sobota, 23 lutego 2013

Rok włosomaniactwa, czyli (nie) małe podsumowanie rocznej pielęgnacji włosów.

Równy rok temu zainteresowałam się dbaniem o włosy i poszukując czegoś co mogłoby uratować moje zniszczone rocznym farbowaniem, rocznym prostowaniem, następnie rocznym kręceniem włosów na lokówce... trafiłam na bloga Anwen. To było przeznaczenie, cud? Nazwijcie to jak chcecie, ale Anwen ze swoją wiedzą uratowała moje włosy od całkowitego zniszczenia. Wierzcie mi. Moje włosy wiele przeszły, aż dziwie się, że coś mi na głowie zostało. Rok farbowania henną Venita (miałam na głowie wszystkie odcienie rudego). Przez ten rok farbowania zawijałam je dzień w dzień na lokówkę. Wcześniej dzień w dzień prostowałam. W 2012 roku zaczęłam przygodę z farbami trwałymi. Ale tak naprawdę początkiem marca wkręciłam się na dobre we włosomaniactwo. Poniżej przedstawię Wam krótką fotorelacje. Podejrzewam, że na to czeka każda włosomaniaczka. ;)


Włosy po ponad miesiącu pielęgnacji (początek kwietnia)



Nie wiem kiedy zdjęcie dokładnie było robione, ale podejrzewam, że jest to środek bądź koniec kwietnia, po akcji drożdżowej.



Początek maja (najprawdopodobniej po podcięciu końcówek, włosy są krótkie ;o )


 Sierpień


 Wrzesień (zafarbowane na ciemny brąz)


 Koniec grudnia


I.... Uwaga, uwaga....


Koniec lutego 2013, czyli obecny stan włosów

Myślę, że stan włosów uległ sporej poprawie. Na zdjęciach tego nie widać (przy okazji przepraszam za koszmarną jakość, ale niestety lepszym sprzętem nie dysponuje :c), ale włosy są naprawdę ładne. Długie, sypkie, błyszczące, gładkie... Nic tylko dotykać. Po roku pielęgnacji mogę to powiedzieć. Moje włosy w końcu są ładne.
A co powiedziałaby moje włosy gdyby umiały mówić?

Ulubiony szampon: Barwa Tataro-Chmielowa, do zmywania olei Szampon Babydream
Ulubiona odżywka do mycia: Balsam Aloesowy Mrs. Potter's
Ulubiona odżywka do spłukiwania: Garnier Awokado i Masło Karite, Kallos Crema al Latte w formie odżywki
Ulubiona maska: Alterra Granat i Aloes z dodatkiem nafty kosmetycznej, miodu, aloesu, oliwy z oliwek, oleju rycynowego oraz gliceryny
Ulubiona odżywka bez spłukiwania: Joanna Naturia Pokrzywa z zieloną herbatą
Ulubiony olej: Olej babydream (niebieski) z dodatkiem oleju rycynowego
Ulubiona wcierka: Joanna Rzepa, wcierka z kozieradki, Olejek łopianowy z papryczką chilli Green Pharmacy
Ulubiony zabezpieczacz końcówek: Joanna Rzepa serum regenerująco-wzmacniające na końcówki, Jedwab CHI
Ulubiona płukanka: płukanka z siemienia lnianego
Co kochają moje włosy: duuuuuuużo nawilżenia, miód jako dodatek, siemie lniane i olej rycynowy na piękny połysk, kochają olejowanie.
Czego nie lubią moje włosy: nie przepadają za proteinami, nienawidzą szkodliwego ciepła (suszarka, prostownica etc.)
Co wewnętrznie?: drożdże, skrzyp z pokrzywą, calcium pantothenicum

Małe porównanie. Udało mi się znaleźć odpowiednią bluzkę!

   Chyba widać jaki duży mam przyrost. ;) (pierwsze zdjęcie jest z kwietnia/maja, więc minęło zaledwie 8/9 miesięcy! dla mnie to niesamowite)


Jaram się tym jak się błyszczą na drugim zdjęciu... Magia. A na górze widać sterczące babyhair!


Kiedyś umieściłam zdjęcie włosów tyłem z zaznaczoną długością, do której dążę. Postanowiłam dodać je z okazji rocznego podsumowania. 

 
Po lewej zdjęcie sprzed prawie roku, a po prawej obecne włosy. Jestem coraz bliżej celu! W razie jakiś wątpliwości... Włosy ze zdjęcia po prawej stronie NIE były prostowane. To efekt spania w kucyku. Myślę też, że sprawcą prostych włosków jest olej, który trzymałam dzień wcześniej przed myciem., Normalnie moje włosy układają się w delikatne fale. W rzeczywistości włosy są o wiele gęstsze. Aparat wszystko przekłamuje. Poza tym. Włosy z pierwszego zdjęcia są pocieniowane i podkręcone, toteż sprawiają wrażenie gęstszych. 

SUKCESY
1. Nigdy nie miałam tak długich i zadbanych włosów
2. Całkowicie odstawiłam lokówkę, prawie całkowicie prostownice i suszarkę. 
3. Przekonałam siostrę do włosomaniactwa. Jeśli przeczyta ten post, to serdecznie pozdrawiam! Dbaj dalej o swoje piękne loki. ;)
4. Moje koleżanki z klasy również wciągnęły się we włosomaniactwo, kilka piło nawet drożdże!
5. Często słyszę komplementy na temat moich włosów odnośnie ich długości, połysku... To niesamowite.
6. Pokochałam swoje włosy.

PLANY
1. Zrezygnować z drogeryjnych farb i przerzucić się na prawdziwą hennę Khadi
2. Zapuścić zdrowe włosy.
3. Szerzyć włosomaniactwo najbardziej jak się da.
4. Nieprzerwanie dbać o włosy.
5. Zacząć pić olej lniany.

Czy włosomaniactwo popłaca? Same musicie ocenić. Ja uważam, że jak najbardziej tak. Nie żałuję żadnej złotówki, którą wydałam na pielęgnacje włosów. Co jest najważniejsze na początku? Przede wszystkim cierpliwość i systematyczność... Pamiętam jak po miesiącu intensywnej pielęgnacji nie było praktycznie żadnych efektów... Najważniejsze to się nie zniechęcać. Początki zawsze są najtrudniejsze, ale naprawdę warto być cierpliwym i powoli dążyć do swojego celu. 

Po niecałym roku intensywnego dbania o włosy mogę powiedzieć z ręką na sercu, że... KOCHAM SWOJE WŁOSY!

