nigdy się z nią nie rozstanę. Efekty są zachwycające. Paletka składa się z dwóch cieni, ciemniejszego i jaśniejszego; pędzelka do aplikacji oraz trzech różnych szablonów, które w moim przypadku są zbędne. Cienie proste w obsłudze, trwałe i praktycznie dyskretne. Nie osypują się i nie tworzą efektu "sztucznych brwi". Niestety wersja kolorystyczna paletki jest odpowiednia dla ciemnowłosych dziewczyn. Używam jaśniejszego cienia, który tak czy siak jest dosyć ciemny na brwiach, więc blondynki nie znajdą w nim przyjaciela. Cena paletki to coś koło 10 złotych.
7. Korektor do twarzy firmy SYNERGEN stworzonej przez Rossmann
Korektor, podobnie jak puder, stworzony z myślą o cerze trądzikowej. Jest antybakteryjny i przeciw wypryskowy. Moim zdaniem rewelacja. Pokrywa wszystkie "niedoskonałości" nie przetłuszcza, nie zostawia przebarwień i ładnie zlewa się z kolorem cery. Dodatkowo świetny pod oczy, jeżeli ktoś ma problemy z cieniami pod oczami. Co więcej mogę powiedzieć? Jest to mój typ numer jeden jeśli chodzi o maskowanie niedoskonałości. Również posiadam odcień 01. Cena korektora to coś w granicach 6 złotych (po 20% rabacie na marki młodzieżowe).
8. Odżywka firmy Garnier
Niestety nie miałam przyjemności jeszcze jej użyć, ale kupiłam ją z myślą maseczki, a nie odżywki, więc możecie spodziewać się recenzji w swoim czasie. Cena odżywki to 10 złotych.
9. Podkład antybakteryjny firmy SYNERGEN stworzonej przez Rossmann
Podobnie jak puder i korektor jest stworzony do cery trądzikowej, kryje niedoskonałości i NAWILŻA. Tak moi drodzy. Nawilża. Nie tego się spodziewałam po tanim podkładzie (cena to zaledwie 7 złotych po 20% rabacie). Bałam się, że będzie beznadziejny i uszkodzi moją nie najlepszą cerę, a tu taka niespodzianka. Nigdy nie używałam lepszego podkładu, a ten jest rewelacyjny. Porównywalny do tych z najwyższej półki, niekiedy lepszy. Stapia się z cerą, nie roluje, nie zbiera się w "zmarszczkach", nie osadza się na wysuszonej skórze, nie przebarwia. Cudowny. Tylko tyle mogę powiedzieć. Odcień to oczywiście 01.
10. Żel antybakteryjny CleanHands do mycia bez użycia wody
Tego nie miałam w planach zakupów, ale kiedy zobaczyłam cenę (zaledwie 2.50 złotych) skusiłam się i nie żałuję. Nawilża, chroni i usuwa zanieczyszczenia, a chyba o to nam głównie chodzi. Ma dosyć specyficzny zapach i kiedy na dłoniach znajdzie się nadmiar produktu czuć od niego mocno alkoholem. Fakt faktem nic nie zastąpi wody i mydła i używam go tylko w kryzysowych sytuacjach, kiedy akurat wody i mydła pod ręką nie ma. Kupiony w Rossmannie.

Jak widzicie nie lubię wydawać pieniędzy na drogie kosmetyki i w mojej kosmetyczce nie znajdziecie super drogich produktów. Dobra jakość w niskiej cenie - to jest to co lubię. W następnej notce dodam ABC codziennego makijażu. Pozdrawiam!

niedziela, 12 lutego 2012

Farbowanie

Kiedy farbowałam włosy bałam się, że po spłukaniu skończę, jako farbowana blondynka... Efekt? Moje włosy mają taki sam odcień, jak przed farbowaniem. Są odrobinę bardziej jednolite, błyszczą i są gęstsze. Nie będę dodawać zdjęć, bo to nie ma sensu. Nie widać prawie żadnej różnicy. Pomijając fakt kiepskiego efektu przejdę do samego produktu. Jest szybki i łatwy w obsłudze. Trzeba wymieszać trzy różne płyny i walnąć na włosy na 25 minut. Farba nie pachnie najlepiej, ale ma świetną konsystencje i nie spływa z włosów. Szybko się ją spłukuję a po wysuszeniu włosy nie są aż tak przesuszone. Chyba tyle mogę powiedzieć o tym produkcie. Zawiodłam się i nie zamierzam ponownie go kupować.
Ocena produktu: 2/10 (może na innych włosach widać kolor)
Cena: opakowanie farby/ok. 12 zł