A Wam dziewczyny życzę abyście również mogły to powiedzieć. 
Pozdrawiam!

czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, Święta i po...

Hej. Dawno mnie tu nie było za co bardzo przepraszam, ale na jakiś czas musiałam zrobić sobie przerwę od blogowania. Jak minęły Wam Święta? Mi bardzo dobrze. Prezenty w tym roku były wyjątkowo udane. Pod choinką znalazłam pełne wydanie Przygód Sherlocka Holmesa, jakiś romans, piżamę, zakolanówki, słodycze, kosmetyki i pieniądze. Większość pieniędzy już wydałam. Głównie na kosmetyki do włosów. Kupiłam też kolejny tusz do rzęs (powoli zaczynam się od nich uzależniać) oraz perfumy Playboy Play It Spicy.
A co słychać u moich włosów? Sporo się u nich działo w ostatnim czasie.




 Nie mam pojęcia czemu jakość jest taka beznadziejna... I przepraszam za piżamowy strój, ale zdjęcia były robione rano. Wracając do włosów. Zrobiłam sobie przedziałek na środku oraz zafarbowałam włosy na ciemną czekoladę. Fale są efektem całonocnego warkocza. Co więcej, w końcu podcięłam końcówki. Włosy straciły na długości około 4 cm. Co słychać w pielęgnacji? Obecnie do pielęgnacji włosów stosuje szampon Barwa Tataro-chmielowa na przemian z Babydream, odżywkę Garnier avokado i masło karite, odżywkę Shauma masło shea i ekstrakt z kokosa, odżywkę Schwarzkopft Gliss Kur oil nutritive, maskę kallos al latte, maskę Alterra Granat i Aloes, odżywkę bez spłukiwania Joanna mięta i wrzos, jedwab CHI na końcówki. Czasami bawię się też z siemieniem lnianym, robię płukanki/maski. I do maski, którą robię raz w tygodniu zazwyczaj dodaję oliwę z oliwek, miód, naftę kosmetyczną i aloes. Ograniczyłam też mycie włosów i staram się je myć co dwa dni. Jak widać nie mam już tak dużo kosmetyków jak wcześniej, bo szkoda mi tylu pieniędzy. Wiem jakie kosmetyki lubią moje włosy i daje im absolutne minimum. Są zadowolone. ;) Czasami mniej znaczy więcej.  Poza tym. Po moim szalonym pomyśle z ombre, moje końcówki są w tragicznym stanie i nie chce ich przeciążyć, przesuszyć itp. Mam zamiar wrócić do picia skrzypu z pokrzywą oraz drożdży, żeby móc obciąć zmasakrowane końcówki nie tracąc przy tym na długości.

czwartek, 13 września 2012

Odzywka idealna?

Wpadam do Was na szybko z moim nowym odkryciem, bo zaraz uciekam do łóżka a czeka mnie jeszcze zadanie z podstaw przedsiębiorczości. Do tematu. Wczoraj podczas mycia włosów odrobinkę zaszalałam i zmieszałam na dłoniach wszystko co stało na półeczce z kosmetykami do włosów. Na mojej ręce wylądowała Isana z olejkiem z babassu, emulsja gloria, 60-sekundowa maseczka Marion z octem z malin oraz maska Alterra Granat i Aloes. Powstałą mieszankę nałożyłam na włosy na około 10 minut i zmyłam. Na następny dzień rozczesałam włosy szczotką. Efekty?
- włosy były niesamowicie gładkie i błyszczące (niczym z reklamy)
- gęste, gęste i jeszcze raz gęste! (powstało malutkie sianko, ale nie wyglądało to źle... wręcz przeciwnie)
- włosy były sypkie
- wyraźnie nawilżone i mięsiste
Wypróbujcie. Jestem ciekawa jak sprawdzi się u Was. Może spróbuję wypróbować mieszankę w wersji maski i potrzymam ją dłużej z workiem i ręcznikiem, ale obawiam się, że może obciążyć włosy. Czasami warto trochę namieszać. ;) Mam zamiar pobawić się jeszcze troszkę w chemika i wymieszać inne kosmetyki.  Tymczasem uciekam. Dobrej nocy i udanego weekendu! 

niedziela, 9 września 2012

Laminowanie wlosow zelatyna - podejscie drugie

Tak jak obiecałam, dzisiaj pojawia się post dotyczący laminowania włosów żelatyną. Tym razem skorzystałam z przepisu umieszczonego na blogu Czarownicującej (tutaj macie owy post). Wybrałam opcje 3, czyli INTENSYWNĄ. Przepis jak zwykle ten sam. 2 łyżki żelatyny na dwie, trzy łyżki przegotowanej wody oraz około pół łyżki maski/odżywki. Można dodać odrobinę oleju, soku z cytryny, miodu... Czego dusza zapragnie. Ja moją maskę żelatynową wzbogaciłam olejem i sokiem z cytryny. 
Od czego zaczęłam? Umyłam włosy tak jak zwykle, osuszyłam ręcznikiem i nałożyłam powstałą papkę. Na wstępie wspomnę, że nakładanie żelatyny było okropnie trudne i nieprzyjemne. Stężała masa nie chciała współpracować i mordowałam się z nią bardzo długo a tak czy siak nie udało mi się pokryć wszystkich włosów. Kiedy w końcu udało mi się uporać z upierdliwą żelatyną, przeszłam do przedostatniego punktu. Suszenie włosów suszarką. Suszyłam i suszyłam aż w końcu włosy zesztywniały i wyschły. Nie wiem czy tak miało być czy nie, ale zamiast włosów miałam jeden, wielki, sztywny kosmyk? Inaczej tego nazwać nie umiem. Potem przyszła kolej na wypłukanie sztywnej, stężałej żelatyny z włosów. Wtedy się zaczęło. Kiedy zamoczyłam włosy od razu sobie uświadomiłam, że nie będzie tak pięknie i łatwo. Żelatyna nie chciała się zmyć. Na początku polewałam włosy letnią wodą i myłam żelem Facelle. Na marne. Włosy nadal były sztywne. Przeraziłam się nie na żarty. Modliłam się w duchu żeby to dziadostwo wypłukało się z moich biednych włosów. Zaczęłam polewać włosy najcieplejszą wodą jaką mogłam i dopiero to zaczęło przynosić efekty. Po około 20 minutach włosy były wolne od żelatyny, ale ich stan pozostawiał wiele do życzenia. Potraktowane niemal wrzątkiem nie prezentowały się najlepiej. Odratowałam je maską L'biotica Biovax. 
Efekty? Cóż. Połowa włosów w ogóle nie została pokryta żelatyną, a te, które były nie różniły się bardzo od tych pokrytych. Zdecydowanie aprobuje metodę pierwszą i to tej metodzie będę wierna.

sobota, 8 września 2012

Jesiennie?