Orzechowy blond

Jako, że przez rok męczyłam moje włosy wszelkimi farbami w odcieniu rudym, moje włosy nie mają jednolitego koloru. Są brązowe z różnymi rudawymi refleksami i odrostami. Przez pół roku próbowałam wypłukać owe "przebarwienia" z marnym skutkiem. W ostateczności postanowiłam sięgnąć po szampon koloryzujący. Wybrałam linie Schwarzkopf Palette Color Shampoo w odcieniu Orzechowego blondu (317).


Tak się prezentuje opakowanie. W istocie kolor włosów tej pani nie ma nic wspólnego z kolorem blond, ale jest najbliższy mojemu naturalnemu kolorowi. Chciałabym uzyskać odrobinkę jaśniejszy efekt. Wybrałam wersje zmywalną po dwudziestu czterech myciach. Z opinii wielu osób, wiem, że odrosty są widoczne po miesiącu od farbowania. W moim przypadku nie będzie się to aż tak rzucać się w oczy, bo mam brązowe kosmyki Z pomocą siostry zafarbuję włosy wieczorem, więc wtedy dodam zdjęcia przed i po farbowaniu oraz stosowną opinię.

niedziela, 5 lutego 2012

Gliss kur

W swoim czasie pisałam Wam o swoich okropnych włosach. Dzisiaj wystawie malutką recenzję kosmetyków, które mam przyjemność stosować już od dłuższego czasu.



Jak widać dwa pierwsze produkty są firmy Schwarzkopft. Od razu przyznam, że nie byłam przekonana co do ich kupna. Pierwszy raz mam kontakt z produktem tej firmy i jestem zachwycona. Seria Gliss Kur stała się moją ulubioną. Szampon i odżywka są do włosów bardzo zniszczonych i suchych. Jako, że zapuszczam włosy jest to wprost idealne rozwiązanie. Kosmyki po umyciu i użyciu odżywki są lśniące, gładkie, nie puszą się. Ciekawostką jest, że podczas zmywania odżywki, włosy mają efekt "sypkości". Jest to coś czego nie spodziewałam się po tak tanim produkcie. Jedyną wadą jest niezachęcający zapach szamponu. Odżywka pachnie troszkę lepiej, ale zapach utrzymuje się maksymalnie jeden dzień. Nie stanowi to dla mnie problemu, bo codziennie myję włosy. Na przemian z szamponem Schwarzkopft używam szamponu przeciwłupieżowego Head&Shoulders przeciwko wypadaniu włosów. To jest mój szampon "weekendowy". Używam go tylko w weekendy i jestem zadowolona. Włosy pięknie pachną, są gęstsze i bez łupieżu. Nie wiem czy wiecie, ale włosy mają tendencje do "rutyny". Przyzwyczajają się do danego produktu i niestety nie ma widocznych efektów. Dlatego należy stosować dwa różne szampony żeby włosy nie miały czasu się "przyzwyczaić". Ja jestem zadowolona z efektów wszystkich produktów i moje kosmyki nigdy nie prezentowały się lepiej.

Ocena produktu: 8/10
Cena:
Szampon Gliss kur 400 ml/ok. 15 zł
Odżywka Gliss kur 250ml/ok. 10 zł
Szampon Head&Shoulders 400ml/ok. 25 zł

Mimo że w rossmanie zostawiłam ok. 50 zł, jestem zadowolona. Produkty są wydajne i starczą na pół roku. Szampon z Head&Shoulders pewnie na rok. Co do odżywki to będę musiała kupować ją częściej. ;)

Po raz pierwszy... Piosenka na dziś: Harry Potter and the Deathly Hallows - Epilogue
(jestem wprost zakochana w soundtracku z Insygni - zarówno pierwszej jak i drugiej części. Alexandre Desplat to geniusz.) - szkoda, że to już koniec, miałam piękne dzieciństwo...