Tak właśnie wygląda pogoda w górach. Czuję już nadchodzącą jesień. Zbliża się coraz większymi krokami. Czy to dobrze? Nie mam pojęcia. Nie lubię jesiennej pogody. Deszczu, błota... Ale nie znoszę też siedzieć w szkole, kiedy za oknem błękitne niebo, słońce i upał. Człowiekowi nigdy nie da się dogodzić. 
Korzystając z "wolnego czasu" nadrabiam seriale, bo potem nie będzie na to czasu. Właściwie powinnam w tej chwili czytać "Quo Vadis", ale jakoś brak mi motywacji i leżę w łóżku z laptopem podjadając Nussbeissera. Kot co chwile mnie atakuje i włazi na klawiaturę zasłaniając ekran. Pocieszne stworzenie. Ta mała paskuda skończyła dwa dni temu trzy miesiące.
Poza tym u mnie nic nowego, jakoś leci. Jutro wyczekujcie posta o nowym sposobie laminowania włosów. Uciekam pod kołdrę, bo chyba coś mnie zbiera. Trzymajcie się!

,, Siadaj koło mnie
To dla Ciebie jest ławka
Posłuchaj jak pięknie o miłości gada
Ten który miłości nigdy nie zaznał. ''


PS Jak widać zmieniłam wygląd bloga. Bardzo mi się podoba, mam nadzieję, że Wam również. ;)

czwartek, 6 września 2012

Wrzesniowo

Cześć dziewczyny. Mam nadzieję, że pierwszy tydzień szkoły mija Wam przyjemnie i bez stresu. Studenci mają jeszcze miesiąc laby, ale przeleci Wam szybciej niż myślicie. Ja zaczęłam naukę w nowej szkole. Jest to technikum hotelarskie o profilu hotelarskim. Jak wiecie w zeszłym roku miałam małą przygodę z liceum ogólnokształcącym z rozszerzoną matematyką, językiem polskim i angielskim. Muszę przyznać, że ciesze się, że liceum okazało się pomyłką w moim przypadku. Jak na razie w nowej szkole bardzo mi się podoba i mam dużą mobilizacje do nauki. W końcu zawód musi być. ;) Obecnie mamy luzy, ale podejrzewam, że to zmieni się wraz z przyszłym tygodniem. Wszystkim życzę udanego i owocnego roku szkolnego. Oby szybko zleciał. Czekamy na wakacje!
Teraz pora przejść do najbardziej interesującej nas kwestii. WŁOSY!  Żyją sobie całkiem dobrze, rosną, farba nadal się trzyma. Dbam o nie bardzo. A raczej staram się, bo szkoła się zaczęła i często przychodzę wyczerpana i nie mam na nic siły. Ale włosy nadal są jednym z priorytetów. Powoli staje się też ceromaniaczką, ale to proces dopiero co kiełkujący. Ostatnio laminowałam włosy inną metodą i zrobię o tym osobny post. Myślę, że być może w weekend. No i obiecana recenzja farby. Ale dopiero jak wyrobie sobie klarowną i obiektywną opinie na jej temat. Ostatnio mam problemy ze skalpem i próbuje go ratować od każdej strony, ale marnie mi wychodzi. Jest jakby wysuszony i głowa niemiłosiernie mnie swędzi. To nie łupież. Nie nakładam oleju na skalp, więc to na pewno nie jest powód. Myślicie, że porządny peeling pomoże? Spróbuję. 
Na dzisiaj to tyle. Zaraz idę ogarniać prezentacje samej siebie. Jutro mam już pierwsze zaliczenie z języka polskiego. Boję się, boję. Trzymajcie kciuki. No i miłego ostatniego dnia w szkole. Trzymajcie się!

sobota, 1 września 2012

Prawie idealne

Dzisiaj miałam cały dzień wolny, więc poświęciłam sporo czasu na pielęgnacje włosów. Udało mi się wydobyć najprawdziwsze loki! Co prawda pewnie rozprostowałyby się po jakiejś godzinie, ale sam fakt ich obecności skutecznie poprawił mi humor. Dam dwa zdjęcia, wybaczcie jakość:



Jak widać znowu zmieniłam kolor włosów co wyszło mi na lepsze. Farbowałam farbą Joanna. W swoim czasie będzie recenzja tej rewelacyjnej farby.

Jak wydobyłam loki? Umyłam włosy metodą OMO. Pierwsze O to była odżywka Isana witaminowa. Następnie umyłam włosy płynem do higieny intymnej Facelle. Drugie O to odżywka Garnier Avokado i masło karite wymieszana z emulsją "Gloria". Następnie na lekko osuszone włosy koszulką nałożyłam odżywkę bez spłukiwania Joanna Naturia Zielona Herbata i Pokrzywa. Kiedy włoski prawie całkowicie wyschły związałam je w ślimaczka na czubku głowy i paradowałam tak po domu kilka godzin. Efekt końcowy całkowicie mnie zachwycił. Włosy są niesamowicie gładkie, błyszczące i układają się w przepiękne loki. Uwierzcie mi. Zdjęcia nie potrafią całkowicie tego pokazać. Przede wszystkim jakość zdjęć nie odzwierciedla w pełni rzeczywistego wyglądu włosów. Jaram się i ciągle przeglądam w lustrze. :D

środa, 29 sierpnia 2012

"Nie pozwol mi odejsc tej nocy..."