wtorek, 27 grudnia 2011

Chaos

Jak sam tytuł wskazuję dzisiejsza notka będzie chaotyczna. Więc. Co do prezentów świątecznych. Powiem tak. Jedne z najlepszych i najbardziej obfitych Świąt. Pod choinką znalazłam nową prostownice (mam nadzieję, że jej żywot będzie długi i piękny), dużo rajstop i bielizny, słodycze, wymarzoną torbę listonoszkę (kocham ją od pierwszego wejrzenia), wymarzone buty (jak widać marzenia się spełniają), kalendarz ścienny i ogromną ilość słodyczy. Posypało się też troszkę pieniędzy, które w najbliższym czasie przepuszczę w sh.
Dzisiaj trafiła mi się niezła gratka na grzeboczku. Znalazłam śliczną, koronkową, czarną miniówkę z H&M za śmieszną cenę 15 złotych. Uwielbiam takie niespodzianki. Co więcej jest to spódniczka dziecięca, do której udało mi się wcisnąć. Mam szczęście być osobą niską. Już nie raz mi się poszczęściło i kupiłam coś taniej na dziale dziecięcym. W przypadku spodni z Terannowej kupuje spodnie na 11-12 latki, które po jakimś czasie użytkowania "rosną" na mój rozmiar. Tak przedstawia się mój dzisiejszy łup :

Następnie mam do zrecenzowania tusz do rzęs, który miałam przyjemność sobie ostatnio kupić.



Jak widać jest to tusz marki Essence. Do kosmetyków tej firmy nie jestem przekonana, bo w przeszłości niejednokrotnie mnie zawiodły. Ale o tym tuszu naczytałam się samych rewelacji i postanowiłam się skusić. Nie żałuję. Lepszego nie miałam przyjemności używać. Jest porównywalny, w mojej opinii, do tych droższych z Maybelin tudzież Max Factor. Spodziewałam się klapy a w zamian zyskałam wymarzony tusz w niskiej cenie 10 zł, z którego nie zrezygnuję. Świetnie wydłuża i pogrubia rzęsy, nie pozostawia grudek nawet po kilku warstwach. Efekty sztucznych rzęs w moim przypadku nie ma, bo mam strasznie krótkie rzęsy, ale tak czy siak faktem pozostaje, że lepszych efektów nie mogłam sobie wymarzyć.

PS W swoim czasie mam zamiar wystawić na allegro praktycznie nową torbę z New Yorkera. Umieszczę tu wtedy odpowiedni link. Sprzedam ją za 30 ewentualnie 25 złotych. Polecam. ;)

niedziela, 13 listopada 2011

Usta jak marzenie




Przypomniałam sobie, że miałam się pochwalić nową pomadką, którą ostatnio nabyłam w drogerii. Jest to pomadka firmy Carmex. Dałam za nią przeszło 9 zł, ale jest warta każdej kwoty. Świetna, oleista konsystencja sprawia, że usta są odpowiednio chronione i odżywione. Dodatkowo posiada filrt UV 15 na zimę i lato co jest niesamowicie ważne. Ciekawostką jest to, że produktów Carmex używają gwiazdy Hollywood. Mam zamiar kupić jeszcze błyszczyk. Polecam wszystkim, których wargi są spierzchnięte i pękają. Nie zraźcie się wysoką ceną. Sztyft starcza na bardzo długo.