Pije kakao i powoli oswajam sie z mysla, ze juz niedlugo szkola. Nowa szkola. Z jednej strony ciesze sie, bo poznam mase nowych, mam nadzieje fajnych ludzi. Z drugiej nie, bo przeraza mnie ogrom nauki. Tym razem praktycznie w ogole nie odczulam tego, ze mam wakacje. Przelecialo niesamowicie szybko. Bylo kilka wyjatkowych chwil, ale to nie to samo co rok wczesniej... Przede mna ostatni "turbo melanz" - zegnamy wakacje w naszym stylu. Z jednej strony to tez dobrze, bo od ciaglego zlego samopoczucia po tych wakacyjnych imprezach mozna oszalec.
I boje sie piatku. Ostatniego piatku, ktory bedzie taki, jaki powinien byc kazdy dzien. Boje sie, ze wiecej takich wspanialych piatkow nie bedzie. Zeby bylo tak dobrze jak jest teraz. Albo jeszcze lepiej. Znajac mnie  i moje szczescie pewnie bedzie tak samo zle jak bylo. Jesli nie gorzej. Tylko tym razem bede sie trzymac terazniejszosci - tylko to moze mi przyniesc normalnosc. Zasuwac caly czas do przodu nie ogladajac sie za siebie. No i dobija mnie to, ze dzisiaj bede musiala spac na znienawidzonym lewym boku, bo mam swiezo przedziurawione prawe ucho. Jak sie zagoi to pokaze efekt. 

I ogolnie przepraszam za taki nedzny wpis. Po prostu jakos ciezko jest i gdzies musze powypisywac swoje smuty. Zycie nastolatka wbrew pozorom nie jest takie latwe. 
Mam nadzieje, ze uda mi sie ogarnac i znowu wrocic do normalnych, wlosowych wpisow. Licze, ze beda one czestsze niz dwa, trzy razy w miesiacu. I przepraszam za brak polskich znakow, ale klawiatura tez mnie dzisiaj nie lubi i nie chce wspolpracowac. Jak sie naprawi to poprawie. 

Lykke Li - Tonight

Mam nadzieje, ze u Was o wiele lepiej niz u mnie i, ze wakacje mieliscie udane. Zycze wspanialych ostatnich dni lenistwa. Trzymajcie sie.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Laminowanie wlosow zelatyna - moje odczucia

Tak jak obiecałam dzisiaj pojawi się raport na temat laminowania włosów żelatyną - przeczuwam, że będzie to prawdziwy hit wśród włosomaniaczek. 
Laminowanie włosów - Znany jest ten zabieg jako zabieg do natychmiastowego poprawienia wyglądu włosów. Szczególnie tych niesfornych, koloryzowanych etc.  

O co chodzi?
Chodzi o wypełnienie uszkodzonej struktury włosa naturalną keratyną, zamknięcia łuski na całej długości oraz likwidacja rozdwajających się końcówek. Efektem w gratisie mamy nawilżenie i odżywienie. Wygląd włosów jak z reklamy gwarantowany, lśniące i jedwabiście miękkie źródło:  http://missfashionistka.pinger.pl/


Domowy i tani sposób na uzyskanie zadowalającego efektu:

  • łyżka żelatyny w proszku
  • dwie lub trzy łyżki gorącej wody
  • 3/4 odżywki lub maski do włosów
Żelatynę należy dobrze rozpuścić i odczekać chwilę, aż odrobinkę ostygnie. Do powstałego "kleju" dodajemy maskę bądź odżywkę. W razie gdyby żelatyna się "ścięła" tworząc niemożliwy do nałożenia klej, proponuje podgrzać mieszankę w mikrofalówce.

Na mokre, osuszone ręcznikiem włosy nakładamy papkę. Następnie nakładamy worek i ręcznik. Spłukujemy obficie wodą po 45 minutach.

Efekty na moich włosach
- przede wszystkim niesamowicie błyszczą
- są sypkie
- niesamowicie wygładzone i miękkie
- sprawiają wrażenie gęstszych
- włosy wyglądają na bardzo zdrowe i zadbane
- na mojej głowie zrobiło się małe siano, ale jest to bardzo pożądany przeze mnie efekt

Ja jestem zachwycona. Moje włosy chyba nigdy nie wyglądały tak pięknie. Dodam zdjęcia przed i po laminowaniu. 

Przed. Wybaczcie łazienkowy wystrój i zdjęcie w piżamie. ;p

Po:
bez lampy 

z lampą

Zauważyłam, że mam już całkiem długie włosy. Oby tak dalej. Zapuszczamy do pępka!
Tyle na dziś. Pozdrawiam.

środa, 8 sierpnia 2012

This is love, this is love, this is love...

Przed chwilą u Anwen w "Moja włosowa historia" padły dwa słowa. Laminowanie włosów. ŻELATYNĄ. Oczywiście już jutro mam zamiar sama przeprowadzić taki zabieg i podzielić się z Wami swoimi odczuciami. Odrobinę przeraża mnie opcja nakładania na włosy żelatyny, ale żyję się raz i mam nadzieję, że nie będę żałować. Liczę, że mam w domu żelatynę. :D
Jak Wam mijają wakacje? Mi bardzo szybko. Dzisiaj zaliczyłam siłownie, bo pewien ktoś namówił mnie na godzinny trening. Świetna zabawa, ale i okropny wysiłek. Przez cały ten czas pedałowałam na rowerku, bo było to, wbrew pozorom, najprostsze ćwiczenie. Coś czuję, że jutro nie będę w stanie wstać z łóżka.
Znowu zaczęłam łykać calcium panthotenium, bo po potraktowaniu włosów chemiczną farbą, wypadają jak szalone... I chyba znowu wrócę do picia skrzypu z pokrzywą. Niestety pewnie znowu mnie wysypie niemiłosiernie, ale przynajmniej coś zostanie na głowie. Rozważam też picie drożdży, ale nie wiem czy się przekonam. Postaram się w każdym bądź razie. A! Ostatnio chodzi mi po głowie napój z siemienia lnianego. Pożytek zarówno dla włosów, cery, paznokci jak i figury. Ta dzisiejsza siłownia zmotywowała mnie do ćwiczeń. Mam zamiar poszperać na strychu i znaleźć... skakankę! Przede wszystkim zależy mi na tym żeby moje uda w końcu jakoś się prezentowały, więc wskoczę też na rowerek w domu. Mam cel! Prócz tego znowu mam fazę na ombre... Daj Boże żeby nic mnie nie podkusiło do tego zabiegu, bo nic nie zostanie z tych moich biednych włosów.
Jeśli się uda to jutro pojawi się raport o laminowaniu. O ile mam tą wstrętną żelatynę w domu. Tymczasem trzymajcie się, dobranoc!

Dzisiaj słuchamy...     Will.I.Am ft. Eva Simons - This is love


niedziela, 5 sierpnia 2012

Domowe cudo

Post na szybko, bo zaraz muszę uciekać sprzątać w pokoju. Wczoraj pisałam Wam, że trzymam na głowie domową maskę, która okazała się sukcesem i strzałem w dziesiątkę.

Przepis:
  • 2 łyżeczki maski Kallos al Latte
  • kilka kropli nafty kosmetycznej
  • kilka kropli soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki oliwy z oliwek, koniecznie z pierwszego tłoczenia (ja lałam na oko)
Tak powstałą papkę nałożyłam na ponad dwie godziny. Bardzo ciężko było ją zmyć, więc użyłam metody, której używam do zmywania olei (na maskę nakładamy szampon, myjemy włosy, spłukujemy i ponownie myjemy szamponem). Po wyschnięciu włosy były niesamowicie gęste i błyszczące. Do tej pory miałam duży problem z gęstością, bo przez farbowanie włosów farbami sporo włosków mi wypadło. Obawiałam się, że włosy będą śmierdzieć naftą, ale wyczuwam tylko cudowny zapach Kallosa. Polecam Wam gorąco tą maskę.
Składniki można dodawać wedle uznania. U Anweny w przepisie jest jeszcze żółtko, skrobia ziemniaczana, olejek rycynowy i miód. Żółtko zawsze wysusza mi włosy ze względu na dużą zawartość protein, więc nigdy nie dodaje go do masek. Miód powinien być w płynnej postaci a mój "stężał", więc następnym razem popróbuję z miodem. Skrobi i rycyny nie mam, więc na najbliższych zakupach postaram się zaopatrzyć w te cuda.

PS Pewnie się nie chwaliłam, ale od jakiegoś tygodnia jestem dumną brunetką. ;)

sobota, 4 sierpnia 2012

"Ludzie, pomozcie ludziom."

Domowe SPA, i pielęgnacja włosów wraca do łask. Siedzę z domową maseczką na głowie i boję się co z tego wyjdzie. Wcześniej wykąpałam dłonie i paznokcie w ciepłej oliwie z oliwek i zaraz pomaluje je odżywką. Wakacje są, trzeba jakoś ambitnie wykorzystać wolny czas. Za chwilę puszczę sobie "To tylko seks" i miło spędzę wieczór. Oby. Pewnej osobie z powodzeniem udało się zepsuć mi humor już po raz drugi w ciągu dwóch dni. Nie to nie i tyle. Nie ma się co rozdrabniać i pieprzyć w wiadomych tematach.

Na koniec przedstawię Wam moją nową miłość.







Luna. Najcudowniejszy i najsłodszy kociak na świecie. <3





Tak mija czas

Aż trudno uwierzyć, że minął już miesiąc wakacji. Mam wrażenie, że zmarnowałam lipiec i nie wypoczęłam ani trochę. Nie zrealizowałam też swoich planów pielęgnacyjnych i fatalnie się z tym czuję. Dodatkowo jakoś straciłam swój zapał włosomaniaczki, co widać, bo od powrotu z wakacji nic tu nie opublikowałam. Coraz częściej zastanawiam się nad powrotem do pierwotnej wersji bloga, czyli moim "pseudo pamiętnikiem". To dobre rozwiązanie, bo czasami mam ochotę się po prostu nad sobą poużalać niż pisać o włosach, co nie znaczy, że takie posty nie będą się pojawiać. Myślę raczej nad przeplataniem pamiętnika z poradami o włosach. Co o tym sądzicie?

sobota, 16 czerwca 2012

Powrot?

Żyję, dbam o włosy... Powoli wychodzę na prostą i kończę porządkować swoje życie. Niestety mam szlaban i najprawdopodobiej będzie trwał on do końca roku szkolnego, dlatego też nic nie pojawia się na blogu. Mam nadzieję, że po powrocie z wakacji (15 lipiec) wezme się w garść, mama trochę mi odpuści i zawale Was ogromną ilością postów dotyczących włosów. Na razie nie zanosi się na polepszenie sytuacji, bo w związku ze zmianą szkoły w moim domu jest dosyć napięta atmosfera.
Po powrocie wrzuce aktualizacje włosów, której notabene ogromnie się boję, bo trasa Mazury-Kołobrzeg-Wrocław zapowiada dużo słońca, słonej wody morskiej... Przesuszone włosy gwarantowane, a dwutygodniowa nieobecność w domu i brak ukochanych kosmetyków nie wróży dobrze. Mam zamiar przemycić tyle masek i odżywek ile tylko się uda. Wyjeżdżan 29 czerwca tuż po zakończeniu roku. Może do tego czasu uda mi się coś jeszcze naskrobać, a jeśli nie to do napisania w lipcu. Udanych wakacji i pięknych włosów po letnich wariacjach! ;)

środa, 16 maja 2012

Obsesja zakupowa


Na początku przepraszam za brak obiecanego postu na temat "domowe SPA dla włosów". Jakoś nie mogę się zebrać w sobie do jego napisania, więc pojawi się z drobnym opóźnieniem. Mam nadzieję, że wybaczycie.
Obiecałam sobie skończyć z zakupami włosowymi... To zło, że w moim mieście każda niepozorna drogeria przyciąga mój wzrok i kiedy do niej wejdę nie umiem wyjść z pustymi rękami. Zazwyczaj kiedy wracam ze szkoły nie mam czasu żeby szlajać się po mieście, więc nie ma ryzyka wydania pieniędzy na "zbędne" kosmetyki. Dzisiaj szkoła spłatała mi figla i skończyłam godzinę wcześniej. Zamiast grzecznie wrócić do domu z uzupełnionym portfelem, poszłam z przyjaciółką na kawę i "małe zakupy". Tak się prezentują:


Pozwólcie, że się wytłumaczę ze swoich zakupów.

1. Odżywka Isana z olejem z babassu - kupiłam bo:
- poprzednia mi się kończy
-mam tak mało odżywek
- była po promocji w Rossmannie za 6 zł (normalnie kupuję ją za ponad 7)
2. Joanna Naturia Odżywka b/s z pokrzywy i zielonej herbaty - kupiłam bo:
- nie mam żadnej odżywki b/s
- wychwalana przez włosomaniaczki
- nie była znowu taka droga, 4 zł
3. Jantar mgiełka do włosów - kupiłam bo:
- jestem głupia i źle przeczytałam skład
- ma podobno filtry UV
- również w promocyjnej cenie 6 zł
4. Siemię lnianie - akurat jest mi potrzebne do płukanki, więc zakup całkowicie przemyślany i zaplanowany, dziwne. ;)
5. Calcium panthotenium - również przemyślany i zaplanowany zakup. Każda włosomaniaczka go zna, przedstawiać go nie muszę. Wydaję mi się, że odrobinę przepłaciłam. Prawie 8 zł. :/
6. Opaska do włosów - kupiłam bo:
- od dawna potrzebowałam takiej opaski, która wykonana jest z materiału i nie niszczy zbyt bardzo włosów
- ma ładny kolor :D
- kosztowała w Glitterze 5 zł! 
7. Wałki do włosów - kupiłam bo
- stare są stare i muszą być nowe
- stare są cienkie do loczków, jak u owieczki, a tymi można wyczarować bajeczne loki 

PS Przepraszam za zagracone biurko.