niedziela, 18 września 2011

O kosmetykach



Hej. Dzisiejsza notka będzie trochę inna od pozostałych. Postanowiłam napisać Wam o kosmetykach, których używam na codzień oraz o oszczędnym kupowaniu wcześniej wymienionych. Otóż ja należę do osób, które chcą mieć jak najlepszą jakość w jak najniższej cenie.  Jestem zwolenniczką promocji, rabatów, gratisów itd. Nie lubię wydawać bezmyślnie kupy pieniędzy skoro dany produkt mogę kupić w mniej znanej firmie i w o wiele niższej cenie.
Na początek przedstawię Wam kosmetyki do twarzy. Wszystkie mam z Ziaji oraz Evy, które stosuje zamiennie. Jako, że jestem alergiczką muszę mieć dobrane specjalne kosmetyki, które nie podrażnią mojej wrażliwej cery, ale również zadbają o nią. O moją buźkę dba :
Żel antybakteryjny z serii Tin Tin - za buteleczkę, która ma ok. 200 ml zapłaciłam coś ponad 8 złotych
Tonik antybakteryjny również z serii Tin Tin -  tak jak wyżej napisałam za buteleczkę 200 ml zapłaciłam koło 8 złotych
Krem antybakteryjny z serii Nuno - 60 ml 9 złotych
Krem na lato i zime z filtrami UV i UVB - 60 ml w cenie 5 złotych, dodatkowo dostałam pomadkę oliwkową w cenie kremu.
Podsumowując. Kosmetyki z Ziaji są bardzo delikatne i wszystkie, które mam do twarzy są przeciwtrądzikowe. Rewelacji nie ma, ale moja cera jest zawsze oczyszczona i świeża. I co najważniejsze nie jest podrażniona przesz szkodliwe ingrediencje. Dodatkowo mam jeszcze peeling do twarzy z Avonu z serii dla nastolatek, który niestety był odrobinę droższy, ale cera po nim jest gładka jak pupa niemowlaka. ;)
Do włosów używam szamponu Head&Schoulders przeciwko wypadaniu - 400 ml w cenie 16 złotych. Od razu powiem, że jestem zachwycona tym szamponem i nie zamierzam z niego rezygnować. Ma świetny zapach i włosy faktycznie mniej mi wypadają, mam ich więcej, są zdrowe i przede wszystkim bez łupieżu.
Do ciała mam żele pod prysznic z Ziaji - niestety mam ich tak dużo, że nie będę wymieniać wszystkich. Duża butelka żelu kosztuję ok. 6 złotych i starcza na bardzo długi okres czasu, bo żel jest wydajny. Dobrze się pieni i cudownie pachnie.
Dodatkowo pragnę polecić balsam do ciała firmy Lirene. Jest to balsam brązująco-ujędrniający o zapachu Cafe Latte. Kupiłam go podczas wakacji za 16 złotych, aby przedłużyć opaleniznę i jestem wprost zachwycona jego działaniem i pięknym zapachem. Brązuje stopniowo i bardzo delikatnie, nie pozostawia pomarańczowych smug i plam na ubraniach. 250 ml tego cudu.
Wszystko to kupiłam w drogerii Rossmann bądź w Naturze. Od razu powiem, że polowałam na promocje żeby kupić je nieco taniej. Kosmetyki z Ziaji nie należą do drogich a stosuje je od paru miesięcy i jestem zadowolona z efektów. I biorąc pod uwagę wcześniejszą notkę, mają same plusy.
W następnej napiszę Wam co nieco o kosmetykach, które można zrobić w domu. Pozdrawiam!

sobota, 17 września 2011

Testowanie na zwierzetach



Poruszona postem koleżanki postanowiłam również sama coś wspomnieć na ten temat. Często lekkomyślnie kupujemy różne produkty czy to kosmetyczne czy spożywcze. Nie zastanawiamy się nad tym czy dany produkt testowany był wcześniej na jakimś zwierzęciu. Wiem o tym, bo sama sporadycznie zwracałam na to uwagę. Postanowiłam wsiąknąć głębiej i trochę więcej poczytać o kosmetykach testowanych i nietestowanych na zwierzętach. Od dziś będę się starała kupować kosmetyki całkowicie niezwiązane z tym brutalnym sposobem sprawdzania jakości. Zaangażuję w to znajomych. Wiem, że w ten sposób nie wskóram zaniechania tych okropnych praktyk, ale przynajmniej sama będę miała tę świadomość, że być może uratowałam jakiemuś zwierzakowi życie. Proszę was. Poświęćcie trochę czasu i poszukajcie na internecie firm i produktów, które mogą uratować życie niewinnym zwierzątkom. Nawet głupi jogurt przed wpuszczeniem do sprzedaży jest testowany na tych stworzeniach.
Poniżej umieszczę Wam firmy kosmetyczne, które nie testują kosmetyków na zwierzętach :
- Bielenda
- Avon
- Eris
- Farmona
- Kolastyna
- Miraculum
- Pollena-Ewa
- Primer
- Ziaja
- Oriflame
Same możecie poszukać. Ale polecam strony promowane przez PETE.