 To nie koniec!


Słodkie kolczyki kosztowały mnie 3 złote. Jestem straszną bałaganiarą i gubię wszystkie swoje kolczyki. Ostatnio przepadły mi perełki i kiedy zobaczyłam te "duplikaty" w drogerii od razu kupiłam. Jestem dumna, że w końcu zainwestowałam w coś innego niż pielęgnacja/ozdoba włosów. Szok!

Na koniec dodam zdjęcie neonowej mini-spódniczki, którą upolowałam w Pull&Bear. Muszę przyznać, że neony średnio do mnie przemawiały, ale kiedy ją zobaczyłam i przymierzyłam... zakochałam się od pierwszego ubrania i po prostu musiała znaleźć się w mojej szafie. 


Cóż za kontrast! Mój aparat zmienia trochę kolory. W rzeczywistości nie jest taka... oczojebna. I bajecznie układa się na ciele. Polecam!
Pull&Bear - 30 zł

Przy okazji. Od dzisiaj ZNOWU piję skrzyp i pokrzywę. Mam zamiar zażywać również Calcium panthotenium oraz wcierać w skalp Jantar. Chce jak najszybciej zapuścić włosy. 
Btw. Czy któraś z Was zażywała Calcium panthotenium? Jeśli tak to jakie macie po nim odczucia? Włosy faktycznie szybciej rosną?

Mam nadzieję, że takie posty zakupowe Was nie męczą. Wiem. Straszna ze mnie chwalipięta, ale skoro to blog oparty na pielęgnacji włosów to od czasu do czasu będę wrzucać swoje "łupy". A jak Wam minęła środa? Do weekendu coraz bliżej! Życzę udanego i pogodnego czwartku. Pozdrawiam!

niedziela, 13 maja 2012

Slow kilka o... porowatosci wlosow



Skoro mój blog opiera się w dużej mierze na pielęgnacji włosów postanowiłam "wsiąknąć" głębiej w temat. Otóż. Zaczynając swoją przygodę z włosomaniactwem powinniśmy na samym początku określić porowatość włosów. Co to jest porowatość?
Każdy włos zbudowany jest z łusek, które są przylegające bądź rozchylone. To właśnie od tego czynnika zależy porowatość. 
Definiujemy trzy stopnie porowatości:
  • NISKA
  • NORMALNA
  • WYSOKA
Dlaczego tak ważne jest określenie porowatości włosów? Każdy stopień wymaga indywidualnej i odpowiedniej pielęgnacji. 

Czynniki cechujące stopień porowatości:
  • Porowatość niska - są to włosy zdrowe z natury. Łuska przylega szczelnie i bardzo trudno zmusić ją do rozchylenia. Co za tym idzie? Włosy bardzo trudno zmoczyć i schną niemiłosiernie długo. Są odporne na farbowanie, stylizacje. Bardzo ciężko jest je pielęgnować, ponieważ szczelnie zamknięta łuska nie chce wpuścić nic do środka. 
  • Porowatość normalna - łuski są delikatnie rozchylone i porowatość włosów waha się między niską i wysoką. Włosy moczy się normalnie, schną długo, ale nie dłuży się to w nieskończoność.
  • Porowatość wysoka - większość dziewczyn ma taką właśnie porowatość. Łuski są bardzo rozchylone i przyjmują do siebie wszystko, włącznie ze szkodliwymi produktami. Łatwo je zmoczyć i schną bardzo szybko. Są podatne na zabiegi fryzjerskie, ale również bardzo delikatne. 
Włosy o porowatości wysokiej można doprowadzić do niskiej odpowiednią pielęgnacją i odwrotnie. Jeżeli zaniedbamy włosy to odwdzięczą się nam rozchylonymi na maksa łuskami.
Aby rozchylić łuski należy zmoczyć włosy w letniej bądź ciepłej wodzie. Posiadaczki włosów z niską porowatością powinny szczególnie uważać na to żeby nie obkleić ich silikonami i nie obciążyć ciężkimi odżywkami. Włosy o niskiej porowatości są zdrowe i umieją same o siebie zadbać co nie znaczy, że trzeba całkowicie zrezygnować z ich pielęgnacji. Wszystko trzeba robić z umiarem i głową. ;)
Po rozchyleniu łusek trzeba pamiętać, aby z powrotem je domknąć. Zadba o to spłukiwanie włosów chłodną wodą i/lub "kwaśne" płukanki. Np. woda + kilka kropel cytryny.

Włosy o wysokiej porowatości trudno jest "obkleić", bo chłoną w siebie wszystko co się da. W tym przypadku nie należy rozchylać łusek. Trzeba uważać na wysoką temperaturę, alkohol w kosmetykach. Ten typ porowatości wymaga troskliwej opieki i zaawansowanej pielęgnacji. Nawilżamy, dbamy i oczywiście staramy się na koniec domykać łuskę tak jak w przypadku niskiej porowatości. Normalna porowatość rządzi się tymi samymi prawami co wysoka, więc pisać o niej osobno nie będę.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej odsyłam Was do Czarwonicującej ---> czyli TU
Wszystko dokładnie i pięknie u siebie opisała. Ja napisałam wszystkie ogólne informacje.

MOJA POROWATOŚĆ
Skoro rozpisałam się na temat porowatości podzielę się z Wami moimi obserwacjami jeśli chodzi o moje włosy. Ustawie swoje włosy między porowatością normalną, a wysoką. Dlaczego? Łatwo się moczą, ale schną długo. Są podatne na farbowanie, ale trudno je ułożyć. 

I na koniec słowa klucze dzięki, którym łatwiej jest wszystko zrozumieć.
POROWATOŚĆ WYSOKA - WŁOSY PODATNE
POROWATOŚĆ NISKA - WŁOSY OPORNE

Mam nadzieję, że udało mi się pomóc i post jest przydatny. Liczę, że miałyście udany weekend mimo niezbyt ładnej pogody. Życzę udanego poniedziałku. Przy okazji... Jaka jest wasza porowatość? ;)

PS Jutro słów kilka o domowym spa dla włosów.




wtorek, 8 maja 2012

TAG: Wiem co jem!





Otagowała mnie Lagoena z bloga hair-and-food. Dziękuję ślicznie. ;*


Zasady:
1. Napisz, kto Cię otagował i przedstaw zasady
2. Zamieść banner i odpowiedz na pytania
3. Otaguj kolejne 5 osób :)
Pytania:
1. Czy uważasz, że odżywiasz się zdrowo?
2. Czy zwracasz uwagę na skład produktów spożywczych? Jeśli tak, to jakich składników unikasz?
3. Jesz dużo owoców i warzyw?
4. Czy kiedykolwiek się odchudzałaś? Na jakiej diecie? Zamierzasz się odchudzać w przyszłości? 
5. Czy czujesz się dobrze w swoim ciele?
6. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
7. Czy lubisz gotować? 
8. Co chciałabyś wyeliminować z diety, a co do niej wprowadzić i dlaczego?
9. Czego nie możesz przełknąć a co mogłabyś jeść cały czas?
10.Ile posiłków jesz dziennie?
11.Wypijasz odpowiednią ilość wody? ( min. 8 szklanek dziennie) ?
Na dokładkę możecie polecić jakiś zdrowy prosty przepis, przekąskę czy coś w tym stylu :)


1. Czy uważasz, że odżywiasz się zdrowo?
 Przyznam szczerze, że różnie to u mnie bywa. Jednego dnia jem jogurty, ciemny chleb, owoce... A następnego jestem w stanie zjeść dwie tabliczki czekolady i na dokładkę paczkę chipsów.
2. Czy zwracasz uwagę na skład produktów spożywczych? Jeśli tak, to jakich składników unikasz?
Nie wszystkich. Największą obsesje mam na punkcie składów napoi kolorowych. Zwłaszcza soków. Wybieram te najbardziej naturalne, z jak najmniejszą ilością cukrów.
3. Jesz dużo owoców i warzyw?
Niestety jem za mało. Wynika to z tego, że na wiele owoców jestem uczulona i mam mały wybór... Największą ilość warzyw i owoców spożywam zdecydowanie w lecie.
4. Czy kiedykolwiek się odchudzałaś? Na jakiej diecie? Zamierzasz się odchudzać w przyszłości? 
Wszystkie moje diety umierały po jednym dniu, więc można powiedzieć, że nigdy się nie odchudzałam. Mam za słabą wole i nie umiem odmówić sobie smakołyków z których musiałabym zrezygnować. W najbliższym czasie nie mam zamiaru przejść na żadną dietę.
5. Czy czujesz się dobrze w swoim ciele?
Zdecydowanie nie. Gdybym miała w udach kilka centymetrów mniej, płaski brzuszek, brak boczków i mniejszy tyłek pewnie byłabym zadowolona
6. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
 Pierogi ruskie oraz lasagne mojej mamy.
7. Czy lubisz gotować? 
Uwielbiam gotować z moją siostrą. Mamy nietypowe podejście do kuchni i lubimy urozmaicać potrawy, poprawiać przepisy.
8. Co chciałabyś wyeliminować z diety, a co do niej wprowadzić i dlaczego?
Gdybym tylko mogła to pozbyłabym się niepotrzebnych cukrów i chemii, którą praktycznie wszystko jest naszpikowane. Do swojej diety wprowadziłabym wszystkie potrzebne składniki, które każdy człowiek powinien spożywać w odpowiednich ilościach.
9. Czego nie możesz przełknąć a co mogłabyś jeść cały czas?
Nie znoszę ryb i bardzo nad tym ubolewam, bo są bardzo zdrowe i mają wielkie znaczenie dla organizmu. Jedyne ryby, które jestem w stanie zjeść to tuńczyk i łosoś. Hmmm. Cały czas mogłabym jeść potrawy z włoskiej kuchni.
10.Ile posiłków jesz dziennie?
Czasami śniadanie, drugie śniadanie w szkole, obiad, przekąska, kolacja, przekąska... Zdecydowanie za dużo.
11.Wypijasz odpowiednią ilość wody? ( min. 8 szklanek dziennie) ?
 Nie mam bladego pojęcia. Piję raczej dużo płynów, ale trudno mi stwierdzić czy mieści się to w przedziale 8 szklanek. 

Przekąska... Jogurt z muesli tropikalnym bądź jakiś owoc. ;)

TAG przekazuję wszystkim chętnym czytelniczkom. Jestem ciekawa Waszych odpowiedzi. 
Pozdrawiam!


piątek, 4 maja 2012

Zaskoczenie wlosowe!

Hej, dziewczyny! Tytuł posta może nie mówi Wam zbyt wiele, ale zaraz przejdę do sedna. Dzisiaj rano kiedy umyłam i wysuszyłam włosy (byłam zmuszona, nigdy tego nie robię) zdziwiłam się, że są takie długie. Pod wpływem suszenia moja czuprynka całkowicie się wyprostowała, a zazwyczaj nosze na głowie delikatne fale. Zarzuciłam włosy na plecy i nie mogłam się nadziwić ich długością. Tknęło mnie i postanowiłam zmierzyć ile brakuje mi do wymarzonej długości. Wyszło nie mniej nie więcej tylko 18 centymetrów! Myślałam, że skoczę pod sufit z radości. Co więcej... Porządkując foldery ze zdjęciami natknęłam się na zdjęcia z wakacji. Jestem osobą sentymentalną, więc czym prędzej wszystko obejrzałam. Dziewczyny... Nawet nie potraficie sobie wyobrazić mojego szoku, kiedy uświadomiłam sobie jak bardzo urosły moje włosy od tego czasu! Zaraz wrzucę Wam zdjęcia dla porównania. Wiele z Was pewnie powie, że nie mam czym się jarać, bo przyrost jest mały, ale nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jak wolno rosną moje włosy. Ślimaczym tempem zbieram nowe centymetry, więc dla mnie wynik  jest imponujący. 


Prawie idealnie proste włoski (zakrywają już pasek biustonosza i jaram się jak dziecko :D)


Po lewej zdjęcie z 21 sierpnia, po prawej z 4 maja

Stwierdziłam, że zasłonie twarz żeby Was nie przestraszyć. :P Prawda, że sporo urosły? Aż nie mogę uwierzyć. Zwłaszcza, że dopiero w marcu zaczęłam o nie dbać... A w listopadzie 2011 roku ścięłam około 4 centymetrów włosów, więc tym bardziej się cieszę.  I przy okazji zaprezentowałam Wam pierwszy outfit. Napiszę o nim słówko na samym końcu postu.

Koniec o włosach. Jak Wam minął piątek? U Was też burza i deszcz? U mnie beznadziejna pogoda i poprawiam sobie humor winogronami. Mam nadzieję, że wszystkim maturzystom dobrze poszło na podstawie polskiego i trzymam kciuki żeby na innych przedmiotach poszło gładko. Mnie matura czeka dopiero za dwa lata, ale czas ma w zwyczaju szybko przemijać, więc dwa lata to nic. 
Życzę Wam pogodnego i mile spędzonego weekendu. 
Pozdrawiam!

Strój dnia:
kurtka - Stradivarius
sweter w paski - Gap (second hand)

czwartek, 3 maja 2012

Foto aktualizacja - kwiecien 2012

Moje włosy powoli wracają do formy, ale nadal są przesuszone i matowe. Nie mam pojęcia dlaczego. Aczkolwiek jest dobrze, więc dodam zdjęcia, które notabene są kiepskiej jakości. Od razu przepraszam, ale jestem w posiadaniu starej cyfrówki i niestety muszę się nacieszyć takimi zdjęciami jakie robi.


Zdjęcia robione bez lampy w świetle dziennym... w łazience. Wybaczcie pomieszczenie, ale w łazience znajduje się najwyżej położone okno w moim domu, więc idealnie można robić zdjęcia z użyciem parapetu. ;)
Ciągle Wam piszę, że chce zapuścić piękne włosy, ale nawet się nie pochwaliłam do jakiej długości zmierzam. Wpadłam na pomysł żeby zrobić zdjęcie i po prostu zaznaczyć. Efekt:

 
 Jak się domyślacie mam zamiar zapuścić włosy do czerwonej linii. Szalona jestem :D
Myślę, że za dwa lata będę mogła pochwalić się bujną i długą czupryną. Sporo mi brakuje, ale dla chcącego nic trudnego.
Dziewczyny, jak Wam mija majówka? U Was też pogoda pozostawia wiele do życzenia? Mimo burzy dzisiaj znowu zrobiliśmy grilla w ogródku i pochłonęłam ogromną ilość grzanek czosnkowych za którymi szaleje. Potem deszcz pokropił, ale było zaskakująco ciepło. Szkoda, że za parę dni koniec długiego weekendu i trzeba wrócić do normalnych, codziennych zajęć. 
Trzymajcie się! ;)

środa, 2 maja 2012

Kwietniowa pielegnacja wlosow

Przepraszam, za jednodniowe opóźnienie z aktualizacją, ale cały wczorajszy dzień spędziłam poza domem. Na słońcu oczywiście, co miało okropny wpływ na moje włosy. Pomimo tego, że popsikałam czuprynę jantarem i odziałam głowę w chustkę coś złego się z moimi włoskami porobiło. Podejrzewam, że swój udział ma w tym całonocne trzymanie oleju na włosach... Myjąc je wczoraj byłam bliska łez, kiedy wypadały niemal garściami. Dzisiaj rano były suche, matowe... Nigdy nie miałam włosów w tym stanie i nie wiem co się stało, że wyglądają jak wyglądają. Teraz siedzę z maską na głowie i modlę się żeby po spłukaniu i wyschnięciu wróciły do dawnej formy. Anyway. Kosmetyki używane przeze mnie w kwietniu:


 Kolekcja powiększyła się odrobinkę. Kosmetyki ustawiłam tematycznie. Pierwsze od lewej są maski. Kallos al Latte, Alterra Granat i Aloes, Gloria. Następnie krem Nivea wcierany w końcówki przed każdym myciem. Dalej dwa szampony: Babydream, Barwa Tataro-chmielowa; pięć odżywek: Isana witaminowa, Isana z olejkiem babassu, Schwarzkopft Gliss Kur, Mrs Potter's; olej babydream fur mama. Po prawej dwie wcierki: Jantar oraz Joanna Rzepa. W buteleczce po mgiełce pokrzywowej znajduje się domowa mgiełka z aloesem, jantarem oraz olejem. Na środku leży jedwab na końcówki z Marion.

Nie będę się rozpisywać za bardzo na temat użycia kosmetyków, bo każdy wie co do czego służy. Ulubieńcem miesiąca jest znowu maseczka Gloria, która potrafi zdziałać cuda. Zaś najgorszym kosmetykiem jest odżywka bez spłukiwania z Mrs Potter's, którą pomyliłam z balsamem aloesowym. Zawiodłam się również na odżywce Isana z olejkiem z babassu, której użyłam wczoraj do reanimacji włosów i nie sprostała zadaniu. 

Sukcesy:
- nakładanie oleju PRAWIE przed każdym myciem
- robienie peelingu raz  w tygodniu
- nakładanie maski od jednego do dwóch razy w tygodniu
- stosowanie wcierek
- stosowanie płukanki z siemienia lnianego
- zrobienie i nałożenie na włosy domowej maski

Niepowodzenia:
- kuracja drożdżowa (po dwóch tygodniach picia, mój żołądek się zbuntował)
- kuracja skrzypokrzywą (po prostu o niej zapomniałam)

Na maj nie mam planów jeśli chodzi o kupno kosmetyków. Postanowiłam na razie nic nie kupować i stosować wszystko to co mam. Odnośnie samej pielęgnacji... Postaram się olejować włosy na dwie, trzy godziny; robić różnego rodzaju płukanki; chronić włosy przed słońcem i przede wszystkim PODCIĄĆ końcówki. 
Wiem, że miały być zdjęcia włosów, ale niestety prezentują się tak fatalnie, że aż wstyd je pokazywać. Jeśli jutro odzyskają dawną formę, obiecuję, że cyknę kilka zdjęć i od razu dodam. 

A jak Wam mija weekend majowy? Ja wczoraj troszkę się poopalałam nad jeziorem. Rzecz jasna mnie spiekło... Potem wraz z rodzinką zrobiliśmy grilla i było całkiem przyjemnie. Dzisiaj poświęciłam dzień na typowe obowiązki domowe. Posprzątałam, ugotowałam sobie coś do jedzenia a potem posiedziałam na ogrodzie. Mam nadzieję, że Wam pogoda sprzyja i leniuchujecie na całego.

Trzymajcie się cieplutko!